COVID-19. Szpitale pracują na pełnych obrotach

20 października 2020, 11:15
Ewa Palińska
Najnowszy artukuł na ten temat

Koronawirus: jak długo trwa odporność po zakażeniu?

Jak wygląda sytuacja w pomorskich szpitalach, czy brakuje miejsce dla chorych na COVID-19? Dla pacjentów przygotowanych jest 979 łóżek, z czego 484 jest aktualnie zajętych. Szpitale dysponują też 35 respiratorami, 29 zajętych jest obecnie przez pacjentów chorych na COVID-19. Cały czas decyzje o wyznaczaniu kolejnych szpitali i dodatkowych łóżkach wydaje Urząd Wojewódzki.



Liczba osób zakażonych koronawirusem SARS-CoV-2 drastycznie wzrasta. Z różnych części naszego kraju docierają informacje o zatłoczonych szpitalach, gigantycznych kolejkach do punktów poboru wymazu czy brakach respiratorów. W Trójmieście na razie możemy być spokojni, ponieważ miejsc nie brakuje. Niemniej sytuacja jest dynamiczna, dlatego systematycznie zwiększane są zasoby zarówno jeśli chodzi o sprzęt, jak i personel.

Czytaj też: Minister zdrowia: spodziewamy się 15-20 tys. zakażeń dziennie

Pacjenci chorzy na COVID-19 nie tylko w wyznaczonych szpitalach



W Trójmieście do leczenia chorych na COVID-19 wyznaczono 7. Szpital Marynarki Wojennej - tam trafiają pacjenci, którzy oprócz zakażenia koronawirusem zmagają się też z chorobami współistniejącymi. Opiekę nad pacjentami chorymi na COVID-19 sprawuje również Pomorskie Centrum Chorób Zakaźnych i Gruźlicy. Inne trójmiejskie szpitale zostały również zobowiązane do przygotowania izolatoriów.

Spółka Copernicus, dla przykładu, przygotowała:

W Szpitalu im. Mikołaja Kopernika 9 miejsc dla dorosłych i 4 dla dzieci, w Szpitalu św. Wojciecha - 9 dla dorosłych i 2 dla dzieci. Wsparcie zapewnia też Oddział Zakaźny Szpitala Mikołaja Kopernika, z 27 łóżkami i 3 respiratorami.

W poniedziałek, 19 października, szpitale spółki Copernicus dysponowały 46 wolnymi respiratorami (na 85, które mają w swoich zasobach).

Wytycznym wojewody odnośnie do przygotowania izolatoriów poddało się również Uniwersyteckie Centrum Kliniczne - na Tombektomii jest 1 miejsce, zabezpieczenie dla pacjentek z kliniki położnictwa i ginekologii - maksymalnie 9 łóżek, neonatologia - maksymalnie 9 łóżek oraz 15 łóżek buforowych na 1 poziomie zabezpieczenia covidowego.

"Nie hospitalizujemy pacjentów w dobrym stanie"



Od początku pandemii miejsca dla chorych na COVID-19 ma też u siebie Uniwersyteckie Centrum Medycyny Morskiej i Tropikalnej.

- Obecnie jest u nas hospitalizowanych 28 chorych z potwierdzonym zakażeniem COVID-19; stan chorych jest rożny - tj. średni, średnio-ciężki i ciężki (nie hospitalizujemy pacjentów w dobrym stanie ogólnym i z zakażeniem COVID-19), ale mamy też chorych obciążonych innymi schorzeniami, np. 3 osoby po przeszczepieniu serca i jedną po transplantacji nerki z czynnym zakażeniem - mówi prof. Marcin Renke, dyrektor UCMMiT. - Wskazania do leczenia respiratorem są rozpatrywane na bieżącą przez zespół lekarski. Obecnie na respiratorze jest dwóch pacjentów.
Szpital powiniem mieć, zgodnie z decyzją wojewody, 4 miejsca respiratorowe dla chorych z zakażeniem COVID-19 - obecnie dysponuje dwoma miejscami. Trwa przystosowanie kolejnej sali (dla 2 pacjentów) zgodnie z wytycznymi prof R.Owczuka, który wizytował placówkę. Do 10 dni planowane jest zakończenie robót. Szpital ma też respiratory transportowe (2 szt., które otrzymał dzięki CARITAS Polska) oraz rezerwowe aparaty, stare, ale sprawne, regularnie przeglądane, które znajdują się w UCMMiT - łącznie 9 szt.

Czytaj też: Szpital polowy na Pomorzu. Jeśli powstanie, to w Amber Expo

Przerzucanie chorych między szpitalami



Pojawia się coraz więcej informacji na temat długiego czasu oczekiwania na karetki covidove. Zdaniem naszych informatorów nie tylko czas przyjazdu stanowi problem. Bardzo często zdarza się też, że pacjenci, choć nie są w najlepszym stanie, są ze szpitali odsyłani.

- Obecnie, według informacji od dyspozytora ratownictwa, nie ma dokąd zawozić pacjentów COVID+ wymagających hospitalizacji (np. duża duszność, sinica). Dochodzi do odwożenia pacjentów w ciężkim stanie z powrotem do domu - opowiada nasz informator (nazwisko znane redakcji). - Poza tym czas oczekiwania na karetkę COVID wynosi do kilkunastu godzin (pacjent pilny z dusznością), ale to mniej ważne, bo i tak nie ma gdzie go zawieźć.
Jeden z pracowników Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego zdradził, że takich "odesłań" z Klinicznego Oddziału Ratunkowego było w weekend co najmniej kilkanaście. Szpital nie zaprzecza, tłumacząc, że nie jest jednostką wyznaczoną do leczenia przypadków stricte covidowych.

- Tak, to prawda. Należy natomiast podkreślić, że nie jesteśmy szpitalem covidowym i mamy ograniczoną liczbę miejsc przeznaczonych dla pacjentów z dodatnim wynikiem testu na SARS-CoV-2 - mówi Jakub Kraszewski, dyrektor naczelny UCK.
Również dyrektor UCMMiT przyznaje, że odsyłanie pacjentów przywożonych karetkami się zdarza i ma związek z okresowymi brakami miejsc.

- Warto dodać, że przewozy pacjentów COVID dodatnich powinny być ustalane ze szpitalem - i zwykle są, ale nie zawsze - podkreśla prof. Renke. - Należy też pamiętać, że liczba miejsc to nie zawsze liczba osób hospitalizowanych lub inaczej "możliwości hospitalizacji", ponieważ czasami z powodu chorób współistniejących musimy niektórych pacjentów dodatkowo izolować (w tym momencie sala 2 osobowa zamienia się w jednoosobową, np. z powodu zakażeń bakteriami wieloopornymi, czy powodującymi zakażenia żolądkowe-jelitowe.

Koronawirus w Trójmieście: wszystkie informacje



Porodówki wysokiego ryzyka



Przed ogromnym wyzwaniem zostali postawieni pracownicy Kliniki Położnictwa UCK, odkąd oddział ten został zobowiązany do przyjmowania zakażonych koronawirusem rodzących. Zdaniem personelu kliniki, nie wszystko przebiega tak, jak powinno.

- Sale 2 - osobowe zmieniono na 3 - osobowe. Na Patologii ciąży zrobiono bufor dla pacjentek oczekujących na wynik wymazu, czyli potencjalnie dodatnich. Na położnictwie izolacyjnym, który był buforem do tej pory, leżą sama pacjentki zakażone - opowiadał w niedzielę jeden z pracowników Kliniki Położnictwa. - Zdarzyło się, że na buforze leżało 5 pacjentek - 2 położnice, w rodzące i 90- letnia kobieta z rakiem trzonu szyjki macicy. Ostatnio mieliśmy tam też pacjentkę urologiczną i ginekologiczną ze skręcającą się torbielą. Są takie pacjentki, o których od początku wiemy, że są dodatnie. Są też pacjentki wymazywane na izbie, u których akcja porodowa trwa, więc jadą rodzić, zanim poznamy wynik testu, a po porodzie okazuje się, że były dodatnie. Wracają na bufor covidowy. A tam leżą pacjentki oczekujące na wynik testu przed przyjęciem na Patologię ciąży.
Szef Kliniki położnictwa UCK zapewnia jednak, że wszystko przebiega zgodnie z procedurami oraz zachowaniem wszelkich zasad bezpieczeństwa.

- Oddział buforowy został stworzony z myślą o pacjentkach z oddziałów zarówno ginekologii, jak i położnictwa, w związku z czym możliwa jest sytuacja, że będą się na nim znajdowały położnica i kobieta z problemami ginekologicznymi - komentuje prof. Krzysztof Preis, kierownik Kliniki Położnictwa UCK. - Pacjentki oczekujące na wynik na oddziale izolacyjnym nie mają kontaktu z tymi ze stwierdzonym wynikiem dodatnim SARS-CoV-2. Znajdują się w osobnych salach z zakazem ich opuszczania i są obsługiwane przez dedykowany do tych działań, specjalnie zabezpieczony personel. Zdarzają się takie sytuacje, że wynik rodzącej poznajemy już na sali porodowej. W tym wypadku również nie ma zagrożenia, ponieważ każda sala porodowa jest pojedyncza i ma swój odrębny węzeł sanitarny. Dzięki wprowadzonym rozwiązaniom możliwa jest płynna praca kliniki.
Obowiązek przyjęcia rodzących, w szczególnych sytuacjach, mają też inne porodówki.

- Zakażone rodzące są kierowane do UCK. Chyba że akcja porodowa jest już bardzo zaawansowana, wtedy rodząca zostaje u nas - mówi Katarzyna Brożek, rzecznik spółki Copernicus.
Podobnie sytuacja wygląda w Szpitalach Pomorskich:

- Pacjentki są przyjmowane na oddział po wymazach i uzyskaniu ujemnego wyniku - jeśli wynik jest pozytywny, są kierowane do UCK - informuje Małgorzata Pisarewicz, rzecznik spółki Szpitale Pomorskie. - Jeśli natomiast poród będzie już trwał, to nikt takiej pacjentki nie odeśle. Urodzi u nas.

UCMMiT sprzeciwia się wojewodzie



Nie wszystkie szpitale zgadzają się na rozszerzenie działalności. UCMMiT Gdynia, który miał docelowo zabezpieczać 52 łóżka, odwołał się od decyzji wojewody.

- Liczba miejsc dla pacjentów COVID-19 w UCMMiT to obecnie 31 (na oddziałach wewnętrznych - po przystosowaniu sal) i 2 na OIT (docelowo 4) - mówi prof. Marcin Renke, dyrektor UCMMiT. - Sugerowano nam stworzenie większej liczby łózek - 52, ale z uwagi na konieczność zapewnienia bezpieczeństwa personelowi i pacjentom, naszym zdaniem nie jest to obecnie możliwe (szpital był budowany w latach 80-tych, nie jako zakaźny, ilość węzłów sanitarnych jest zbyt mała, krzyżują się ciągi komunikacyjne, dyżurki personelu są na terenie oddziałów, podobnie kuchnie, pomieszczenia socjalne itd. Szpital złożył odwołanie od decyzji Wojewody. Poproszony o opinię dr Tomasz Kiliński, powiatowy inspektor sanitarny w Gdyni, wizytował szpital i podzielił nasze wątpliwości.
Przypominamy, że Uniwersyteckie Centrum Medycyny Morskiej i Tropikalnej nadal ma pod opieką pacjentów niezakażonych koronawirusem.

- Nikt nie zwolnił nas z tego obowiązku - podkreśla prof. Renke. - Do dyspozycji mamy 40 łóżek internistycznych, które są stale oblegane, głównie przez mieszkańców Gdyni i Sopotu, ale również innych miast, którzy z powodu schorzeń nabytych w tropiku, rodzimych infekcji pasożytniczych lub zakaźnych chętnie szukają pomocy w naszej placówce. Ponadto, swoją działalność prowadzi Klinika Medycyny Hiperbarycznej i Ratownictwa Morskiego, która jest krajowym ośrodkiem medycyny hiperbarycznej i leczy pacjentów zatrutych tlenkiem węgla oraz z ciężkimi infekcjami, w tym zgorzelą gazową, będąc zabezpieczeniem nie tylko dla mieszkańców województwa pomorskiego, ale też dla innych jednostek w kraju. Nadal też pełnimy dyżury TMAS (morskiej teleasysty), będąc wsparciem dla załóg statków w przypadku zdarzeń losowych (wypadków, zachorowań).

Braki kadrowe i zakażenia wśród personelu



O niewystarczających zasobach kadrowych mówiło się od dawna. Teraz sytuacja znacznie się pogorszyła, ponieważ kwarantannie bądź izolacji poddawani są co rusz kolejni pracownicy ochrony zdrowia.

- Od początku października na zwolnieniach lekarskich (związanych z kwarantanną lub zakażeniem) było 45 pracowników - informuje Jakub Kraszewski, dyrektor naczelny Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego. - Cześć z tych zwolnień już się zakończyła. Należy jednak podkreślić, że to pracownicy etatowi, co do pracowników kontraktowych taka statystyka nie jest prowadzona. Dwie osoby, których ogólny stan zdrowia na to pozwala, pracują zdalnie.
W Szpitalach Pomorskich, dla porównania, na kwarantannie z powodu możliwości zakażenia koronawirusem przebywa obecnie ok. 30 osób.

Sprawę pogarsza fakt, że szpitale pracują w systemie rotacyjnym - np. tydzień na tydzień. Oznacza to, że w danej chwili obsada jest zmniejszona co najmniej o połowę

Aby ratować sytuację, postanowiono poluzować normy zatrudnienia i skierować do pomocy studentów - wyłącznie II-VI roku GUMed, zarówno z kierunków lekarskich, jak i pielęgniarstwa czy położnictwa.

Do pomocy pomorskim zespołom testowym ruszą też Wojska Obrony Terytorialnej , które w razie potrzeby pomogą też w transportowaniu chorych.
Czy znasz osobiście kogoś, kto został zakażony koronawirusem?
62%

tak

34%

nie

4%

nie mam pewności

zakończona

łącznie głosów: 1372