stat

Jakie wojskowe śmigłowce latają nad Trójmiastem?

14 października 2017, 9:00
Jakub Gilewicz

Ratują poszkodowanych na Bałtyku, poszukują okrętów podwodnych i transportują komandosów. Nad Trójmiastem, jego okolicami i nad Zatoką Gdańską latają różnego typu wojskowe śmigłowce. W artykule prezentujemy kilka z nich.



Dwa silniki, prędkość maksymalna 260 km/godz., pięć osób załogi i wyposażenie do ratowania poszkodowanych na morzu. Tak - w skrócie - wygląda Anakonda, czyli polski śmigłowiec ratowniczy z rodziny maszyn W-3. Śmigłowiec może zabrać na pokład dwóch poszkodowanych w pozycji leżącej lub sześciu w pozycji siedzącej.

Maszyny wyprodukowane przed laty przez (jeszcze wtedy państwowe) Polskie Zakłady Lotnicze Świdnik, służą do dziś w Brygadzie Lotnictwa Marynarki Wojennej. Znajdują się zarówno w bazie w Gdyni Babich Dołach, jak i w Darłowie, choć więcej jest ich w tej pierwszej.

W tym roku pięć Anakond wróciło ze Świdnika po modernizacji, a kolejne trzy czekają w kolejce. Najbardziej rzucającą się w oczy zmianą jest malowanie. Dotychczas śmigłowce były biało-czerwone, obecnie na kadłubie dominuje szary, a część elementów jest jaskrawoczerwona bądź czarna. Wszystko to, aby maszyny były mniej widoczne na tle nieba i wody.

Poza malowaniem modernizacja objęła jednak przede wszystkim wyposażenie. Anakondy zyskały m.in. cyfrowy system sterowania silnikami, automatyczny system identyfikacji jednostek nawodnych, a także nowe kamery termowizyjne sprzężone z reflektorami.

- Kamera termowizyjna wyszukuje na morzu wszystkie punkty, które generują ciepło, a to bardzo ułatwia poszukiwania poszkodowanych w nocy. Z kolei na burcie śmigłowca znajdują się pławy sygnalizacyjne, które służą do oznaczania miejsca, gdzie jest rozbitek. Przydają się one w trudnych warunkach pogodowych w nocy, kiedy trzeba ratować osobę znajdującą się w wodzie, a ciężko jest określić jej pozycję - wyjaśnia por. pil. Paweł Estal, drugi pilot śmigłowca W-3WARM Anakonda.
Poza tym na lewej burcie maszyny, gdzie znajduje się m.in. dźwig z wciągarką o udźwigu ponad 270 kg i stalową liną o długości 50 m, jest również tratwa, którą można zrzucić rozbitkom. Ponadto wymieniono sporo sprzętu, z którego korzysta pokładowy ratownik.

- Przeważnie używamy noszy, ponieważ poszkodowani są w ciężkiej kondycji fizycznej. A mamy takie nosze, które potrafią pływać, więc możemy wyciągnąć osobę nawet z urazem kręgosłupa. Jeśli natomiast poszkodowany jest świadomy i w lepszym stanie, to używamy kosza ratowniczego. Z kolei jeżeli sytuacja jest newralgiczna, czyli trzeba bardzo szybko podjąć osobę, korzystamy z nowego modelu pętli ratowniczej. A poza tym mamy jeszcze do podejmowania tak zwany trójkąt ratowniczy - wylicza mł. chor. Grzegorz Burakowski, ratownik pokładowy.
W ramach krajowego systemu ratownictwa morskiego i lotniczego śmigłowiec W-3WARM pełni całodobowy dyżur w 43. Bazie Lotnictwa Morskiego w Gdyni Babich Dołach. Druga maszyna dyżuruje natomiast w 44. BLM w Darłowie, w godzinach od 11 do 19. Jest to W-3WARM bądź większy Mi-14PŁ/R.

Największe polskie śmigłowce do ratowania życia na morzu

Poza Anakondami do poszkodowanych na Bałtyku latają również dwa Mi-14PŁ/R. Są to największe śmigłowce SAR, jakie posiada obecnie Marynarka Wojenna. Mi-14 PŁ/R ma ponad 25 metrów długości, a jego maksymalna masa startowa wynosi 14 ton. Na pokład śmigłowiec może zabrać 19 osób w pozycji siedzącej bądź dziewięć leżących. Natomiast załoga składa się z pięciu członków: dwóch pilotów, technika pokładowego, lekarza i ratownika pokładowego.
Pokaz największego śmigłowca SAR Marynarki Wojennej. Wideo archiwalne

Mi-14PŁ/R ma również większą dzielność morską niż śmigłowce z rodziny W-3, co oznacza, że może latać w trudniejszych warunkach pogodowych. W powietrzu może też spędzić jednorazowo pięć i pół godziny, czyli ponad dwie godziny dłużej niż Anakonda. Napęd Mi-14PŁ/R stanowią dwa silniki o mocy ponad 2200 koni mechanicznych każdy, dzięki którym śmigłowiec może latać z prędkością do 230 km/godz. Zasięg maszyny wynosi natomiast do 1200 km.

Zanim jednak dwa Mi-14 rozpoczęły wykonywanie zadań ratowniczych, były maszynami do zwalczania okrętów podwodnych. Polska kupiła je bowiem kilkadziesiąt lat temu od ZSRR, właśnie w wersji ZOP, czyli jako Mi-14PŁ. Jednak w związku z tym, że w 2010 roku wyczerpał się resurs ostatniego śmigłowca Mi-14PS, który realizował misje poszukiwawczo-ratownicze, Marynarka Wojenna zmuszona była oddać do przebudowy dwa Mi-14PŁ.

Poszkodowanych śmigłowce Mi-14PŁ/R zabierają na pokład za pomocą koszy, pasów bądź noszy. Ponadto maszyny mają możliwość przyjmowania rozbitków bezpośrednio z powierzchni wody. Możliwe jest to dzięki nadmuchiwanym pływakom i dolnej części kadłuba, która ma kształt łodzi.

Mimo że Mi-14PŁ/R pełni dyżury w bazie w Darłowie, przez ponad półtora roku wraz z tamtejszymi Anakondami odpowiadały również za rejon działania gdyńskich śmigłowców. Działo się tak, ponieważ część maszyn Brygady Lotnictwa Marynarki Wojennej została uziemiona z powodu wyczerpanych resursów, a do tego przeciągała się modernizacja śmigłowców W-3 w PZL-Świdnik. Dlatego też na początku października 2015 r. musiano odwołać dyżury Anakond w Gdyni. Przywrócono je dopiero w lipcu 2017 r.

Z kolei obecnie wiekowe Mi-14PŁ/R - z uwagi na braku następców - przechodzą procedurę wydłużenia resursu. Ma ona pozwolić na użytkowanie maszyn przez kolejne cztery lata.

Śmigłowce bazowe do walki z okrętami podwodnymi

Wydłużanie resursów czeka też niemłode śmigłowce Mi-14PŁ, które przeznaczone są do poszukiwania i zwalczania okrętów podwodnych. Na co dzień maszyny te stacjonują w bazie w Darłowie, jednak bywa, że latają nad Zatoką Gdańską, czy przelatują nad Gdynią w drodze na lotnisko w Babich Dołach.

Polska w latach 1981-90 kupiła od ZSRR łącznie 17 śmigłowców Mi-14, w tym 12 maszyn do walki z okrętami podwodnymi (ZOP) i pięć ratowniczych. W ciągu pierwszych kilkunastu lat ich używania Marynarka Wojenna straciła jednak w wypadkach cztery maszyny - dwa śmigłowce ZOP i dwa ratownicze. Poza tym dwa Mi-14PŁ zostały przebudowane i stały się maszynami SAR, więc obecnie Brygada Lotnictwa MW dysponuje ośmioma Mi-14PŁ.

Ciężki śmigłowiec bazowania brzegowego, jakim jest Mi-14PŁ, ma 25 m długości i waży do 14 ton, z czego trzy tony to same paliwo. Wyposażony w pięciołopatowy wirnik główny i dwa silniki o mocy ponad 2200 koni mechanicznych każdy, rozwijają prędkość do 230 km/godz. W powietrzu może przebywać jednorazowo ponad pięć godzin. Załoga śmigłowca składa się z pięciu osób: dwóch pilotów, dwóch nawigatorów (jeden pełni rolę oficera taktycznego, drugi operatora systemów) oraz technika pokładowego.

Z reguły Mi-14PŁ polują na okręty podwodne w parach. Do namierzania przeciwnika wykorzystują przede wszystkim stację hydroakustyczną. Opuszcza się ją do wody, wysyła impulsy, po czym leci się kawałek dalej i powtarza procedurę. Maszyna może też zrzucić do wody pławy hydroakustyczne, które zbierają dźwięki rozchodzące się w ich zasięgu. Poza tym załoga do zlokalizowania okrętu podwodnego wykorzystuje również detektor anomalii magnetycznych. Natomiast do niszczenia podwodnych jednostek Mi-14PŁ mają bomby głębinowe i torpedy MU-90.

Wprawdzie w XXI wieku śmigłowce Mi-14PŁ doczekały się modernizacji, w ramach której zyskały m.in. nowe elementy awioniki, nowy system zwalczania okrętów podwodnych, a także nowoczesne torpedy MU-90, jednak do dziś nie widać następców wiekowych maszyn. Zakup śmigłowców H225 Caracal nie doszedł bowiem do skutku. Z kolei procedura pozyskania przez Polskę ośmiu maszyn, które przeznaczone mają być zarówno do zwalczania okrętów podwodnych, jak i do prowadzenia akcji ratowniczych nad morzem, nadal trwa i nie wiadomo, kiedy się zakończy.

Śmigłowce pokładowe ze Stanów Zjednoczonych

Cztery śmigłowce Kaman SH-2G Super Seasprite trafiły do Marynarki Wojennej po tym, jak Polska na przełomie XX i XXI wieku pozyskała dwie fregaty rakietowe typu Oliver Hazard Perry. Bardzo ważną częścią uzbrojenia tych jednostek są bowiem śmigłowce pokładowe.

SH-2G to maszyna o długości 16 metrów i maksymalnej masie startowej ponad sześciu ton. Śmigłowiec napędzany jest przez dwa silniki o mocy ponad 1700 KM każdy, dzięki czemu może latać z maksymalną prędkością 278 km/godz. Poza tym jednorazowo w powietrzu może spędzić ponad pięć godzin. Załoga maszyny składa się z trzech osób.

Do głównych zadań SH-2G należy wykrywanie oraz identyfikacji celów nawodnych, a także poszukiwanie i walka z okrętami podwodnymi. Do lokalizacji tych ostatnich służą m.in. pławy hydroakustyczne i detektor anomalii magnetycznych, a do ataku torpeda MU-90.

Poza misjami typowo bojowymi, SH-2G mogą również wykonywać misje SAR, a także zaopatrywać własne okręty. Śmigłowce te są bowiem wielozadaniowymi maszynami morskimi. Domem SH-2G są hangary fregat rakietowych, w których przebywają po złożeniu łopat wirnika głównego i śmigła ogonowego. Startują natomiast z lądowiska, które znajduje się na rufie obu fregat.

Śmigłowce SH-2G można zobaczyć m.in., kiedy przelatują z okrętów do 43. Bazy Lotnictwa Morskiego w Gdyni Babich Dołach bądź z powrotem.

Śmigłowce do transportu żołnierzy wojsk specjalnych

Nad Trójmiastem i Zatoką Gdańską śmigłowce Mi-17 pojawiają się w ramach ćwiczeń, w których uczestniczą na przykład komandosi Formozy. Maszyny, które należą do 7. Eskadry Działań Specjalnych z Powidza w woj. wielkopolskim, służą bowiem do transportu i wsparcia ogniowego żołnierzy Wojsk Specjalnych.

Mi-17 to wersja radzieckiego śmigłowca wielozadaniowego z rodziny Mi-8. Maszyna ma ponad 25 metrów długości, a jej masa startowa wynosi 12 ton. Śmigłowiec napędzany jest dwoma silnikami o mocy 1900 KM każdy i może latać z prędkością do 250 km/godz. Załoga maszyny liczy trzy osoby, a na pokład śmigłowiec zabiera do 24 żołnierzy. Podczas desantowania się z Mi-17 korzystają oni z tylnej rampy. Mogą m.in. zjeżdżać na linach, a także skakać ze spadochronami.

Maszyny, które należą do 7. Eskadry Działań Specjalnych wykonują loty dzienne i nocne, zarówno nad lądem, jak i nad wodą. Także w trudnych warunkach pogodowych. Poza transportowaniem żołnierzy, mają również zapewniać wsparcie ogniowe. Zarówno za pomocą broni maszynowej, jak i pocisków rakietowych. Miejsce na te ostatnie znajduje się na wysięgnikach po bokach kadłuba.

Bywa, że niektórzy mylą wojskowe Mi-17 z policyjnym Mi-8, który także pojawia się nad Trójmiastem i ma podobne malowanie. Aby rozróżnić maszyny, najprościej jest zerknąć, po której stronie belki ogonowej znajduje się śmigło. Mi-17 ma je po lewej, a Mi-8 po prawej stronie.

Uderzeniowe Mi-24 i inne śmigłowce

Choć Mi-24 został zaprojektowany w ZSRR na przełomie lat 60. i 70. ub. wieku, do dziś jest podstawowym śmigłowcem bojowym Wojska Polskiego. Ma ponad 21 metrów długości i waży 11 ton, a jego napęd stanowią dwa silniki o mocy 2200 KM każdy. Maksymalna prędkość, z jaką może latać wynosi 335 km/godz.

Załogę maszyny stanowią siedzący z przodu pilot-operator uzbrojenia, i znajdujący się za nim pilot-dowódca, który odpowiada przede wszystkim za pilotowanie maszyny. Poza tym śmigłowiec może zabrać na pokład desant: ośmiu żołnierzy z wyposażeniem. Mi-24 miano "latających czołgów" zyskały jednak dzięki swojemu opancerzeniu i dużej sile ognia.
Zobacz "latające czołgi" podczas ćwiczeń na poligonie. Materiał archiwalny

Poza zamontowanym z przodu czterolufowym karabinem maszynowym kalibru 12,7 mm, polskie Mi-24 mogą przenosić bomby o masie od 50 do 500 kg bądź 32 niekierowane pociski rakietowe S-5 kalibru 57 mm. Uzbrojenie strzeleckie składa się z kolei z zasobników GSz-23 kalibru 23 mm.

Poradzieckie śmigłowce mają też możliwość przenoszenia przeciwpancernych pocisków kierowanych, tyle że od kilku lat Wojsko Polskie nie ma ich na stanie. Zostały wystrzelane, a nowych nie zakupiono.

Mi-24 stacjonują na terenie 49. Bazy Lotniczej w Pruszczu Gdańskim. "Latające czołgi" można dostrzec więc w jego okolicach bądź nad Zatoką Gdańską. Poza Mi-24 z pruszczańskiego lotniska startują również śmigłowce radzieckiej konstrukcji Mi-2. Są to dwusilnikowe maszyny wielozadaniowe o długości 17 metrów i masie startowej około trzech i pół tony. Zarówno starzejące się Mi-24, jak i wiekowe Mi-2 czekają na swoich następców.
Jak często w miesiącu widujesz wojskowe śmigłowce nad Trójmiastem i okolicami?
22%

kilkadziesiąt razy

19%

kilkanaście razy

26%

kilka razy

12%

rzadziej

10%

w ogóle

11%

być może widuję, ale nie jest do końca pewien/na czy są to wojskowe maszyny

łącznie głosów: 765