stat

Gdańscy żeglarze ze spokojną głową na igrzyska

30 lipca 2016 (artykuł sprzed 3 lat)
Jacek Główczyński

AZS AWFiS Gdańsk

Łukasz Przybytek i Paweł Kołodziński po raz drugi w karierze znaleźli się w elitarnym gronie 20 załóg, które będą mogły wystartować w regatach olimpijskich w klasie 49er. W debiucie na igrzyskach żeglarze AZS AWFiS Gdańsk uplasowali się na 13. miejscu. W Rio de Janeiro ma być wynik lepszy, choć zawodnicy nie stresują się przed startem stawiając sobie konkretne zadanie wynikowe.



Jacek Główczyński: Najpierw dwa medale Mateusza Kusznierewicza w klasie Finn, w tym złoty w 1996 roku, a w ostatnich igrzyskach brązowe krążki deskarzy: Przemysława Miarczyńskiego i Zofii Noceti-Klepackiej sprawiają, że i przed Rio de Janiero są duże oczekiwania na dobre wyniki związane z żeglarstwem. Podołacie im?

Łukasz Przybytek: Także między igrzyskami żeglarze osiągają bardzo dobre wyniki, z wielu regat przywożą dużo medali. Dlatego rozumiemy, że i oczekiwania olimpijskie są wielkie. Każda klasa rządzi się swoimi prawami. My możemy mówić za siebie. Radzimy sobie z presją. Wręcz, gdy jest ona większa, jeszcze lepiej pływamy. Już przed rokiem w mistrzostwach świata otarliśmy się o medal.

Paweł Kołodziński: Właśnie w kluczowych momentach kwalifikacji olimpijskich pokazaliśmy, że potrafimy świetnie startować. Gdy zdobywaliśmy brązowy medal mistrzostw Europy w Porto, czy zajmowaliśmy 4. miejsce na mistrzostwach świata w Buenos Aires pokazaliśmy, że w tym najważniejszych wyścigach potrafimy zachować spokojną głowę. Potwierdzamy, że cały czas jesteśmy w czołówce oraz żeglujemy szybko i mądrze.

TAK PRZYBYTEK I KOŁODZIŃSKI ZDOBYLI KWALIFIKACJĘ DO RIO DE JANEIRO

Medal z Porto jest zaledwie drugim w historii polskich startów w mistrzostwach Europy w klasie 49er. Pierwszy, srebrny zdobywała załoga, w której żeglował m.in. wasz trener Paweł Kacprowski w 1998 roku. Czy ten wynik sprawił, że na dobre uwierzyliście, iż spokojnie możecie rywalizować z najlepszymi?

PK: Przede wszystkim ten medal to efekt pracy całego zespołu Energa Sailing. Cały sztab ludzi pracuje przez wiele godzin. Są to kroki przemyślane, które przynoszą efekty.

Żeglowanie to dla panów praca. Czy po zejściu z wody jesteście kolegami, przyjaciółmi, czy może macie już siebie dość?

ŁP: To zależy od sytuacji. Przed i w czasie regat musimy razem funkcjonować. Gdy trenujemy, czy startujemy jest pełna współpraca i koncentracja wyłącznie na zadaniu, które mamy do wykonania. Natomiast, gdy jest czas odpoczynku, to każdy robi to, co go najbardziej odpręża. Jako że więcej dni w roku spędzamy na wyjazdach niż w domu, to ten wolny czas najczęściej przeznaczamy dla swoich rodzin.

W przeszłości Łukasz zmieniał kilkakrotnie partnerów, co niekorzystnie odbijało się na wynikach. Od 2010 roku żeglujecie razem. Czy można powiedzieć, że rozumiecie się w ciemno, bez słów?

ŁP: Rzeczywiście ilość lat wypływanych razem pomaga. Jak najbardziej z każdym rokiem coraz lepiej funkcjonujemy i nasz poziom się podnosi. Ale pod względem stażu jeszcze nie jesteśmy w czołówce. Na przykład austriacka załoga żegluje ze sobą już 10 lat.

PK: Bardzo dużo się komunikujemy, ale w sposób zrozumiały dla drugiego i to jest całe clou.

JUŻ NA POCZĄTKU LIPCA GDAŃSK POŻEGNAŁ OLIMPIJCZYKÓW

W żeglarstwie o powodzeniu bądź nie, często przesądzają warunki atmosferyczne. Czy o akwenie w Rio mogą panowie powiedzieć, że są tam sprzyjające dla gdańskiej załogi wiatry?

PK: Cieszymy się, że jesteśmy załogą uniwersalną. Potrafimy żeglować bardzo dobrze w słabym, jak i silnym wietrze. Akwen w Rio jest dość specyficzne. Wstępuje prąd zmienny, są szkwały wiatru, a woda bywa mocno zanieczyszczona. Trzeba uważać, by nie złapać dziwnych rzeczy na płetwy.

To, czy uda się uniknąć zderzenia z dryfującymi po wodzie śmieciami to jedynie element szczęścia, czy też wpływ mają na to także umiejętności techniczne żeglowania?

Na pewno trzeba być cały czas czujnym i dobrze wypatrywać, co pływa w wodzie. Ale niektórych przedmiotów po prostu nie widać. Dlatego jak nie uda się uniknąć złapania czegoś na płetwy, to trzeba jak najszybciej się pozbierać i żeglować dalej.

Najwyższym trofeum w Rio będzie złoty medal. Podobno jednak panowie nie tylko nie stawiacie sobie celu maksimum, ale także minimum?

ŁP: Dokładnie tak. Nie mamy takich planów. Natomiast obiecujemy walkę o każdy centymetr i metr na wodzie do ostatniego dnia regat. Jedziemy tam wykonać swoją pracę i jak na każdych wcześniejszych zawodach chcemy pływać szybko i dobrze. A na co to wystarczy, zobaczymy na mecie.

PK: Mamy po prostu zrobić to, czego się nauczyliśmy, a wynik przyjdzie sam.