Człowieku radź sobie sam !

15 lutego 2001 (artykuł sprzed 20 lat)
Od czasu wejścia w życie ustawy o ochronie danych osobowych więcej czasu poświęcamy na adnotację w każdym piśmie o pozwoleniu na przetwarzanie danych, zaznaczanie tej opcji w różnych formularzach, osobiste zgłaszanie się do sekretariatu uczelni, bo informacje o ocenach z egzaminów nie są podawane telefonicznie. Błądzimy po osiedlach w poszukiwaniu znajomych, bo zapomnieliśmy gdzie mieszkają, a na domofonie nie ma nazwiska mieszkańców utwierdzającego nas w przekonaniu, że dobrze trafiliśmy. Większość urzędników powołując się na ustawę skutecznie uprzykrza nam życie. Ale bywa też inaczej. O tym przekonał się nasz czytelnik. Jemu, na szczęście wyszło na dobre niezastosowanie się do panujących ogólnie reguł.

Któregoś dnia wracając z pracy do samochodu, dostrzegł kartkę za wycieraczką z informacją 'Sprawcą tej stłuczki jest czerwona Toyota o numerze rejestracyjnym .. (tu był numer)'. Po stwierdzeniu wgięcia na błotniku nie pozostało nic innego jak podjechać na Komendę Miejskiej Policji Drogowej. Godzina oczekiwania zakończyła się informacją, że w ciągu 2 tygodni sprawca otrzyma wezwanie na kolegium. Otrzymanie odszkodowania uzależnione od tego czy sprawca się przyzna nie satysfakcjonowało naszego czytelnika.

'Z troską o swoje odszkodowanie postanowiłem działać na własną rekę, relacjonuje Piotr S. Wpadłem na pomysł że zadzwonię do Straży Miejskiej z wymyśloną na poczekaniu historią 'Proszę pana osoba która zaparkowała obok mnie na ulicy pod czas wsiadania do samochodu zgubiła klucze do mieszkania, niestety nie zdążyłem zatrzymać tej osoby, ale spisałem nr rejestracyjny samochodu i chciałbym dowiedzieć się gdzie ta osoba pracuje, abym mógł odnieść klucze do jego firmy, gdyż sam wiem co to za kłopot z wymianą zamków do drzwi ....' i dalej w tym stylu.

Pan ze straży miał miękkie serce. Po chwili podał mi adres, który notabene już znałem. Parodia czynu polega na fakcie, że mając klucze do czyjegoś mieszkania bez większego problemu uzyskałem adres. Po 2 godz. spaceru znalazłem samochód zrobiłem mu sesje fotograficzną - teraz miałem dowód 'zbrodnii' i mogłem znaleźć 'świadków' stłuczki.

Wieczorem zadzwoniłem do gościa, nie było go w domu, odebrała żona tak więc podałem nr tel na komórkę. Po 5 min gość ciężko przestraszony zadzwonił do mnie z zapytaniem co ja proponuję.
W sobotę umówiłem się z nim w serwisie gdzie zapłacił mi gotówką za szkody (Powiedziałem panom z serwisu że chcę mieć wszystkie nowe części - 'żadnego klepania') oraz zrekompensował mi koszty poszukiwania tzn: klisza, wywołanie zdjęć, stracony czas.'

Tak więc pointa mojej historii jest: 'Obywatelu radź sobie sam i czerp korzyści z głupoty Straży Miejskiej'.