Zagrożeni 'stopmeni'

6 września 2001 (artykuł sprzed 19 lat)
Agnieszka Pawłowska
Niezależnie od cięć budżetowych oświaty, szkoły podstawowe w Gdyni i w Sopocie nie rezygnują z zatrudniania strażników ruchu drogowego, zwanych potocznie przeprowadzaczami. Tłumaczą, iż nie można oszczędzać na bezpieczeństwie najmłodszych. Inaczej zdecydowali dyrektorzy gdańskich szkół. Od poniedziałku na przejściach dla pieszych nie opodal szkół podstawowych mieszczących się przy ruchliwych ulicach Gdyni i Sopotu spotkać możemy przeprowadzaczy ubranych w charakterystyczne, żółte, gumowe płaszczyki. Czuwają oni nad bezpieczeństwem naszych pociech, pomagając im w przejściu przez jezdnię. W Gdyni szkół zatrudniających takich pracowników jest w sumie jedenaście, w Sopocie zaś dwie. Strażnicy pracują od 7.30 do 15.30. Czekają na uczniów przed pierwszymi trzema godzinami lekcyjnymi i pod koniec zajęć. W przerwie włączają się w prace porządkowe. Są również pomocni ludziom starszym, schorowanym.

- To, co niezbędne w tej pracy to przede wszystkim wyobraźnia i szybki refleks - powiedziała "Głosowi" Maria Korybalska, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 10 w Sopocie. Trzeba zdawać sobie sprawę z ogromnej odpowiedzialności, jaką bierze się na swe barki. Wynagrodzenie jest niewielkie, niższe od średniej krajowej płacy (ok. 1100 zł brutto).

Teraz, kiedy minął okres refundowania pensji przez Powiatowy Urząd Pracy, który zatrudniał bezrobotnych w ramach robót publicznych, samorządy muszą same decydować o rozwiązaniach zapewniających dzieciom bezpieczeństwo. Władze centralne nie przeznaczą w tym roku na "stopmanów" żadnych pieniędzy - powiedział w Kartuzach podczas przekazania województwu gimbusów, minister Edukacji Narodowej Edmund Wittbrodt. W bieżącym roku szkolnym na jakąkolwiek zapomogę ze strony urzędu pracy mogą liczyć Cedry Wielkie i Pruszcz Gdański -poinformowała nas Ewa Dąbrowska z Powiatowego Urzędu Pracy w Gdańsku.

A co w takim razie z pozostałymi miejscowościami województwa pomorskiego? - dla nich najprawdopodobniej pieniędzy już nie wystarczy. Urząd Gminy w Kartuzach stać na tego typu pomoc dla czterech szkół, a miasto Gdańsk od zeszłego roku nie poczyniło żadnych kroków, by zapewnić najmłodszym bezpieczną drogę do szkoły. Pozostaje jedynie nadzieja, że zmieni się to w najbliższej przyszłości.

Agnieszka Pawłowska