stat

Stoczniowiec - bez sukcesów, ale z bagażem doświadczeń.

21 sierpnia 2001 (artykuł sprzed 17 lat)
Bez sukcesów, ale z bagażem cennych doświadczeń wrócili z Białorusi hokeiści Stoczniowca. Zespół Mariana Pysza zajął ostatnie miejsce podczas turnieju zorganizowanego przez HK Gomel. Natychmiast po powrocie do "Olivii" drugi trener kadry narodowej zabrał ze sobą piątkę gdańszczan na następny turniej, do Zwolenia. Kto by pomyślał, że przed startem biało-czerwonych w mistrzostwach świata "stocznia" będzie mogła pochwalić się tyloma reprezentantami, ba, do Justki, Wawrzkiewicza, Korczaka, Proszkiewicza i Myszki, dołączy jeszcze Sokół. 4 września Polacy zagrają z Czechami, a pięć dni poźniej inauguracja ligi.

- Gomel, niegdyś polskie miasto, to drugi co do wielkości ośrodek na Białorusi. Leży 1200 km od Gdańska - opowiada Henryk Zabrocki, drugi trener Stoczniowca. - Miejscowy klub organizował turniej z obsadą międzynarodową po raz pierwszy i przyznam, że chcielibyśmy tam wrócić. Profesjonalizm gospodarzy zrobił na nas duże wrażenie. Nowiutka hala na 3000 miejsc, ogromne zainteresowanie kibiców, transmisje telewizyjne, dobry hotel. W sensie sportowym otrzymaliśmy to, o co nam chodziło. Wymagający rywale, prezentujący styl, do którego zmierza się na całym świecie - szybkość razy siła, przekraczasz czerwoną linię i wrzucasz krążek do tercji przeciwnika, gdzie trwa prawdziwa gonitwa. Cztery formacje są niezbędne, a zmiany muszą być krótkie. Tak trzeba grać...

Nasz zespół chciał udowodnić, że nie zaproszono go na kredyt i mimo faktu, iż nie pozbył się roli outsidera, z pewnością zrobił sobie dobrą reklamę. - Właśnie z myślą o tym nie eksperymentowaliśmy z pozycją bramkarza -
zdradził pan Henryk. - Bronił tylko w Wawrzkiewicz i robił to rewelacyjnie. Pietrzak i Jakubowski zaliczyli po dwa mecze w roli rezerwowych.

Skromne porażki dowodzą, że "Wacha" faktycznie pokazał klasę. W dwóch spotkaniach otrzymał kryształy, nagrody dla najlepszego w drużynie. Zaczęło się od 1:3 z Metalurgiem Liepaja, zwycięzcą całego turnieju, a trzeba zaznaczyć, że Łotysze zdobyli ostatnią bramkę, gdy trener Pysz wycofał golkipera. Następnie było 1:2 z Sokołem Kijów, 3:3 ze Spartakiem Sankt Petersburg (nasi przegrywali już 0:3) i wreszcie 1:2 z HK Gomel. - W barwach gospodarzy spotkaliśmy kilku starych znajomych. Drugą bramkę wbił nam Potapow po asyście Raszczyńskiego, ich kapitanem był Andrijewski, a grał jeszcze Rymsza. Kibice pewnie pamiętają, że cała czwórka broniła niegdyś naszych barw.

Przez skład "stoczni" przewinęło się 21 zawodników z pola, nie było tylko młodego Dibelki, który musiał wyjechać w rodzinne strony. Zabrocki powstrzymał się od indywidualnych laurek. Jedyne, na co narzekał, to nieskuteczność. - Nad tym elementem musimy popracować. Dlatego zależy nam na jak największej liczbie sparingów. Zakontraktowaliśmy już dwumecz z odradzającym się Toruniem, ale chyba nie dojdzie do skutku planowany w naszej hali turniej. Szukamy więc dalej chętnych do gry.

Cztery z sześciu bramek zdobyli w Gomelu członkowie trzeciego ataku: Juraszek 2, Kiedewicz 1, Szarieton 1. Dwaj ostatni otrzymywali również pozostałe kryształy dla najlepszych w drużynie. Po jednym trafieniu dołożyli Justka i Myszka (drugi atak tworzył jeszcze Bagiński), czyli wychodzi, że rozczarowała pierwsza, uderzeniowa formacja - Proszkiewicz, A. Fraszko, Suchomski.

star.