Najtrudniej jest ubrać się w siebie. Baśniowa biżuteria Marty Misiuro

28 czerwca 2012 (artykuł sprzed 8 lat)
Justyna Potorska
Najnowszy artukuł na ten temat

Projektantka Katarzyna Królak: nudzi mnie nijakość

Zza szklanej soczewki łypią na mnie wielkie, melancholijne oczy dziewczynki. W rękach trzyma niedźwiadka, w innej wersji - ptaka. Obok leży broszka - królowa z konikiem morskim, kawałek dalej kot, dosłownie wyjęty z burtonowskiej Alicji w Krainie Czarów. Kto pamięta baśnie braci Grimm, kto kochał Muminki i lubił czuć strach przed tym, co tajemnicze i nieznane, ten zrozumie i pokocha twórczość projektantki biżuterii - Marty Misiuro.



Justyna Potorska: Oglądam Twoje prace i muszę spytać: lubisz Tima Burtona?

Marta Misiuro: Bardzo lubię, a wręcz uwielbiam, jego twórczość jest inspirująca! Koleżanka, która pracowała z nim kiedyś na planie przy charakteryzacji, pokazała mu moje prace. Był to dla mnie ogromny zaszczyt, zresztą cieszyłam się jak nastolatka, gdy powiedział, że mu się podobają! Tak naprawdę najbardziej lubię jednak myśleć, że prace, które tworzę, to moja własna bajka. Od dziecka ilustrowałam, opisywałam wymyślony przeze mnie świat. Moja mama spisywała te opowieści i do dziś trzyma je w szufladzie. Ja zaczęłam tworzyć z tego świata obrazy, rysunki, które zatapiam w szkle. Dwa przenikające przez siebie media - szkło i obraz.

Twoje prace są bajkowe, a zarazem niepokojące, tajemnicze. To baśniowy świat dorosłych?

W krainie baśni nie określa się, dla kogo przeznaczona jest opowieść. Chodzi o pewien rodzaj wrażliwości. Moje prace albo bardzo się podobają, albo nie podobają się wcale, bez względu na wiek. Sam świat baśni braci Grimm wcale nie jest tak słodki, jak się wydaje. Oryginalne wersje Czerwonego Kapturka czy Kopciuszka są krwawe, pełne grozy. Dziś w bajkach dla dzieci pozytywna, tajemnicza groza została zastąpiona agresją, a dzieci lubią czuć pozytywny strach, niepewność.

A nie mówiono Ci kiedyś, że Twoje obrazy są smutne?

Tak uważają Ci, którym się nie podobają. Jeśli ktoś pyta "dlaczego te twarze są takie smutne?", już wiem, że nie jest fanem moich prac. Myślę jednak, że moje projekty nikogo nie są w stanie przerazić, mogą jedynie zaniepokoić. Zdarza się, że sporadycznie ktoś prosi mnie o wesoły obraz, uśmiechnięte buzie, i ja czasem się na to godzę. Tak naprawę najbardziej zależy mi na tym, żeby były tajemnicze, trochę niepokojące, wprowadzały nutkę grozy.

Co Cię inspiruje oprócz Burtona? Znalazłam broszki z Małą Mi, Muminkami, Czerwonym Kapturkiem, jest też dużo projektów autorskich, dziewczynek z dużymi, melancholijnymi oczami.

Właściwie to nie wiem, co mnie inspiruje, chyba wszystko, co mnie otacza. Czasem sny bywają podświadomą podpowiedzią, bo zdarza się, że nagle zaczynam przelewać jakieś wyobrażenie na papier, nie mają pojęcia, skąd się wzięło. Najbardziej lubię postacie stworzone przez siebie, te dziewczynki z dużymi oczami, w których kryje się cała tajemnica. Każda z nich jest inna...

... Każda ma też swoją historię?

Tak, nawet najmniejsza, szklana broszka laleczka jest jakąś postacią, o której mogę wiele opowiedzieć każdemu, kto zapragnie ją nosić.

Podobno sama wytapiasz szkło?

Tak, wytapiam je nad palnikiem w temperaturze 1600 stopni Celsjusza, właściwie gołymi rękoma, z prętów szklanych. Tak otrzymane szkło jest bardzo czyste, bardzo szlachetne, jedynie stosowana przeze mnie metoda daje taką przezroczystość. Technika wytopu szkła jest bardzo trudna, uczyłam się jej wiele lat. Teraz nie mogłabym bez tego żyć! Palnik swoim ogniem hipnotyzuje i uspokaja, uwielbiam to. Po wystygnięciu szkła podklejam obrazki i mocno zabezpieczam papier, trójwymiarowy obraz to efekt szklanej soczewki, dlatego moje postacie pod szkłem robią charakterystyczne miny.

Na blogu piszesz, że każdą z prac możesz odtworzyć, wykonać ponownie. Zdarza się, że klient sam tworzy sobie projekt biżuterii?

Oczywiście, moje rysunki są powielane, pod szkłem umieszczam kopie, chociaż zawsze mogę też stworzyć coś indywidualnego. Najczęściej jest tak, że dziewczyny wybierają biżuterię z postaciami troszkę podobnymi do siebie, co przekonuje mnie, że się z nimi identyfikują. To tak jak w bajce, w której identyfikujemy się z bohaterem.

Wśród Twoich prac są też koszulki.

Koszulki to bardzo świeży temat, umieszczam na nich swoje obrazy i rysunki, zebrała się już spora kolekcja około czterdziestu prac. Mój mąż bardzo wierzy w ten projekt, ja też, chociaż nie jestem aż taka pewna jak on. Pewnie dlatego, że najtrudniej jest ubrać się w siebie, nosić własne prace na sobie. W zasadzie obecnie zajmuję się tylko obrazami, szkłem.

Poza projektowaniem...

... zajmuję się domem, dzieckiem, i na nic innego nie starcza mi już czasu (śmiech). Żyję pasją, raczej staram się niczego nie planować, ważne, że mogę dotrzeć do innych przez oczy moich postaci.

Marta Misiuro - plastyczka, ukończyła Państwowe Liceum Sztuk Plastycznych w Orłowie. Z początku zajmowała się malowaniem reprodukcji, czyli - jak to określa - chałturą, która jednocześnie zapewniła jej ćwiczenie rzemiosła. Przez chwilę zajmowała się rzeźbieniem w drewnie, potem podjęła pracę w firmie wytapiającej niewielkie figurki ze szkła. Jak sama przyznaje, tak się zaczęła jej przygoda z tym surowcem i stąd wziął się pomysł na tworzenie obrazów zatopionych w szklanych soczewkach. Oprócz wykonywania biżuterii, cały czas maluje na płótnie. Cztery lata temu zorganizowała wystawę swoich prac, pracowała przy pokazach mody. Mieszka w kamienicy, gdzie znajduje się też jej pracownia. Prace Marty Misiuro można obejrzeć na blogu.