Warto podtrzymywać wirtualne znajomości ze szkolnych lat?

6 czerwca 2021, 18:00
Andrzej
artykuł czytelnika
Jak pokazuje przykład naszego czytelnika, podtrzymanie kontaktów sprzed lat przez portale społecznościowe potrafi przysporzyć wiele nerwów i złości. Więcej zdjęć (4)

Jak pokazuje przykład naszego czytelnika, podtrzymanie kontaktów sprzed lat przez portale społecznościowe potrafi przysporzyć wiele nerwów i złości.

fot. Piotr Adamowicz/123RF

Jak pokazuje przykład naszego czytelnika, podtrzymanie kontaktów sprzed lat przez portale społecznościowe potrafi przysporzyć wiele nerwów i złości.

fot. Piotr Adamowicz/123RF

Media społecznościowe i znajomości sprzed lat mogą być nieraz mieszanką wybuchową. Przekonał się o tym nasz czytelnik, który dostrzega negatywny wpływ algorytmów portali społecznościowych - szczególnie w kontekście polityki. Czy warto utrzymywać wirtualny kontakt z ludźmi, których dawno nie widzieliśmy na oczy?



Oto opowieść pana Andrzeja, który podzielił się swoimi przemyśleniami na temat próby powrotu do kontaktów z czasów szkolnych:

W ostatnich dniach zrobiło się głośno o planowanym zamknięciu portalu Nasza-klasa.pl. Jak zapewne większość internautów, tak i ja założyłem tam niegdyś konto i odnalazłem swoich znajomych sprzed lat.

Oczywiście było mnóstwo wspomnień, dzielenie się starymi zdjęciami oraz liczne zaskoczenia, jak niektórym potoczyło się życie. W skrócie: głównie pozytywne emocje i radość, że znowu można zobaczyć się po długiej przerwie.

Dostawcy internetu - firmy z Trójmiasta i okolic


Warto pamiętać, że komentarze publikowane przez nas na Facebooku są także śledzone przez rzesze znajomych - w tym pracodawcę czy kontrahenta. Zdjęcie ilustracyjne. Więcej zdjęć (4)

Warto pamiętać, że komentarze publikowane przez nas na Facebooku są także śledzone przez rzesze znajomych - w tym pracodawcę czy kontrahenta. Zdjęcie ilustracyjne.

fot. Dmytro Sidelnikov/123RF

Warto pamiętać, że komentarze publikowane przez nas na Facebooku są także śledzone przez rzesze znajomych - w tym pracodawcę czy kontrahenta. Zdjęcie ilustracyjne.

fot. Dmytro Sidelnikov/123RF

Dodanie znajomych ze szkolnych czasów to największy błąd



Po kilku latach Nasza Klasa ustąpiła miejsca gigantowi zza oceanu - Facebookowi. Nie miałem większych oporów przed akceptacją znajomych z czasów nauki szkolnej i studiów, mimo że na co dzień nie utrzymujemy kontaktu. I to był chyba mój największy błąd.

Algorytmy Facebooka mają to do siebie, że każdemu próbują dobierać treści pasujące do jego zainteresowań i poglądów. Przykładowo, jeżeli ktoś interesuje się kynologią, otrzymuje mnóstwo materiałów związanych z psami. Jeżeli ktoś interesuje się sprawami gospodarki, inwestycji, ekonomii itp., zaczyna otrzymać informacje ze świata polityki, a w pierwszej kolejności te, które są przez znajomych komentowane.

Osobiście nie jestem fanem żadnej partii politycznej. Wychodzę z założenia, że wszyscy politycy działają wyłącznie pod słupki poparcia, a rzadko kiedy kierują się interesem obywateli czy dobrem społeczeństwa w ujęciu długofalowym.

Jeden komentarz wystarczy, by wywołać agresję znajomych



Na portalu Zuckerberga zdarza mi się skomentować - na ogół nieco żartobliwie - niektóre tematy gospodarcze czy społeczne. I w tym momencie niczym królik z kapelusza pojawiają pod moimi komentarzami znajomi, których na oczy nie widziałem od wielu lat. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że zaczynają na tym publicznym - choć wirtualnym - forum obrażać i oczerniać.

Kolega sprzed 20 lat, który dzisiaj prowadzi jednoosobową działalność gospodarczą, zaczyna mnie wyzywać od złodziei, a koleżanka z podstawówki (pewnie bym jej nawet nie rozpoznał na ulicy!), pracująca jako sekretarka - od nieczułych na krzywdę innych.

Od kumpla ze studiów (dzisiaj urzędnika w gminie oddalonej od Trójmiasta o ponad 250 km) dowiaduję się, że żartuję sobie z polityka pewnej partii, bo niczego nie udało mi się w życiu osiągnąć, a wtóruje mu inny znajomy sprzed dekady, pracujący w dużym zakładzie przemysłowym na południu Polski.

Zdaniem naszego czytelnika wyznawcy teorii spiskowych to jedna z grup, która wyjątkowo aktywnie włącza się w różne dyskusje. Zdjęcie ilustracyjne. Więcej zdjęć (4)

Zdaniem naszego czytelnika wyznawcy teorii spiskowych to jedna z grup, która wyjątkowo aktywnie włącza się w różne dyskusje. Zdjęcie ilustracyjne.

fot. cameracraft/123RF

Zdaniem naszego czytelnika wyznawcy teorii spiskowych to jedna z grup, która wyjątkowo aktywnie włącza się w różne dyskusje. Zdjęcie ilustracyjne.

fot. cameracraft/123RF

Wirtualny ostrzał wyznawców teorii spiskowych



W gronie dawnych znajomych nie udało mi się także ustrzec przed wyznawcami wszelkiej maści teorii spiskowych. I tak koleżanka pracująca dzisiaj na kasie w markecie, która z biologii orłem z pewnością nie była, jest dzisiaj ekspertem od szczepionek i technologii 5G.

Kumpel - taksówkarz, notujący najlepsze oceny wyłącznie z WF-u, doszukuje się związku smug kondensacyjnych z niekorzystną w tym roku pogodą. Wystarczy tylko jeden komentarz w zakresie tych tematów, aby stać się celem ich wirtualnego ostrzału.

Nieoczekiwane spotkanie po latach na górskim szlaku



To jednak przedsmak tego, co czekało mnie, gdy nieoczekiwanie spotkałem podczas wycieczki górskiej znajomego ze studiów. Zapamiętałem go jako osobę o otwartym umyśle, uśmiechniętą i pełną życia.

Po dłuższej rozmowie na górskim szlaku dowiedziałem się, że lada moment w Polsce zostanie wprowadzona dyktatura i nie możemy bezczynnie patrzeć na to, co się dzieje wokół nas. Apeluje do mnie, bym przestał marnować życie na błahostki (jak odpoczynek w górach?) i przyłączył się do pewnej inicjatywy społecznej, a także zaczął czytać gazety, oglądać telewizję i słuchać radia o wyraźnym światopoglądzie.

Gdy wzruszyłem ramionami i zwróciłem mu delikatnie uwagę, że to nie jest odpowiedni moment i miejsce na takie dyskusje, obraził mnie słowami, których publicznie nie wypada przytaczać.

Spotkanie twarzą w twarz ze znajomym ze studiów może zepsuć urlop. Zdjęcie ilustracyjne. Więcej zdjęć (4)

Spotkanie twarzą w twarz ze znajomym ze studiów może zepsuć urlop. Zdjęcie ilustracyjne.

fot. mavoimage/123RF

Spotkanie twarzą w twarz ze znajomym ze studiów może zepsuć urlop. Zdjęcie ilustracyjne.

fot. mavoimage/123RF

Starzy znajomi szukają kozła ofiarnego w internecie?



W tym wszystkim dostrzegam jednak pewną zależność - im dłuższa jest przerwa w kontaktach bezpośrednich w świecie rzeczywistym, tym większa agresja występuje po latach. Być może nasi znajomi szukają w ten sposób kozła ofiarnego swoich niepowodzeń życiowych?

Oczywiście nasuwa się pytanie: po co korzystać z mediów społecznych? Nie zamierzam tutaj nikogo do nich przekonywać, bo każdy ich użytkownik sam musi wybrać między ich zaletami a wadami takimi, jak przeze mnie opisane. Ewentualnie bez żalu kasować lub blokować dawnych znajomych.

Czy można ocenić osobę przez pryzmat internetowej dyskusji?



Bardziej nurtującym pytaniem jest, dlaczego przestajemy postrzegać drugą osobę - nawet naszego dobrego kumpla sprzed lat - przez pryzmat dobrych wspomnień czy wspólne zainteresowania, a oceniamy go po kilku komentarzach na wybranych stronach?

Dlaczego wplatamy w nasze znajomości sprawy polityki krajowej, których nigdy nie rozwiążemy w tak kameralnym gronie? Dlaczego nasi znajomi chcą nas włączyć w internetową krucjatę w rozwikłaniu rzekomych spisków międzynarodowych?

Myślę, że najkorzystniej na takiej sytuacji wychodzą politycy. Dzięki ciągłemu "bombardowaniu" informacjami podsyłanymi przez algorytmy Facebooka i wspomaganymi mediami "tradycyjnymi" zyskują niezwykle wiernych wyborców, którzy w sposób zdecydowany stawiają się po jednej stronie sporu. Wątpliwe jest jednak, by było to z korzyścią dla społeczeństwa rozumianego jako wspólnota szanujących się ludzi.
Utrzymujesz kontakt ze znajomymi sprzed lat?
28%

tak, nadal się spotykamy

16%

tak, ale tylko wirtualnie

56%

nie, nawiązałe(a)m nowe znajomości

zakończona

łącznie głosów: 1741

Andrzej

artykuł czytelnika

Opinie wybrane


wszystkie opinie (227)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.