Fałszywe wezwania

6 września 2001 (artykuł sprzed 19 lat)
Olga Krzyżyńska
Najnowszy artukuł na ten temat Karetka do każdego wezwania
Co może zrobić lekarz pogotowia ratunkowego wezwany do leżącego na ulicy człowieka, mającego wszelkie oznaki zawału serca, kiedy ten "chory" znienacka wstaje i, zupełnie zdrowy, stroi sobie żarty?
To zdarzyło się naprawdę - w centrum Gdańska w miniony wtorek wieczorem.

- Problem jest rzeczywiście ogromny, niestety aż jedna trzecia naszych wezwań jest fałszywych i są to nie tylko takie dowcipy jak ten wtorkowy - mówi Dorota Dygaszewicz, dyrektor Wojewodzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Gdańsku. - Nieraz dzwonią dzieci, żeby się "podkształcić" - rodzice pozwalają im kręcić numery alarmowe, żeby się nauczyły dzwonić, bo one są darmowe. Mamy ponagrywane takie rozmowy. Problemem są automaty w szkołach - uczniowie dzwionią z nich na przerwach gdzie się da, nieraz nasz telefon jest dosłownie "czerwony". Apelujemy - nasz numer nie do tego służy! Jeśli będzie blokowany - nie dodzwoni się ktoś, komu pomoc jest naprawdę potrzebna.

W przypadku kiedy ktoś wzywa pogotowie do, jak w opisanej sytuacji, osoby leżącej na ulicy niby z zawałem, a tak naprawdę zupełnie zdrowego dowcipnisia, też niewiele można zrobić.

- Nie mamy danych takiej osoby, bo nie mamy prawa jej legitymować. Musielibyśmy wzywać następną służbę - policję, żeby go ścigała. Może to się zmieni po wejściu ustawy o państwowym ratownictwie medycznym kiedy pracownik pogotowia będzie funkcjonariuszem państwowym - wyjaśnia Dorota Dygaszewicz. - Na razie pozostaje nam tylko przyjechać i odjechać na nasz koszt - mamy jednak tylko te pięć "erek" na miasto i nie można bez potrzeby nas angażować. Dużo groźniejsze są dla nas wezwania do dzielnic trudnych, niebezpiecznych, gdzie wzywani jesteśmy tylko po to, żeby nas zaatakować i na przykład ukraść radio. Mamy teraz w karetkach alarmy, automatycznie zamykane drzwi, ale mimo tego czujemy się zagrożeni.

- Myślę, że służby publiczne jak pogotowie ratunkowe będą zawsze narażone na tego typu dowcipnisi - powiedział "Głosowi" poseł Władysław Szkop, członek sejmowej komisji zdrowia. - Pogotowie może przeciwko takiej osobie wystąpić do sądu i żądać odszkodowania, takiego żartownisia trzeba surowo ukarać finansowo. Wezwanie policji w takich sytuacjach też jest uzasadnione. Kiedy się ileś osób ukarze za taki żart i to słono to zabawa przestanie się opłacać i dowcipnisiów będzie mniej.

Olga Krzyżyńska