stat

Mój przyjaciel Prokom Trefl

5 września 2002 (artykuł sprzed 17 lat)
Krystian Gojtowski

Asseco Arka Gdynia

Turniej w Słupsku pokazał, że zaangażowanie Drew Barry'ego do zespołu koszykarzy Prokomu Trefl Sopot było trafnym posunięciem. 29-letni rozgrywający imponował spokojem, ekonomiką ruchów, a przy tym był bardzo skuteczny, notując na swym koncie nawet po osiem asyst. Jeśli tak dalej pójdzie to kibice na Wybrzeżu szybko pogodzą się z pożegnaniem Igora Milicicia.
- Jak to się stało, że były zawodnik Seattle Supersonics,
Atlanty Hawks i Golden State Warriors zdecydował się na grę w polskiej ekstraklasie?
- Mam prężnego agenta, więc ofert było sporo. Jedną z najatrakcyjniejszych była propozycja Prokomu.
- Jaki obrazek sopockiego klubu ci przedstawiono?
- Wszędzie, gdzie tylko wymieniałem słowo Prokom, to słyszałem same superlatywy. Co prawda mój nowy zespół nie gra w Eurolidze, ale ma wielkie ambicje. Ponadto organizacyjnie ten klub może stanowić wzór dla najlepszych zespołów Europy.
- Grałeś nie tylko w najlepszej lidze świata. Masz za sobą także występy w ligach australijskiej, niemieckiej i włoskiej. Czego czekujesz po grze w polskiej ekstraklasie?
- Słyszałem, że polska liga jest jedną z najbardziej niedocenianych w Europie. Być może jest to bardziej problem marketingowy. Zebranych opinii wiem, że bardzo wiele pojedynków jest tutaj wyrównanych, nawet outsider nie odpuści faworytowi. Podoba mi się to. Myślę, że ze swym stylem gry szybko wkomponuję się do tutejszej ligi.
- Wciąż pewnie myślami jesteś przy NBA.
- Łącznie w tej lidze spędziłem ponad trzy lata, które wspominam zupełnie dobrze. Powiem jednak szczerze, że miałem nadzieję dokonać czegoś więcej. Życie potoczyło się inaczej.
- Masz dopiero 29 lat. Zamierzasz tam jeszcze wrócić?
- Nie wiem, co przyszłość przyniesie. Ja mogę chcieć, ale nie wiem, czy mnie będą chcieli. Nie wiem, czy pojawią się oferty z klubów NBA. To jedna strona medalu. Drugą, ważniejszą jest moja rodzina. Muszę myśleć o przyszłości, o żonie, dzieciach. Na razie jestem w Europie, pracuję tu i głównie na tym się skupiam.
- Warto byłoby tam wrócić i kontynuować dzieło rozpoczęte przez Ricka, twego ojca, który był gwiazdą NBA. Przypomnijmy że nie tylko ty odziedziczyłeś po swoim ojcu talent do koszykówki.
- Rzeczywiście. Mam jeszcze trzech braci. Z trójki Jon, Scooter, Brent chyba najbardziej utalentowany jest ten ostatni.
- Czy oprócz koszykówki istnieją dla ciebie inne dyscypliny sportu?
- Latem uwielbiam grać w golfa. Podczas gry bardzo się relaksuję, a przy tym bawię.
- Wróćmy do Prokomu. Dotąd rokrocznie grało tu wielu twoich rodaków. W tym sezonie zza oceanu przyjechałeś tylko ty. Nie czujesz się osamotniony?
- Absolutnie. Mam już tu nawet przyjaciół. Co ja mówię, cały zespół jest moim przyjacielem. Trudno, żeby było inaczej, jeśli spędzamy razem dwie trzecie dnia. Myślę, że tej harmonii nie zepsują ewentualne pojedyncze porażki. Najważniejsze jest przecież mistrzostwo Polski.

Krystian Gojtowski