stat

Ochroniarz koncertu WOŚP skazany na rok więzienia w zawieszeniu

21 lutego 2020, 9:55
Piotr Weltrowski, Rafał Borowski

Sąd skazał w piątek Dariusza S., pracownika agencji ochroniarskiej Tajfun, która zajmowała się zabezpieczeniem imprezy Gdańsk dla Orkiestry, podczas której doszło do ataku na prezydenta Pawła Adamowicza, na rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata. Mężczyzna odpowiadał głównie za wprowadzenie policji w błąd. Wyrok jest nieprawomocny.



Dariusza S. zatrzymano kilka dni po zabójstwie prezydenta Pawła Adamowicza. Mężczyzna usłyszał od razu kilka zarzutów, a najważniejszy z nich dotyczył wprowadzenia w błąd policji i prokuratury.

Dariusz S. bezpośrednio po zdarzeniu i zatrzymaniu Stefana W. przekazał organom ścigania identyfikator z napisem "media". Poinformował zarazem, że Stefan W. posłużył się nim w celu wejścia na scenę, co - jak ustaliła prokuratura - nie miało miejsca. Co więcej, Dariusz S. próbował też nakłaniać do składania fałszywych zeznań jednego ze swoich pracowników.

Początkowo mężczyzna nie przyznawał się do winy.

- Przesłuchany w charakterze świadka 15 stycznia 2019 roku zeznał nieprawdę, że nigdy nie widział tego identyfikatora i nie przekazywał go policji. Następnie 17 stycznia ponownie zeznał nieprawdę, że nie pamięta okoliczności przekazania przez siebie identyfikatora. Przed przesłuchaniem jednego z jego pracowników, 16 i 17 stycznia, kontaktował się z tym pracownikiem i nakłaniał go do złożenia zeznań mających potwierdzić jego wersję, przedstawioną w trakcie swojego drugiego przesłuchania - mówiła nam pod koniec stycznia ub. r. Grażyna Wawryniuk z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.
Ostatecznie Dariusz S. został oskarżony o:

  1. składanie fałszywych zeznań
  2. podżeganie innej osoby do składania fałszywych zeznań.

Dodatkowo prokurator zarzucił mu posiadanie bez wymaganego zezwolenia broni palnej - broni gazowej - oraz dziewięciu sztuk naboi alarmowych, stanowiących amunicję do broni palnej.

Dariusz S. przed sądem zmienił zdanie



Proces mężczyzny rozpoczął się w sierpniu ub. r. Wówczas to Dariusz S. nagle zmienił swoje wcześniejsze zeznania i przed sądem przyznał się do popełnienia wszystkich zarzucanych mu czynów. Odmówił jednak składania wyjaśnień, bo - jak stwierdził - nie jest w stanie racjonalnie wyjaśnić swojego zachowania.

W piątek przed Sądem Rejonowym Gdańsk-Południe zapadł wreszcie wyrok w tej sprawie. Sąd wymierzył oskarżonemu karę łączną roku pozbawienia wolności, z warunkowym okresem zawieszenia na trzy lata. Ponadto wymierzył Dariuszowi S. grzywnę w wysokości 250 stawek dziennych, ustalając wysokość jednej stawki na kwotę 30 zł (na jej poczet został jednak zaliczony pobyt w areszcie). Sąd zobowiązał go także do pokrycia kosztów sądowych w kwocie 32 tys. zł. Na koniec orzeczono przepadek wspominanego pistoletu gazowego, który stanowił dowód w tej sprawie.

To stosunkowo łagodna kara, oscylująca w dolnych granicach ustawowego zagrożenia karą. Sąd tłumaczył, że wpływ na to miał przede wszystkim dotychczasowy sposób życia Dariusz S. Chodzi przede wszystkim o poświadczony dokumentami wzorowy przebieg służby w policji. Sąd podkreślił także, że Dariusz S. skłamał w sprawie zabójstwa Adamowicza pod wpływem silnych emocji. Choć potem brnął w nieprawdę, jego zeznania nie miały żadnego wpływu na odpowiedzialność karną zabójcy prezydenta.

Prokurator domagał się dwóch lat więzienia



- Sąd zdecydował się na warunkowe zawieszenie kary ze względu na okoliczności łagodzące, dotyczące osoby sprawcy. Mianowicie, ze względu na jego nieposzlakowaną opinię, fakt, iż jest osobą niekaraną, fakt, iż wyraził szczerą skruchę, jak również przyznał się do większości czynów - tłumaczyła w ustnym uzasadnieniu wyroku sędzia Danuta Blank.
Piątkowy wyrok jest nieprawomocny. Na ogłoszeniu wyroku nie było Dariusza S, byli natomiast obecni jego adwokat Dawid Szachta i pani prokurator Agnieszka Komarnicka-Drużbycz. Strony wstrzymały się z określeniem, czy będą składać apelację w tej sprawie. Jak to zawsze w takich przypadkach bywa, obie strony podejmą decyzję "po zapoznaniu się z pisemnym uzasadnieniem wyroku". Biorąc jednak pod uwagę fakt, że prokuratura domagała się wyroku dwóch lat bezwzględnego więzienia, postępowanie przed sądem drugiej instancji wydaje się niemal pewne.