stat

Damian Kostrzewa rzucił piłkę ręczną dla MMA

23 września 2018 (artykuł sprzed 1 roku)
Rafał Sumowski

Torus Wybrzeże Gdańsk

Damian Kostrzewa po odejściu z Wybrzeża Gdańsk porzucił karierę piłkarza ręcznego i rozpoczął treningi mieszanych sztuk walki. - To, że założę rękawice, nie czyni mnie zawodnikiem MMA, ale będę ciężko pracował. Pasjonuję się tym sportem od lat i nie wybaczyłbym sobie, gdybym nie spróbował swoich sił w oktagonie. Chcę potwierdzić, że szczypiorniści to prawdziwi gladiatorzy - mówi były reprezentacyjny skrzydłowy, który przygotowuje się pod okiem Macieja Brzostka.



Rafał Sumowski: Kiedy latem stało się jasne, że nie zostanie pan w Wybrzeżu Gdańsk, wszyscy zastanawiali się, w jakim klubie zobaczymy pana w nowym sezonie. Zaskoczył pan informacją w mediach społecznościowych, że w wieku 30 lat kończy karierę piłkarza ręcznego i rozpoczyna treningi mieszanych sztuk walki. Skąd taka decyzja?

Damian Kostrzewa: Czynników było kilka. Na pewno nie pomagały mi kontuzje, przez które nie udało mi się wrócić do reprezentacji Polski. Tak naprawdę przez urazy straciłem najlepszy czas na zaistnienie. 30 lat to nie jest wiek, aby się poddawać, ale patrząc na ogół tego, co dzieje się w piłce ręcznej, taką podjąłem decyzję. Miałem to szczęście, że debiutowałem w reprezentacji Polski kiedy osiągała największe sukcesy, a z drugiej nieszczęście, że ciężko było się tam przebić.

Teraz kadra jest słabsza, ale nawet zdrowy, nie był pan powoływany

Rzeczywiście, z całym szacunkiem dla chłopaków z obecnej reprezentacji, to nie jest to samo. Nie mam pretensji o brak powołań. Rozumiem, że nie każdy był w stanie zaufać zawodnikowi po poważnych kontuzjach kolana. W rozgrywkach klubowych reprezentowałem natomiast dobry poziom, wciąż potrafiłem w pojedynkę przesądzić o losach meczu.

Dlaczego nie został pan w Wybrzeżu?

Chciałem zostać, ale nie porozumieliśmy się co do warunków finansowych. Uznałem, że to nie jest moment kariery, w którym powinienem zrezygnować z zarobków jakie miałem dotychczas. Odpuściłem, ale tego, co przeżyłem z piłką ręczną, nikt mi nie odbierze. Niczego nie żałuję. Teraz będę pracował na własny rachunek, a Wybrzeże będę wspierał z trybun.

TU PISALIŚMY O ODEJŚCIU DAMIANA KOSTRZEWY Z WYBRZEŻA

Dlaczego akurat MMA?

Zawsze pasjonowałem się sportami walki. Śledziłem je w każdej wolnej chwili. Starałem się też rozwijać w tym kierunku. Tego typu treningi stanowiły dla mnie uzupełnienie w przygotowaniu do piłki ręcznej. Wracając po kontuzjach służyły mi jako zajęcia wydolnościowe. Zdarzały się lekkie sparingi w gronie znajomych. Już jak byłem w liceum, w Szkole Mistrzostwa Sportowego, mieliśmy wynajętą z kolegami salę, w której uczyliśmy się podstaw - walki w stójce, w parterze. Piłka ręczna zawsze była dla mnie podstawą, ale nigdy nie zaniedbywałem pasji jaką są sporty walki. Zawsze sprawiało mi to radość i byłem pełen podziwu dla całej wykonywanej pracy i zaplecza zawodników uprawiających tę dyscyplinę.

Ma pan swojego idola wśród wojowników z oktagonu?

Oczywiście. Od małego moim idolem był zawodnik, który występował w federacjach PRIDE i UFC Mirko "Cro Cop" Filipović. To Chorwat słynący z tego, że potrafił lewą nogą posłać człowieka do grobu. Kiedy grałem w Vive Kielce, chodziłem na salę z Henrikiem Knudsenem, który trenował kickboxing i razem ćwiczyliśmy. W zespole był też Mirza Dżomba, który jest bardzo poważany w Chorwacji i kiedy usłyszał, że moim idolem jest "Cro Cop", poprzez swoje znajomości załatwił mi dwie koszulki Filipovicia - jedną z jego teamu, a drugą z pracy, bo Mirko pracował jako antyterrorysta. Dostałem jeszcze rękawice. Autografu jeszcze nie mam, ale wierze, że kiedyś jeszcze go zdobędę.

Chce pan się na nim wzorować?

To zawodnik kompletny. U mnie będziemy szukać atutów, które mogę wykorzystać. Nie będę skupiał się nad technikami, które mi nie wychodzą, bo nie mam tyle czasu. Z trenerem Maciejem Brzostkiem spróbujemy wyciągnąć to, co mam najlepszego. Myślę, że warunki fizyczne, siła, dynamika i zasięg ramion będą jednymi z takich atutów. Po pierwszych zajęciach z trenerem jestem pełen optymizmu.

O szczypiornistach mówi się, że to gladiatorzy. Rozumiem, że w oktagonie zamierza pan potwierdzić tę tezę?

Mam nadzieję, że ten mit gladiatora się potwierdzi. Różnic jest jednak bardzo wiele. Wchodzę w sport indywidualny. W oktagonie jesteś tylko ty i przeciwnik. Wszystko zależy od ciebie i to jest plus. Minusem jest to, że jeśli popełnisz błąd, margines na niego jest bardzo mały. Nikt nie stanie obok ciebie i nie wyciągnie cię z problemów.

Nie obawia się pan, że kolano może znowu nie wytrzymać?

Jestem człowiekiem, który lubi siebie testować. Gdyby pojawiły się obawy, nie pisałbym się na to. Trenowałem w ostatnich miesiącach boks i kickboxing. Zaliczyłem kilka sparingów, cały czas wzmacniam nogę. Od operacji minął ponad rok i czuję, że wszystko jest w porządku. Zrobię wszystko, aby to przeciwnicy musieli chronić swoje kolana, a nie odwrotnie.

PRZECZYTAJ JAK SZCZYPIORNISTA OPOWIADAŁ NAM O ROCZNEJ PRZERWIE I WALCE O POWRÓT DO ZDROWIA PO KOLEJNEJ KONTUZJI KOLANA

Ciągnęło pana do bójek, gdy był pan dzieckiem? Zawsze czuł pan predyspozycje do sportów walki?

Nie zawsze byłem dużym chłopakiem z charakterem. Początki nie były łatwe. Byłem mały i chudy, zdarzało się, że dostałem kopa w tyłek. Sport i życie ukierunkowały mnie jednak w ten sposób, że jestem pewny siebie. Wiem na co mnie stać i co mogę osiągnąć. Gdybym nie był gotowy, nie oszukiwałbym sam siebie. Czy mam predyspozycje, dopiero się okaże. Jestem zdeterminowany i nie wybaczyłbym sobie, gdybym nie spróbował. Chcę zobaczyć jak drzwi do klatki się zamykają i usłyszeć pierwszy gong. Jestem sportowcem przez większość mojego życia. Jeśli uda się to teraz ukierunkować pod inną dyscyplinę, mogą przyjść całkiem fajne rezultaty.

W MMA sprawdzali się racy sportowcy jak judoka Paweł Nastula czy zapaśnik Damian Janikowski. Z drugiej są po prostu celebryci. Pana przypadek jest inny i trudno znaleźć podobne. Swoich sił próbował wprawdzie piłkarz Jacek Wiśniewski, który stoczył jedną walkę w KSW. Gdzie widzi pan dla siebie miejsce w tym wszystkim?

Tak, o szczypiorniście jeszcze nie słyszałem. Myślę, że jestem w o tyle komfortowej sytuacji, że nie jestem celebrytą czy gościem, który chce się wypromować. Obecnie nie jestem gotowy na zawodników, których oglądamy w telewizji i robią to od dziecka, bo nie miałbym z nimi najmniejszych szans. To tak jakbym ja zaproponował zawodnikowi MMA grę jeden na jednego w piłkę ręczną. Potrzeba mnóstwo pokory, bo to sporty, które wymagają ogromu pracy i twardego charakteru. Dajemy sobie z trenerem sporo czasu, aby popracować na sali, a dopiero później będziemy myśleli w jakim kierunku iść jeśli chodzi o federacje czy przeciwników. Z tego co mi się obiło o uszy, jakieś zainteresowanie moją osobą jest. Z drugiej strony to, że założę rękawice, nie czyni mnie zawodnikiem MMA. Mam nadzieję, że pokora, której się nauczyłem, popchnie mnie do przodu.

Damian Kostrzewa

Damian Kostrzewa

Dane:

ur.:
1988-09-19
wzrost.:
188
waga.:
93
Średnie oceny w kolejnych meczach sezonu

więcej »

Nie jest pan już piłkarzem ręcznym, ale jeszcze nie jest zawodnikiem MMA. Jak pan radzi sobie w codziennym życiu? Mam na myśli finanse.

Mam ten komfort, że coś odłożyłem, a do tego mam kilka mniejszych biznesów. Mam za co żyć, na głowę mi nie pada. W wakacje dorobiłem sobie na ochronie w klubie nocnym. To było ciekawe doświadczenie i okazja, aby poznać nowych ludzi, ale to była jednorazowa przygoda. Jeśli chodzi o MMA, staram się wszystko podopinać finansowo razem z moim menedżerem Łukaszem Borowskim. Trener musi być opłacony, muszę mieć suplementy i tak dalej. Cała baza musi być z prawdziwego zdarzenia, abym mógł się skupić wyłącznie na treningach. Jesteśmy na etapie składania ofert do sponsorów. Mając taki team, jestem spokojny, że sobie poradzimy.

Mówi pan o stopniowym zdobywaniu wtajemniczenia i pokorze do nowej dyscypliny. Jeśli chodzi jednak o pieniądze, często liczy się zainteresowanie, a nie umiejętności. Co jeśli któraś z federacji zaraz zgłosi się z atrakcyjną finansowo ofertą, ale nie będzie chciała czekać?

Rzeczywiście, miałbym o czym myśleć. Nie jestem sportowcem z pierwszych stron gazet, ale swoją markę mam. Czytałem ostatnio wywiad z siatkarzem Michałem Kubiakiem, który też chciałby się spróbować w MMA. Myślę, że mamy podobne podejście. Stwierdził, że mierzenie się z kimś, kto jest pełnoprawnym zawodnikiem nie miałoby sensu. Lepiej spróbować z kimś, kto też zaczyna. Może pojawić się taka propozycja, aby powalczyć z kimś ze świata sportu czy telewizji. Nie twierdzę, że będzie to "freak fight", bo ja na pewno nie jestem kimś takim. Jestem sportowcem i jeśli pojawi się propozycja walki z kimś takim jak ja, na pewno ją rozważę.

Ile daje sobie pan czasu do debiutu?

Zdaję się na trenera. Teraz ciężka praca. Muszę zmienić wiele rzeczy, nawet w tym w jaki sposób się poruszam.

Na ile musi zmienić pan swoje ciało oraz swój tryb życia?

Jestem na początku drogi, więc to jeszcze nie ten moment, ale myślę, że tryb życia będzie podobny do tego z piłki ręcznej. Dwie jednostki treningowe dziennie w klubie ForFit, gdzie będzie moja baza, trening motoryczny, techniczny. Bliżej walk dojdą sparingi. Niebawem wybieram się do Zakopanego i w górach przygotuję się kondycyjnie, popracuję nad wydolnością. Jeśli chodzi o moje ciało, na pewno będzie pracowało inaczej. W piłce ręcznej na treningu było sporo rzutów, ale podczas meczu dziesięć, dwanaście maksymalnie. W trakcie walki ciosów jest znacznie więcej, więc praca ramion będzie wzmożona. Muszę zbudować inną wytrzymałość, bo będę pracował na zupełnie innej intensywności. Wydatek energetyczny będzie dużo większy. Obecnie ważę 98 kilogramów. Docelowo chciałbym walczyć w kategorii do 93 kilogramów. Na wagę ciężką jestem raczej za lekki, bo tam wnosi się około 110 kg, ale ta będzie odpowiednia. Myślę, że nie będę miał problemów ze zbiciem wagi.