Ludzie Trójmiasta: Każdego dnia walczy z ludzką traumą

20 października 2018 (artykuł sprzed 3 lat)
Anna Moczydłowska
Krzysztof Sarzała: - Lęki potrafią pojawiać się w najmniej spodziewanych momentach, często utrudniając powrót do normalnego życia. W takich sytuacjach liczą się szybkie działania, które mogą złagodzić traumę. Nie chodzi o długotrwałą terapię, bo na to jeszcze przyjdzie pora, ale o doraźną pomoc. Więcej zdjęć (3)

Krzysztof Sarzała: - Lęki potrafią pojawiać się w najmniej spodziewanych momentach, często utrudniając powrót do normalnego życia. W takich sytuacjach liczą się szybkie działania, które mogą złagodzić traumę. Nie chodzi o długotrwałą terapię, bo na to jeszcze przyjdzie pora, ale o doraźną pomoc.

fot. Lucyna Pęsik/Trojmiasto.pl

Krzysztof Sarzała: - Lęki potrafią pojawiać się w najmniej spodziewanych momentach, często utrudniając powrót do normalnego życia. W takich sytuacjach liczą się szybkie działania, które mogą złagodzić traumę. Nie chodzi o długotrwałą terapię, bo na to jeszcze przyjdzie pora, ale o doraźną pomoc.

fot. Lucyna Pęsik/Trojmiasto.pl

Obrazy rozrzuconych ciał nie chcą zniknąć sprzed oczu. Zapach spalenizny uparcie rozpycha się w nozdrzach, a dźwięki ludzkich krzyków potrafią dźwięczeć w uszach miesiącami. - Nie tylko ofiarom, które przeżyły wspomnienia często nie pozwalają zasnąć. Z traumą często walczą ich bliscy lub świadkowie drastycznego zdarzenia - tłumaczy Krzysztof Sarzała. Koordynator Centrum Interwencji Kryzysowej w Gdańsku i oddziału Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę jest kolejnym bohaterem cyklu "Ludzie Trójmiasta". Ostatnio pisaliśmy o Miłce Raulin, gdyniance i najmłodszej Polce w historii, która w tym roku zdobyła Koronę Ziemi.



24 listopada 1994 roku. Hala widowiskowa przy ulicy Jana z Kolna w centrum Gdańska jest pełna. Ponad dwa tysiące młodych osób bawi się na koncercie zespołu Golden Life, gdy na trybunach wybucha ogień. Początkowo nikt nie przejmuje się zjawiskiem - młodzi biorą je za jeden z efektów specjalnych wieczoru. Gdy gaśnie światło, a płomieniami zajmują się kurtyny, wybucha panika. W wyniku pożaru, który na zawsze zapisał się w historii Gdańska, ginie siedem osób. Rannych jest ponad trzystu.

Zobacz także: Wydarzenie, które wstrząsnęło Trójmiastem. Historia pożaru w Stoczni Gdańskiej

- Na miejscu działali strażacy, lekarze, policjanci. Ofiary, które przeżyły, trafiły w najlepsze możliwe ręce. Ale nikt nie wziął pod uwagę, że ich obrażenia to nie tylko poparzone ciało. To również głęboko zraniona psychika - nie tylko tych, którzy zostali ranni, ale wszystkich obecnych tego dnia w hali, a także ich bliskich - mówi Krzysztof Sarzała.
To wtedy pierwszy raz w głowie Krzysztofa i jego ówczesnych współpracowników kiełkuje pomysł czegoś, co mogło by przynieść ulgę nie tylko obrażeniom fizycznym, ale też poranionej psychice. Dziś to "coś" nazywa się Centrum Interwencji Kryzysowej.

Chcesz się podzielić z nami swoją historią? A może znasz kogoś, o kim powinniśmy napisać? Czekamy na maile: ludzietrojmiasta@trojmiasto.pl

Uchronić przed traumą


Musiało upłynąć sporo wody w rzece i kilka lat, zanim instytucja, na której czele stoi Sarzała, przybrała obecny kształt. Zanim objął funkcję koordynatora gdańskiego CIK-u, zajmował się profilaktyką i rozwiązywaniem problemów alkoholowych z ramienia Wojewody Gdańskiego, a poza tym pracował w pionierskiej świetlicy socjoterapeutycznej na gdańskiej Morenie. Dla podopiecznych często poszukiwał właśnie pomocy psychologicznej. Jak się okazywało - bezskutecznie. U licznych specjalistów, których obdzwaniał i odwiedzał słyszał: "nie wiem", "nie umiem", "nie mam kompetencji". Wtedy w głowie zaświtała mu myśl o centrum kryzysowym z prawdziwego zdarzenia.

- Słyszałem o takich ośrodkach na świecie, widziałem coś na podobny kształt w Krakowie - w jedynym wówczas takim ośrodku w Polsce. Doszedłem do wniosku, że musimy stworzyć podobną instytucję w Gdańsku - mówi.
Ośrodek Interwencji Kryzysowej powstał w 1998 roku i początkowo mieścił się przy Alei Zwycięstwa, vis-à-vis niemieckiego konsulatu. Był odpowiedzią na konkluzję, do której doszli jego założyciele - pomoc "miękka" nie istnieje. Zwłaszcza w przypadku katastrof i tragedii, w których poszkodowana jest duża liczba osób.

Za każdym razem na miejscu roiło się od specjalistów: strażaków, policjantów, lekarzy, czyli tych, których najbardziej potrzebują ranni. Nie było jednak ani jednego psychologa, który wiedziałby jak zaopiekować się tymi, którzy przeżyli lub widzieli coś tak strasznego, że boją się zamknąć oczy na dłużej niż kilka sekund. Którzy przeżywają piekło, a często chwilę potem wracają do czterech ścian i w nich muszą zmagać się ze swoimi demonami.

- Tragedie mają to do siebie, że krąg poszkodowanych jest zazwyczaj o wiele większy niż grono osób, które faktycznie wzięły w niej udział. I nie mówię tylko o świadkach, rodzinach i bliskich. Ratownicy, strażacy, policjanci - oni również nie zawsze są w stanie uchronić się przed traumą - tłumaczy Krzysztof. I dodaje:

- Obrazy, zapachy, dźwięki nie chcą ich opuścić. Lęki potrafią pojawiać się w najmniej spodziewanych momentach, często utrudniając powrót do normalnego życia. W takich sytuacjach liczą się szybkie działania, które mogą złagodzić traumę. Nie chodzi o długotrwałą terapię, bo na to jeszcze przyjdzie pora, ale o doraźną pomoc.

Zobacz także: Ludzie Trójmiasta - pomaga cudzoziemcom rozpocząć nowe życie

Mają psychologów, którzy potrafią pracować poza gabinetem. Są pierwsi tam, gdzie dzieją się tragedie. Ich umiejętności okazują się bezcenne, a prośby o udzielenie pomocy na miejscu - w szpitalu, szkole, miejscu wypadku lub zamieszkania - pojawiają się coraz częściej. Więcej zdjęć (3)

Mają psychologów, którzy potrafią pracować poza gabinetem. Są pierwsi tam, gdzie dzieją się tragedie. Ich umiejętności okazują się bezcenne, a prośby o udzielenie pomocy na miejscu - w szpitalu, szkole, miejscu wypadku lub zamieszkania - pojawiają się coraz częściej.

fot. Lucyna Pęsik/Trojmiasto.pl

Mają psychologów, którzy potrafią pracować poza gabinetem. Są pierwsi tam, gdzie dzieją się tragedie. Ich umiejętności okazują się bezcenne, a prośby o udzielenie pomocy na miejscu - w szpitalu, szkole, miejscu wypadku lub zamieszkania - pojawiają się coraz częściej.

fot. Lucyna Pęsik/Trojmiasto.pl

Pełna gama nieszczęść


O centrum głośno zrobiło się w 2001 roku, gdy Gdańsk dotknęła wielka powódź. Potężne oberwanie chmury sprawiło, że wylały potoki, a niektóre dzielnice miasta znalazły się pod wodą. Zawaliły się drogi i stojące przy nich domy. W efekcie stresu powodziowego zmarły cztery osoby.

Ewakuowano wówczas wiele rodzin, część z nich nigdy nie wróciła do swoich mieszkań. Wtedy Centrum Interwencji Kryzysowej działało już na pełnych obrotach, a jego pracownicy znaleźli się w oku żywiołu, mierząc się z ogromem ludzkiego cierpienia.

- Technik takiej pomocy nikt nie uczył nas na studiach. Metodą prób i błędów uczyliśmy się jak pomagać takim osobom. Zdawaliśmy sobie sprawę, że utracili nie tylko dobytek, ale też poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji życiowej - wspomina koordynator.
Wolontariuszami CIK-u są studenci ostatnich lat albo świeżo upieczeni absolwenci psychologii. Wielu z nich ma już doświadczenia zawodowe, ale to tutaj jak nigdzie indziej mogą sprawdzić się w boju. Zero teorii, czysta praktyka. Poligon, który każdy kto wiąże przyszłość z psychologią, powinien przejść. W centrum młodzi adepci doświadczają pełnego wachlarza ludzkich problemów, nieszczęść i emocji.

Krzysztof: - Nie ma dramatu, który nie pojawił się w drzwiach naszego centrum. Przemoc w rodzinie, pedofilia, gwałt, samobójstwo, morderstwo, wypadki, choroby terminalne, śmierć poprzez spalenie, utonięcie... Wymieniać dalej? Wszystko to było, jest lub będzie. Coraz trudniej nas zaskoczyć.
Zobacz także: Ludzie Trójmiasta - ratowanie życia to jego pasja

Ci, o których nie pamiętają lekarze


Mają psychologów, którzy potrafią pracować poza gabinetem. Są pierwsi tam, gdzie dzieją się tragedie. Ich umiejętności okazują się bezcenne, a prośby o udzielenie pomocy na miejscu - w szpitalu, szkole, miejscu wypadku lub zamieszkania - pojawiają się coraz częściej.
Wiele z tych przypadków odbija się głośnym echem w mediach. Choćby ten z gimnazjum nr 2 w Gdańsku. Nastoletnia Ania powiesiła się tam w 2006 roku po tym, jak podczas lekcji polskiego obmacywali i upokarzali ją koledzy z klasy. Na prośbę ówczesnej wiceprezydent Katarzyny Hall załoga gdańskiego Centrum Interwencji Kryzysowej wspierała radę pedagogiczną i szkolnych psychologów, pracując z uczniami, ich rodzinami i nauczycielami.

Albo sprawa mężczyzny, który wyszedł ze szpitala psychiatrycznego i chwilę później zamordował swoją 5-letnią córkę w parku w Brzeźnie. Psychologowie CIK-u pomagali zdruzgotanym bliskim przejść najdramatyczniejsze chwile ich życia - bez konieczności wyjścia do gabinetu psychoterapeuty.

Krzysztof Sarzała: - Pomoc psychiczna w takich przypadkach ustępuje oczywiście pierwszeństwa lekarzom, sanitariuszom czy policjantom. To sprawia, że czasami tę przestrzeń do pracy musimy sobie wręcz wyszarpać. Działamy odwrotnie do większości służb: ci, którzy potrzebują największej pomocy lekarzy i ratowników, ze względu na swoje obrażenia, z naszego punktu widzenia są mniej istotni. Dla nas najważniejszymi są osoby z mniejszymi ranami albo wręcz ich brakiem - to oni zwykle potrzebują najpilniejszej pomocy psychologicznej.
Czasami jeżdżą już na miejsce wypadku, ale częściej na początku po prostu sygnalizują gotowość do działania, a dopiero następnego dnia lub jeszcze później faktycznie zaczynają działać. Kilka tygodni temu zostali poproszeni o przyjazd do szpitala, do młodego rannego człowieka. Wycofali się, bo potrzebował wówczas bardziej pomocy medycznej niż psychologicznej. Wrócili kilka dni później.

Często jest tak, że w momencie tragedii i tuż po niej panuje zamieszanie, chaos, kłębi się tłum - ofiar, gapiów, służb. Ofiarą, jej bliskimi czy świadkami interesuje się wiele osób i instytucji. Nie ma czasu na myślenie, analizowanie. Dół przychodzi, gdy wracają do domu i zostają sami. Myśli i obrazy mogą wtedy atakować psychikę w najlepsze.

- Nasz mózg nieźle nas chroni, gdy przeżywamy coś strasznego - uważa koordynator gdańskiego Centrum Interwencji Kryzysowej. - Możemy coś przeżyć i jeszcze długo nie być świadomymi co się wydarzyło. Jak choćby kobieta, która jednego dnia straciła dwójkę dzieci. Jej lekarz martwił się i zaalarmował nas, bo... nie płakała. Nie przeżywała, nie krzyczała, nie rozpaczała. Medycy mieli w zanadrzu leki na uspokojenie, a ona kompletnie ich nie potrzebowała. Wydawała się spokojna. To właśnie zasługa psychiki, która broniła organizm przed szokiem.
Zobacz także: Ludzie Trójmiasta - Człowiek, który daje zwierzętom drugą szansę

Krzysztof Sarzała: - Tragedie mają to do siebie, że krąg poszkodowanych jest zazwyczaj o wiele większy niż grono osób, które faktycznie wzięły w niej udział. I nie mówię tylko o świadkach, rodzinach i bliskich. Ratownicy, strażacy, policjanci - oni również nie zawsze są w stanie uchronić się przed traumą. Więcej zdjęć (3)

Krzysztof Sarzała: - Tragedie mają to do siebie, że krąg poszkodowanych jest zazwyczaj o wiele większy niż grono osób, które faktycznie wzięły w niej udział. I nie mówię tylko o świadkach, rodzinach i bliskich. Ratownicy, strażacy, policjanci - oni również nie zawsze są w stanie uchronić się przed traumą.

fot. Lucyna Pęsik/Trojmiasto.pl

Krzysztof Sarzała: - Tragedie mają to do siebie, że krąg poszkodowanych jest zazwyczaj o wiele większy niż grono osób, które faktycznie wzięły w niej udział. I nie mówię tylko o świadkach, rodzinach i bliskich. Ratownicy, strażacy, policjanci - oni również nie zawsze są w stanie uchronić się przed traumą.

fot. Lucyna Pęsik/Trojmiasto.pl

Wszystkie oblicza piekła


Co tydzień zespół CIK-u zbiera się przy długim, drewnianym stole w gabinecie Krzysztofa. Są w różnym wieku, mają różne doświadczenia. Dyskutują o konkretnych osobach i ich sytuacjach, stawiają hipotezy, omawiają. Mówią, że nawzajem odciążają się psychicznie. Robią wszystko, by żadne z nich nie zabierało zmartwień z pracy do domów. Bywa trudno, bo ich praca niemal każdego dnia przynosi nowe, trudne wyzwania.

Często w centrum mają do czynienia z krzywdą kobiet.
Choćby takich, które Polacy biorą sobie za żony, sprowadzają do kraju, a potem zgotowują im piekło: biją, gwałcą, terroryzują psychicznie i finansowo. Te kobiety - często bez znajomości języka i środków do życia - są kompletnie bezradne i przerażone. Część z nich ma szczęście i trafia do placówki centrum. Wtedy proces pomocy jest długi, żmudny i wymaga współpracy z innymi instytucjami, ale jest szansą na nowe, lepsze życie.

W progach gdańskiego centrum częstymi gośćmi są też nastolatki. To wiek, w którym młodym ludziom dzieje się wiele krzywdy, nierzadko w ich własnych rodzinach.

Krzysztof: - To historia nastolatki, którą wychowujący samotnie ojciec, wykorzystuje seksualnie. Nikt jej nie wierzy, bo tata przedstawia swoją wersję: dziewczyna kłamie, buntuje się, pewnie ćpa i opowiada bzdury. Buduje jej wizerunek, za sprawą którego jej wiarygodność spada. A wg mnie ważne, by zaufać, nie odsyłać do kolejnych drzwi czy do domu. Zawsze zakładamy prawdomówność osoby, która się u nas pojawia. Dajemy szansę.
Kolejnym razem do czynienia miałem z miłą rodziną. Mama, tata, dobre prace, wykształceni. Żadna patologia. A jednak padło na nich podejrzenie o wykorzystywanie seksualne oraz wymianę treści pedofilskich. Nie miałem pewności, za to miałem wybór: zgłosić podejrzenie przestępstwa do prokuratury i zburzyć im życie czy milczeć, nie będąc pewnym. Zgłosiłem. Ku mojemu szczeremu zaskoczeniu, okazało się, że podejrzenia się potwierdziły.

Inna historia: rodzice zjawili się u lekarzy, a ci zdiagnozowali u ich córki guza mózgu. Był wyleczalny, ale pod warunkiem natychmiastowej operacji. Małżeństwo oznajmiło jednak, że to niezgodne z ich przekonaniami. Zabrali dziecko i uciekli. Jak się potem okazało, pomocy szukali u znachora. Szukaliśmy tej rodziny nawet przy współpracy z policją, niestety bezskutecznie. Zostali namierzeni po roku, gdy stan dziecka był już agonalny. Nie tylko bicie i molestowanie jest przemocą.

Zobacz także: Ludzie Trójmiasta - Dziewczyna, której nie powstrzyma nic, nawet choroba

Hej, jesteśmy


Do Centrum Interwencji Kryzysowej zgłaszają się służby, gdy sytuacja przekracza ich kompetencje. Niektórzy odnajdują to miejsce i przychodzą po pomoc sami. Krzysztof cieszy się, bo gdy prowadzono badania rozpoznawalności instytucji w Gdańsku, okazało się, że tuż po Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej, wskazywano CIK. Czynią zresztą wiele, by docierać do ludzi nie tylko, gdy dzieje się coś złego, ale wtedy kiedy mogą gdańszczanom po prostu towarzyszyć.

Na przykład rodzicom, którzy nie mają konkretnego problemu czy kryzysu, ale po prostu borykają się z rodzicielskimi rozterkami. Stąd projekty takie jak Gdańska Akademia Rodzica pełniąca funkcję edukacyjną czy Mała Akademia Emocji, gdzie przyglądają się relacjom dorosłych z dziećmi i uczuciom im towarzyszącym. Inicjują też trudne tematy, np. dotyczące seksualności.

- Dzięki temu możemy dać im znać "hej, jesteśmy". Dziś robimy miłe rzeczy, ale gdyby w twoim życiu wydarzyło się coś złego, wiesz gdzie nas znaleźć - mówi koordynator.
Bo ludzie chcą rozmawiać. Nie tylko o polityce, kredytach we frankach i domowych obowiązkach. Krzysztof ma poczucie, że jeśli stworzyć im odpowiednie warunki, bardzo potrzebują dialogu na głębszym poziomie. O tym, co dzieje się w ich głowach, czy są w odpowiednim miejscu w życiu, a jeśli nie - co do tego doprowadziło. A czasami po prostu chcą usłyszeć: "to sytuacja jest nienormalna, a nie ty".

Azyl na gorsze czasy


Zarówno ośrodek przy Placu Księdza Gustkowicza 13 zobacz na mapie Gdańska w gdańskim Nowym Porcie, jak i CIK-owy telefon działają przez całą dobę. Zarówno w placówce, jak i pod numerem 58 511 01 21 na szukających wsparcia przez całą dobę czeka psycholog interwencyjny. Bywa, że w środku nocy policja przywozi osobę, w której życiu wydarzyło się coś co sprawiło, że nie ma gdzie przeczekać do rana. Bo choć Gdańsk jest bogaty w różne instytucje, które - według Krzysztofa - działają bardzo prężnie, brakuje ośrodka pomocy dla ofiar różnorakiej przemocy.

CIK pełni funkcję ,,wszystkiego": pogotowia, hostelu, gabinetu psychoterapeutycznego. Ciągle walczy, by nie być postrzeganym jako schronisko czy noclegownia dla bezdomnych. Bywa trudno, bo odmawiać muszą nie tylko potrzebującym, ale też instytucjom czy urzędnikom, którzy szukają miejsca dla swoich podopiecznych.

Nie chcą też, by mylić ich z telefonem zaufania, bo ten pełni inną funkcję i nie zmierza do kontaktu osobistego. Telefon CIK-u przeciwnie. Tu słuchawka i rozmowa jest, a przynajmniej powinna być, tylko preludium do spotkania. Te z kolei może prowadzić do pobytu w hostelu - nie byle jakim, bo wybranym klientom gdańskie centrum zaoferować może pokój, do miesiąca bezpłatnego pobytu i indywidualne sesje z psychologiem przez cały ten czas. Przewidziano w nim miejsce dla dziesięciu osób.

- Hostel jest kolejnym bardzo ważnym filarem naszej działalności - mówi z dumą Sarzała. - Chcemy stanowić azyl dla osób, które przeżyły coś strasznego: gwałt, napaść, strata. U których kryzys emocjonalny spowodował, że same lub przy pomocy bliskich rozpoznały u siebie potrzebę pomocy i pojawienia się u nas. To może być człowiek, który ma dom, ale z jakiegoś powodu nie chce lub boi się do niego wrócić. Który obawiają się sam o siebie lub obawiają się o niego bliscy. Przyjmujemy go po to, by czuwać nad nim trudnych momentach i obdarzyć fachową pomocą psychologiczną, a w razie potrzeby też choćby prawną.
W chwili naszej rozmowy z w hostelu przebywa jedna osoba, choć jeszcze dzień wcześniej wszystkie miejsca były zajęte.

- Historie osób, które opuściły nasze progi, znalazły szczęśliwy happy end, przynajmniej na razie - mówi Krzysztof Sarzała. - Mówię "na razie", bo u nas nie ma "na pewno". Nie wszystkie historie kończą się dobrze. Bywa, że spotykamy naszego podopiecznego kilka miesięcy później na ulicy w jeszcze gorszej sytuacji niż był. Bo wraca do destrukcyjnych nawyków. Bo wraca do toksycznej relacji. Bo nie daje sobie pomóc. Ale takie jest ryzyko. Podejmuje je każda osoba, która opuszcza pokój, żeby spróbować żyć na nowo. Musimy jej na to ryzyko pozwolić.

Opinie (97) ponad 10 zablokowanych

  • Gdzie mozna tak po prostu przyjsc i powiedziec ze chce byc wolontariuszem? (25)

    Nie mam medycznego wyksztalcenia ani zadnych kursów ale chociaz zabrac osobe starsza na spacer, zrobic zakupy czy porozmawiac.

    • 98 10

    • Może do Czerwonego Krzyża?

      • 7 5

    • Hospicjum (2)

      gdynia oksywie ul. dickmana hospicjum sw. wawrzynca

      • 17 5

      • W Gdańsku, w hospicjum im.Dutkiewicza ul.Kopernika też mozna (1)

        • 11 3

        • Tylko nie oni!

          • 0 1

    • Do MOPR-u możesz się zgłosić, hospicjum, szpitale... (1)

      • 8 2

      • Ciekawe, kto daje łapki w dół.

        Nie masz z czego sobie jaj robić autorze komentarza.

        Wstyd.

        • 6 4

    • Do regionalnego centrum wolontariatu w Gdansku

      Budynek ECS

      • 19 2

    • wolontariat gdansk

      • 4 2

    • Już kocham Ciebie ,bo chcesz nabrać sensu życia pomagając innym,

      super rzecz ,super musi być z Ciebie człowiek

      • 37 3

    • Tutaj

      Tutaj: https://wolontariatgdansk.pl/ :)

      • 10 2

    • Niestety wszystkie te instytucje ktore panstwo podali wymagaja szkoleń i kursów (5)

      Nie mozna tam po prostu przyjsc i zostac dopuszczonym do pacjenow lub osob starszych :( ale dziekuje za.pomoc.

      • 4 8

      • Tak i nie.

        Wolontariusz hospicyjny musi być przeszkolony.
        Natomiast czytanie dzieciom w szpitalach, zrobienie zakupów seniorowi lub pomoc dziecku w odrobieniu lekcji nie wymaga profesjonalnego szkolenia.

        • 12 0

      • Podejrzewam, że jesteś trollem. (1)

        • 3 10

        • Zle podejrzewasz, trollu.

          • 3 4

      • Aby pomagać innym nie trzeba szkoleń czy kursów.

        Chyba, że ma to być pomoc specjalistyczna.

        • 7 0

      • Pierwsze słyszę

        Do czytania gazety i spaceru jakie szkolenie jest potrzebne?
        Na stronie MOPR umieszczonych jest mnóstwo ogłoszeń osób potrzebujących takiej pomocy.

        • 7 0

    • Do Magistratu miejskiego (2)

      potrzebuja ludzi do wynoszenia smieci.

      • 3 12

      • Nie chce wynosic smieci,chce rozmawiać z czlowiekiem,pomóc drugiemu, sprawić by choc przez chwile nie czuł sie samotny . (1)

        • 5 1

        • A wyrzucić śmieci samotnej niepełnosprawnej staruszce?

          • 0 3

    • Jesteś trollem. (1)

      Z takich spraw nie robi się żartów.

      • 1 4

      • A pokaż w ktorym miejscu jest zart?

        Chcetnie sie pośmieje.

        • 2 1

    • Dom Pomocy Społecznej w Sopocie

      • 2 1

    • tu

      Parki, dworce, ulice, przytułki dla bezdomnych...

      • 1 0

    • A może po prostu rozwieś czytelne ogłoszenia w okolicy?

      • 1 0

    • Wolontariat

      Wejdź na stronę RCW (Regionalnego Centrum Wolontariatu ) w Gdańsku , które ma siedzibę w ECS-ie. Tam są oferty pracy dla wolontariuszy.

      • 1 0

  • Szacun (3)

    W dobie totalnej znieczulicy są jeszcze prawdziwi ludzie.

    • 100 16

    • ludzie i trole

      • 8 9

    • Świetlica socjoterapeutyczna przy SP Nr 2 na Morenie

      Pamiętam Pana Krzysztofa i te zajęcia. Jak miało się na popołudnie do szkoły albo nie było co robić po lekcjach. Bardzo miło wspominam tamten czas i dziękuję

      • 1 1

    • Kiedyś potrzebowałem pomocy, przejrzałem internet i natrafiłem m.in. na cik. wszędzie indziej mówili: "proszę do ogólnego, od ogólnego do psychiatry, a od niego do psychologa". A w CIK-u: "proszę przyjść jutro". Tylko w

      Kiedyś potrzebowałem pomocy, przejrzałem internet i natrafiłem m.in. na cik. wszędzie indziej mówili: "proszę do ogólnego, od ogólnego do psychiatry, a od niego do psychologa". A w CIK-u: "proszę przyjść jutro". Tylko w CIK-u i u mojego dziecka w szkole szkolny psycholog domyślili co może mi być. Ponieważ ilość spotkań była ograniczona później tułałem się po wielu psychologach i wizyty polegały na tym, że jedynie mogłem się wygadać. Nikt nie zrozumiał moich problemów. A można było wiele uratować.
      Dziękuję, że te dwie panie poświęcają swój czas dla potrzebujących. Dziękuję, że znalazły się na właściwym miejscu.

      • 1 1

  • nie ma co rozpaczać , śmierć czy wypadek? stało się, trzeba żyć dalej:)! (2)

    • 16 112

    • Żywym i umarłym nie po drodze

      • 0 0

    • Daj znać, jak coś takiego przydarzy się w twoim życiu. Powtórzę ci wtedy chętnie twoje słowa, razem z tą uśmiechniętą buźką na końcu.

      • 4 1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.