Sebastian Mila - ''Poczułem się jak ktoś wyjątkowy''.

30 lipca 2001 (artykuł sprzed 20 lat)
Mało który piłkarz był w ostatnich latach tak częstym gościem na łamach "Głosu". Kto jednak poznał Sebastiana Milę, wie doskonale, że lechista z Koszalina ma wszelkie dane, aby być ulubieńcem mediów. Zwłaszcza od niedzieli.

- Obecność na Okęciu tylu dziennikarzy i fotoreporterów oraz kamer sprawiła, że poczułem się jak ktoś wyjątkowy - przyznał "Roger", gdy opuścił lotnisko i pożegnał z kolegami, którzy rozjechali się do domów. - Do tej pory widziałem, jak w ten sposób witano największe gwiazdy polskiego sportu, a teraz zdarzyło się to mnie. W tym momencie jeszcze wyraźniej uświadomiłem sobie, czego dokonaliśmy. Jesteśmy najlepszą "jedenastką" w Europie! Niesamowite uczucie. I dobrze mi z nim.

- Co w ogóle robisz w stolicy?

- Stacja Eurosport zaprosiła mnie oraz Łukasza Mierzejewskiego do komentowania meczu finałowego, który odtworzy dziś wieczorem. Nie bardzo paliłem się do tego, nawet odmówiłem, ale trener Globisz oświadczył, że i tak to już postanowione. Jestem przez to zdenerwowany. Panowie z Eurosportu już chcieli załatwiać nam hotel, jednak tak się złożyło, iż Łukasz mieszka w Warszawie, a ja mam tutaj starszą siostrę. Nie było więc kłopotu.

- Jak przeżył ten sukces trener Globisz?

- Bywało, że wcześniej był bardzo spięty przed czekającymi nas spotkaniami, a w niedzielę wieczorem po raz pierwszy zobaczyłem go maksymalnie rozluźnionego. Tylko na Okęciu znowu był napięty, ale to oczywiste, ponieważ ruszyło nań tylu dziennikarzy.

- Jak spędziliście noc?

- Najpierw kolacja zorganizowana przez gospodarzy. Potem piwko w gronie reprezentacyjnym. Nie wiem, o której godzinie poszliśmy spać.

- Pewnie największym szczęściarzem był Napierała...

- W trakcie przerwy trener ostrzegał Adriana, aby uważał na drugą żółtą kartkę... Kiedy to się stało, wszystkim w drużynie opadły głowy. Do końca pozostało 40 minut, a my mamy walczyć o złoto. Okazało się jednak, że Czesi w ogóle nie mieli pomysłu jak nas ugryźć. Kiedy Madej zdobył drugą bramkę, wstąpiła we mnie taka energia, że nie wiem, co mógłbym zrobić. Rozmawiałem potem z kolegami i oni poczuli się identycznie. Fantastyczna sprawa.

- Dużo było kibiców z Polski?

- Bardzo mało, może kilkunastu.

- Po drodze z Okęcia zatrzymaliście się w PZPN?

- Tam jest okres urlopowy, a poza tym wszyscy byliśmy już zmęczeni. Jakaś uroczystość w związku ma być później.

- Teraz związek ma kłopot, bo ciąży na nim presja uhonorowania trenera Globisza.

- Moje zdanie, jako zawodnika kadry, jest takie, że pan Michał powinien przejąć team Ateny 2004. To najlepsze rozwiązanie, bo trener Globisz najlepiej zna nasz rocznik. Jego współpracownikiem byłby pan Paluszek, jego przyjaciel i selekcjoner grupy 1981. Trener Klejndinst ma przecież dużo obowiązków przy pierwszej reprezentacji. Dobrze wiemy, że stary układ oznacza, że wielu z nas nie trafi do olimpijskiej. Dotychczasowy jej szkoleniowiec ma już swoją koncepcję. Naprawdę szkoda rozmontować taką ekipę jak nasza.

- Na koniec znowu Arka.

- Choć już nie mam tu mieszkania, przyjadę z tatą na sobotni mecz ze Szczakowianką. Żeby się nie powtarzać... powtórzę tylko, iż chcę grać w Gdyni. Zaangażowanie w moją sprawę i słowa pana Kowalskiego dosłownie chwyciły mnie za serce.

- Coś jednak cię trapi.

- Troszeczkę niekonkretne podejście działaczy Arki. Przestraszyłem się, że skoro tak to wygląda, to i podobnie będzie w niedalekiej przyszłości. Nie chcę powtórki z Lechii Polonii. Koledzy z kadry otrzymują w swoich klubach kontrakty i premie, a ja w Gdańsku nie widziałem wypłaty od maja. Nigdy nie zależało mi na pieniądzach, bo wielką rekompensatą była dla mnie gra w II lidze, jednak chciałbym otrzymywać normalne wynagrodzenie.

star.



Opinie (1)

  • Sebastian

    czas na konkretne działania Arki.

    • 0 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.