stat

Bezrobocie w Trójmieście: nie ma tragedii

21 marca 2009 (artykuł sprzed 11 lat)
Marzena Klimowicz

Trójmiejskie firmy nawet jeśli nie zwalniają masowo pracowników, to ostrożnie podchodzą do zatrudniania kolejnych. Jeśli już tworzą etaty, to na gorszych warunkach. Może dzięki temu bezrobocie rośnie minimalnie.



Stopa bezrobocia zaczęła rosnąć w Gdańsku w listopadzie ub. r. W lutym osiągnęła 3,2 proc., ale wciąż rośnie. W Gdyni w styczniu bez pracy było 2,7 proc. mieszkańców, a w Sopocie - 2,2 proc.

To jeszcze nie tragedia, bo bezrobocie prawie zawsze rośnie w pierwszym kwartale roku. W tym czasie kończą się prace sezonowe np. w budownictwie oraz umowy zawierane na czas określony. Wiosna i lato to z kolei czas, kiedy proporcje się odwracają: zwiększa się liczba ofert i zmniejsza ilość zarejestrowanych bezrobotnych.

W gdańskim Urzędzie Pracy tylko od początku marca zarejestrowało się 1533 bezrobotnych, czyli o 243 osoby mniej niż w całym lutym.

Kto najczęściej traci pracę? Przedstawiciele handlowi - 546 osób, ekonomiści, bankowcy i pracownicy administracji - 269 osób i budowlańcy - 252 osoby. Pozostali to kucharze, kelnerzy, barmani, mechanicy, elektromonterzy, kierowcy i magazynierzy. Bez pracy zostało także 49 nauczycieli różnych specjalności oraz 30 monterów kadłubów okrętowych. Do grona bezrobotnych dołączyło też 3 dyrektorów generalnych, 5 prezesów, 17 dyrektorów wykonawczych i 37 kierowników.

W całym Trójmieście sytuacja wygląda podobnie. W ciągu trzech ostatnich tygodni 705 osób zasiliło szeregi bezrobotnych w Gdyni, natomiast w Sopocie 98. Z kolei ofert pracy było w Gdyni prawie 200, a w Sopocie - 30.

Na szczęście za pracownikami zaczęli się rozglądać pracodawcy: w lutym zgłosili 385 ofert pracy, a w marcu już 593 oferty.

- Widać, że coś zaczyna się ruszać. Najczęściej poszukiwani są na przykład pracownicy biurowi - mamy 55 takich ofert, pracownicy handlu - 76 ofert czy monterzy kadłubów okrętowych - 22 oferty - mówi Beata Glock z Powiatowego Urzędu Pracy w Gdańsku.

W Trójmieście największe szanse na zatrudnienie mają jednak osoby z wykształceniem technicznym: mechanicy, elektrycy, spawacze oraz kierowcy kategorii C. Natomiast popyt na handlowców, kucharzy czy pracowników ochrony znacznie zmalał. Obniżył się także poziom proponowanych wynagrodzeń - średnio o 500 do nawet 1 tys zł.

Potwierdza to Ewa Andziulewicz, kierownik działu pośrednictwa i poradnictwa zawodowego w gdyńskim Powiatowym Urzędzie Pracy. - Ofert pracy jest o 30 proc. mniej niż rok temu i są w nich gorsze warunki płacowe. W niektórych zawodach nawet o 30-40 proc.

Największym problemem w Gdyni są zwolnienia grupowe w Stoczni Gdynia. Do końca maja bez pracy zostanie tam 5,2 tys osób.

- Stoczniowcy, którzy przystąpią do programu zwolnień będą otrzymywać przez pół roku zasiłek szkoleniowy w wysokości dwóch najniższych pensji krajowych. Stracą go z chwilą podjęcia jakiejkolwiek pracy - mówi Ewa Andziulewicz. - Praca dla stoczniowców jest, zwłaszcza dla tych, którzy mają w ręku konkretny fach i doświadczenie. W czwartek otrzymałam już pierwszy telefon z propozycją pracy dla grupy stoczniowców. Niestety za granicą.
autor

Marzena Klimowicz

m.klimowicz@trojmiasto.pl