stat

Od 10 lat zmieniają dziecięcą stomatologię. "Najważniejsza jest relacja, jaką tworzymy"

22 stycznia 2020, 7:00

Mycie zębów to obowiązek, do którego mało które dziecko przywiązuje większą wagę. Bywa, że rodzice także dają za wygraną - tu z pomocą przychodzą oni - Przychodnia Stomatologii Dziecięcej i Rodzinnej Wiewiór "K". Wizyta u dentysty bez lęku i stresu? Ewa Piosik i Piotr Gładkowski opowiadają, jak od 10 lat zmieniają dziecięcą stomatologię.



Przychodnia Wiewiór "K" działa już od 10 lat. Jak ten czas zmienił wasze życie, przede wszystkim to zawodowe?

Piotr Gładkowski: Trochę się działo. Zaczynaliśmy od przychodni na Hallera w Gdańsku, otworzyliśmy jeszcze jedną przychodnię w Gdyni, później kolejną przy ul. Norwida w gdańskim Garnizonie. W trakcie było wiele zmian i przeciwności, z którymi borykaliśmy tak jak to zwykle w życiu, ale pomimo to, staraliśmy się organizować różne wydarzenia, tworzyć kolejne projekty i wciąż się rozpędzamy, idziemy dalej.

Ewa Piosik: Teraz myślę, że to krótko, chociaż zakładając firmę zastanawiałam się jak będzie po 10 latach, w którym miejscu będziemy. Nie wiem kiedy ten czas minął. Chyba najważniejsze jest to, że zaczęliśmy od niewielkiego pomysłu, który urósł do prawdziwej idei, którą teraz możemy nazwać już autorskim pomysłem. W tym czasie wypracowaliśmy własne zasady w podejściu do leczenia dzieci i przede wszystkim współpracy z rodzicami. To daje dużą wartość, która przekłada się na nasze doświadczenie i zaufanie kolejnych pacjentów.

Na początku waszym najważniejszym pacjentem było dziecko, teraz właściwie leczycie całe rodziny. Jak wygląda u was współpraca lekarz - dziecko - rodzic?

E.P.: W stomatologii dziecięcej, od której zaczęliśmy, pacjentem oczywiście jest dziecko, ale tak naprawdę dużą rolę odgrywają też rodzice. W procesie leczenia dziecka, który często odbywa się w dużych emocjach, biorą udział: asystentka, lekarz, rodzic i dziecko. I cała ta grupa ludzi uczy się i rozwija wspólnie.

Lekarze, którzy u nas pracują wiedzą, jak wielką rolę odgrywa w stomatologii dziecięcej praca nad sobą, z własnymi emocjami. Musimy nawiązać dobrą relację z rodzicami, szczerą relację, żeby oni mogli powiedzieć co jest dla nich ważne. Leczymy dziecko, ale tak naprawdę to rodzice są tu odpowiedzialni i to oni decydują, w jaki sposób leczenie będzie się odbywało. To rodzice ponoszą konsekwencje chorób swojego dziecka i to jest niesamowicie ważne. Kiedyś pierwszą rzeczą podczas wizyty dziecka było obejrzenie zębów, teraz mamy taką procedurę, że oglądanie zębów na wizycie adaptacyjnej, która trwa około pół godziny to właściwie ostatni element. Przez ten czas robimy różne rzeczy, rozmawiamy, dajemy szansę rodzicom otworzyć się przed nami.

Błąd lekarski może polegać na tym, że zbada się dziecko, kiedy rodzice sobie tego nie życzą, ale błędem jest również kiedy lekarz nie zbada dziecka, kiedy rodzice sobie tego życzą. To wbrew pozorom duża sztuka, bo kiedyś oczywiste było tak, że rodzic przychodził z dzieckiem po to, żeby obejrzeć zęby albo je wyleczyć, teraz wiem, że to nie do końca jest prawda. Rodzice generalnie chcą, ale mają też nieprawdziwe wyobrażenia, że badanie może zranić dziecko. Przez te 10 lat dużo się zmieniło w tej kwestii, nabyliśmy doświadczenia, wiemy jak pracować i postępować z naszymi pacjentami.

P.G.: Rodzice chcą najlepiej dla dziecka, ale często nie są w stanie odmówić mu np. słodkiego soku i przez to np. psują mu się zęby. Wtedy rodzic przyprowadza dziecko do dentysty z oczekiwaniem, że wszytko naprawimy. Tylko nie widzi nic złego w tym z jakiego powodu się tu znaleźli. Kiedy zaczynamy leczenie bywa, że dziecko cierpi i często jest tak, że to rodzic bardziej nie jest w stanie tego znieść niż dziecko. Często nawet rodzice starają się gasić emocje dzieci mówiąc do nich "nie płacz", bo sami sobie z tym nie radzą.

Przez pracę z dziećmi też zobaczyliśmy bardzo dużą potrzebę otworzenia się na dorosłych. Właśnie podczas leczenia maluchów stykaliśmy się z ich lękami czy fobiami dotyczącymi badania. Wtedy dorośli zaczęli przychodzić do nas sami, wierząc, że poradzimy sobie z ich obawą, jakimś lękiem z dzieciństwa.

Czytaj też: Wymarzony pacjent zdaniem trójmiejskich lekarzy

Czy po latach pracy potraficie już na wstępie ocenić jak będzie wyglądała współpraca z pacjentem, który zjawia się pierwszy raz?

E.P.: Oczywiście. Jak widzimy, że przychodzi rodzic z dużym poziomem lęku to oczywiście szanujemy to. Rozumiemy, że kiedy człowiek reaguje na nas agresywnie, albo jest niemiły to nie dlatego, że jest złym człowiekiem, tylko jest to wynik jego stresu, lęku i problemów. Taki człowiek wymaga jeszcze większej opieki, mimo że jego maska jest nie do przyjęcia. Na pewno dzieci takich rodziców nie mogą być leczone wbrew woli dziecka - to pewniak.

Jeśli chce się pomóc dziecku, które jest z bólem, cierpi a rodzice są bardzo zestresowani to już wiadomo, że tego dziecka nie będzie można normalnie leczyć przed pracą z rodzicem. Tak naprawdę terapię trzeba zacząć właśnie od nich.

Oczywiście czasem jesteśmy w kropce, bo często leczenie oznacza ból i my wiemy to od razu, jednak wtedy to nam się dostaje, bo rodzic nie przyjmuje tego, że jego dziecko płacze, myśli, że coś mu się dzieje. Wtedy to my jesteśmy "ci źli".

P.G.: Musimy tak pracować z rodzicem, żeby to on się zgodził na leczenie, ale żeby równocześnie wiedział i był świadomy tego na co się godzi, a często właśnie tego nie wie.

To nie wszystko, bo mamy nasze doświadczenie, ale mamy też odpowiedni sprzęt. Wszytko co tylko pojawia się na rynku, co mogłoby nam pomóc w pracy z pacjentami staramy się zapewnić do pracy naszemu zespołowi. Mamy np. gaz rozweselający czy znieczulenie komputerowe, nie jest to już zwykła strzykawka, która kiedyś budziła grozę. Mamy świetnie wyposażone gabinety, które tworzone były z myślą o dzieciach, żeby było ciszej, mniej strasznie, dlatego też mamy nawet końcówki narzędzi dostosowane do dziecięcych ząbków. Zachętą do leczenia są kolorowe wypełnienia, dla wielbicielek księżniczek mamy nawet brokatowe. Teraz "Wiewiór K" przymierza się do zakupu lasera. Staramy się rozwijać razem z pojawiającymi się możliwościami.

Z drugiej strony staramy się pracować tak, żeby dziecko czuło się bezpiecznie i było mu wygodnie. Tu np. mamy pozycję na kangurka, gdzie dziecko może siedzieć na kolanach u rodzica podczas leczenia, aby czuć się bezpiecznie. Wizytę kończy zawsze nagroda za dzielność.

Nie jesteście zwykłą kliniką, która na leczeniu zębów w gabinecie kończy. Angażujecie się w projekty takie jak przeglądy stomatologiczne w przedszkolach i szkołach, ale też leczycie pacjentów w Wenezueli. Skąd pomysł, żeby robić coś więcej?

P.G.: Dla nas to nie tylko klinika czy gabinet stomatologiczny, ale też nasza misja. Działamy tak, jak czujemy. Chcemy podnosić świadomość rodziców i dzieciaków, dlatego staramy się do nich dotrzeć nawet poprzez takie inicjatywy jak spektakl Teatru Komedii Valldal, przypominający dzieciom o konsekwencjach zaniedbywania higieny jamy ustnej - to błyskotliwa, dowcipna bajka "Bakteriusz i Próchniak". Pojawiamy się na większości imprez otwartych organizowanych dla rodziców, prowadzimy także bezpłatne przeglądy w przedszkolach i szkołach - wierzymy w to, że są potrzebne.

E.P.: Choroba próchnicowa tak naprawdę mogłaby nie istnieć, to błąd ludzki. Ciągle jest jej za dużo i my próbujemy z nią walczyć. "Wiewiór K" gromadzi ludzi z pasją, mamy naprawdę wspaniały zespół z którego jesteśmy niezmiernie dumni. Zespół składający się z lekarzy, asystentek i pracowników recepcji, który nie boi się rozmawiać z dorosłymi pacjentami, lubi dzieci i swoją pracę. Wychodzimy poza próg gabinetu też po to, żeby samemu się realizować. Dlaczego Wenezuela? Bo tam nas jeszcze nie było (śmiech). Wiewiórka daje takie możliwości. Wiem, że mam pełne poparcie zespołu, że to co robię jest dobre.

Czytaj też: Dentystki ruszają na pomoc do Wenezueli

Dlaczego "Wiewiór K"?

E.P.: Nasze logo ma wbrew pozorom ma duże znaczenie. Wiewiór nie jest ładny, nie ma prostych zębów, jest gruby, ale jest bardzo uśmiechnięty, ma dużą moc i pelerynę, dlatego jest superbohaterem. Taka postawa bardzo się przydaje w stomatologii dziecięcej.

Jakie będzie kolejne 10 lat? Jakie macie plany?

P.G.: Pewnie zastanowimy się na co wziąć kolejny kredyt (śmiech). Chcemy otwierać się na naszych pacjentów, którzy przyjeżdżają coraz częściej nie tylko z samego Trójmiasta ale i okolic, dlatego planujemy otworzyć kolejna klinikę bliżej nich. Poza tym staramy się cały czas rozwijać, żeby zapewnić to, co najlepsze dla naszych pacjentów, no i uczymy się, rozwijamy z kolejnym pokoleniem stomatologów.

* możliwość dodania komentarzy lub jej brak zależy od decyzji firmy zlecającej artykuł

Artykuł sponsorowany - brak możliwości dodawania opinii