Rak prostaty to nie wyrok, ale trzeba się badać

31 maja 2019 (artykuł sprzed 1 roku)
Ewa Palińska

Rozwija się podstępnie, w początkowym stadium - bezobjawowo. Zdarza się, że pacjenci dowiadują się o tym, że chorują na raka stercza dopiero wówczas, kiedy pojawią się objawy związane z jego przerzutami, na przykład paraliż. I choć wcześnie wykryty mógłby być całkowicie wyleczalny, w Polsce nadal notuje się z jego powodu 10 zgonów dziennie. Jak się ustrzec przed rakiem prostaty? Zapytaliśmy o to trójmiejskich lekarzy.



Rak stercza jest drugim najczęściej występującym nowotworem wśród męskiej populacji zarówno na świecie, jak i w Polsce.

- Obecnie stanowi on trzecią przyczynę zgonów spowodowanych nowotworami u mężczyzn wg danych z krajowego rejestru chorób nowotworowych na rok 2013, ustępując jedynie nowotworom złośliwym płuca oraz jelita grubego. Co pocieszające, obecnie zauważono zahamowanie umieralności, która wzrastała w naszym kraju jeszcze do początku XXI wieku. Również odsetek przeżyć wieloletnich zdecydowanie się poprawił - mówi lek. med. Marek Sowa, urolog z Medycznej Gdyni.

Rozwija się podstępnie i atakuje znienacka



Czy człowiek może chorować na raka i o tym nie wiedzieć? W przypadku nowotworu prostaty zdarza się tak bardzo często.

- Podstępność raka gruczołu krokowego polega na tym, iż przez długi czas może nie dawać objawów - mówi dr n. med. Tomasz Drabarek, androlog i urolog. - Obraz choroby przebiega bardzo różnie. U większości pozostaje niezdiagnozowany przez lata - ci mężczyźni nie wiedzą nawet o istnieniu choroby lub nie chcą wiedzieć. Jednak są postacie, które przebiegają w bardzo dramatyczny sposób. Znam przypadek pacjenta, u którego wystąpiło złamanie kręgu szyjnego spowodowane przerzutem, a w następstwie tego paraliż czterech kończyn - bóle kostne mogą świadczyć o chorobie przebiegającej z przerzutami do układu kostnego.
- Większa część przypadków raka stercza przez wiele lata rozwija się powoli - miejscowo, jedynie w obrębie gruczołu krokowego. Dopiero po wielu latach nabywania kolejnych mutacji dochodzi do powstania formy przerzutowej, powodującej zajęcie węzłów chłonnych, kości, a następnie innych narządów - dodaje lek. Marek Sowa. - W związku z tym, że nowotwór ten rozwija się stosunkowo wolno w narządzie, pozostaje nam szerokie okno czasowe na jego zdiagnozowanie oraz podjęcie odpowiedniego leczenia.
Aby jednak podjąć interwencję i wygrać z rakiem, należy go zdiagnozować i leczyć. I to zdiagnozować go wówczas, kiedy być może nie daje żadnych niepokojących objawów. Tylko kto idzie do lekarza wtedy, kiedy nic mu nie dolega?

- Do niedawna byłem tego samego zdania. Mam co prawda 55 lat, ale prowadzę zdrowy tryb życia, chodzę na siłownię, gram w golfa, zdrowo się odżywiam, sprawność seksualna też powyżej normy. I z pewnością nie poszedłbym do lekarza aż do teraz, gdyby nie choroba kolegi, która na wiele istotnych kwestii otworzyła mi oczy - opowiada Marcin, bankowiec. - W golfa graliśmy zawsze w tym samym składzie. Pewnego razu jeden z kolegów nie przyszedł. Okazało się, że zdiagnozowano u niego raka prostaty, a tydzień później nogi odmówiły mu posłuszeństwa. Przewrócił się i nie był w stanie wstać o własnych siłach. Przyznał się później, że od dawna męczyły go różne kłopotliwe dolegliwości, ale ukrywał je tak długo, jak mógł. Zdaniem lekarza o pięć lat za długo - kiedy zgłosił się na leczenie pozostała już w zasadzie opieka paliatywna. Nasza golfowa ekipa wystraszyła się niesamowicie! Natychmiast umówiliśmy się do urologa i trzech z pięciu z nas lekarz skierował na dalsze badania, bo pierwsze sugerowało, że coś może być na rzeczy. Od tej chwili badam się regularnie.
- Rak gruczołu krokowego niezwykle rzadko doskwiera pacjentom - komentuje lek. Marek Sowa. - Jeśli powoduje objawy pod postacią problemów z oddawaniem moczu, to całe szczęście, bo skłania wtedy mężczyznę do wizyty u urologa. Niestety, duża część nowotworów przebiega zupełnie bezobjawowo, a chudnięcie, bóle kości, obrzęki nóg są objawem rozsiewu choroby. Stąd też warto się badać.

Od kiedy i jak często robić regularny "przegląd" prostaty?



Tutaj nie ma wielkiej filozofii - jeśli panowie chcą wygrać walkę z rakiem prostaty, muszą się regularnie badać.

- Po 40. roku życia zaleca się pierwszą kontrolę w poradni urologicznej, a regularne, coroczne wizyty od 50. roku życia - mówi lek. med. Michał Jung, urolog z Lifemedica. - Istotne jest, aby na badanie zgłaszali się wszyscy mężczyźni w tym przedziale wiekowym, niezależnie od występowania dolegliwości związanych z układem moczowym. Przypomnę raz jeszcze, że choroba przez wiele lat może rozwijać się bezobjawowo, dlatego tak ważne są badania przesiewowe. W czasie wizyty w poradni urologicznej lekarz przeprowadzi badanie prostaty palcem przez odbytnicę i zleci oznaczenie poziomu PSA z krwi. W przypadku podejrzenia nowotworu wykona biopsję gruczołu krokowego i zaplanuje dalszy przebieg leczenia.
Wczesne rozpoznanie choroby umożliwia zastosowanie radykalnego leczenia operacyjnego, dającego wieloletnie przeżycie. Może się też zdarzyć, że operacja wcale nie będzie konieczna.

- W przypadku nowotworów niskiego ryzyka istnieje możliwość zastosowania tak zwanego "aktywnego nadzoru", polegającego na monitorowaniu pacjenta, bez konieczności poddawania go natychmiastowemu leczeniu operacyjnemu - mówi lek. Marek Sowa z Medycznej Gdyni. - Forma ta wymaga dużego zaufania ze strony pacjenta do lekarza prowadzącego z uwagi na to, że powierza on swoje zdrowie zupełnie obcej osobie. Pozwala ona jednak w wielu przypadkach na uniknięcie operacji lub radioterapii bądź zastosowanie tych dwóch metod w przypadku wzrostu nowotworu. Pacjent taki poddawany jest regularnie kontrolnym badaniom PSA oraz badaniu prostaty przez odbyt. W przypadku pogorszenia wyników PSA bądź pojawienia się odchyleń w badaniu prostaty, istnieje zawsze możliwość wykonania zabiegu bądź radioterapii.

Mam raka i co dalej?



W przypadku nowotworów niskiego ryzyka istnieje możliwość zastosowania tzw. "aktywnego nadzoru". Na etapie zajęcia jedynie gruczołu krokowego mamy do dyspozycji jeszcze dwie opcje terapeutyczne. Pierwszą jest leczenie operacyjne - pod postacią radykalnej prostatektomii (zabiegu rutynowo wykonywanego w większości oddziałów urologicznych, zwłaszcza o profilu urologii onkologicznej). Operację tę można wykonać w sposób klasyczny lub laparoskopowo, co pozwala na szybszą rekonwalescencję chorego przy podobnej skuteczności leczenia onkologicznego bądź za pomocą robota, choć ta opcja niestety jest w Polsce dostępna w ramach lecznictwa prywatnego.

Opcją drugą jest teleradioterapia (leczenie używające dużych dawek promieniowania jonizującego w celu zniszczenia komórek nowotworowych) a także brachyterapia, gdzie materiał promieniotwórczy umieszcza się bezpośrednio w gruczole krokowym.

Co jednak w przypadku, kiedy choroba zajmuje nie tylko gruczoł krokowy, ale nastąpiły przerzuty? Czy dla takiego pacjenta nie ma już ratunku? Ależ jest!

- Nowotwór ten często jest hormonowrażliwy, a jego wzrost stymulowany jest poziomem testosteronu we krwi. Z tego powodu też włączenie leków powodujących redukcję testosteronu we krwi powoduje możliwość wieloletniej kontroli choroby - wyjaśnia lek. Marek Sowa.

Jak rozpoznać raka ponad wszelką wątpliwość?



Ktoś mógłby odbić piłeczkę i zapytać "po co dociekać i diagnozować raka ponad wszelką wątpliwość?". Przecież potwierdzenie, że ma się raka, to jedna z ostatnich rzeczy, jakie chcielibyśmy usłyszeć. Niestety, rak nie przestaje siać spustoszenia w organizmie tylko dlatego, że lekarz go nie rozpoznał. Przeciwnie - rozwija się tak długo, aż skutki będą nieodwracalne.

- Najlepiej uchwycić moment, gdy nowotwór jest ograniczony tylko do narządu. Ma to miejsce zazwyczaj właśnie u pacjentów bezobjawowych - u nich właśnie jesteśmy w stanie zaoferować metody, które pozwolą na całkowite wyleczenie chorego - mówi lek. Marek Sowa. - Jeśli natomiast taki chory zgłosiłby się po pięciu latach z np. bólami kostnymi czy nawet złamaniem kości spowodowanymi przerzutami, to na tym etapie jesteśmy w stanie zaoferować hormono- i chemioterapię, ale jedynie z intencją złagodzenia dolegliwości. Chory taki może dzięki leczeniu przeżyć w dobrym zdrowiu nawet i niekiedy do 10 lat, ale wyleczenie nie jest już możliwe.
Jedną z najnowszych i najbardziej skutecznych metod diagnostycznych jest biopsja fuzyjna, którą w Trójmieście wykonuje obecnie jedynie dr Tomasz Drabarek. Metoda ta, w dużym uproszczeniu, polega na precyzyjnym wycelowaniu igły biopsyjnej dokładnie w miejsce zajęte chorobą, którego lokalizację znamy dzięki wykonanej wcześniej tomografii komputerowej.

- Technika biopsji fuzyjnej pozostaje taka sama, jak w przypadku biopsji tradycyjnej - tłumaczy dr Tomasz Drabarek. - Rezonans magnetyczny pomaga wykryć nawet małe ognisko groźnej postaci raka gruczołu krokowego, a biopsja fuzyjna pomaga dokładniej trafić igłą biopsyjną w to ognisko. W obydwu przypadkach podaje się profilaktycznie dawkę antybiotyku przed badaniem. Możliwe jest dodatkowo wykonanie znieczulenia.
Badanie nie jest jednak refundowane przez NFZ, a jego cena jest wysoka - kosztuje od 3 do 8,5 tys. zł, a aby się mu poddać trzeba mieć wcześniej wykonane badanie rezonansem magnetycznym miednicy mniejszej, którego cena to od 400 do 800 zł. Na to badanie można jednak otrzymać skierowanie i wykonać je w ramach NFZ.

Czy efekty takiego badania są warte swojej ceny?

- Na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi - przyznaje lek. Marek Sowa. - Według publikacji naukowych największą korzyść z wykonania biopsji fuzyjnej odnoszą pacjenci, którzy przebyli już biopsję standardową, która nie wykryła u nich nowotworu, a ryzyko jego istnienia jest wysokie, o czym świadczą n.in. znaczne podwyższenie PSA, nieprawidłowości w badaniu palpacyjnym prostaty lub też obecność podejrzanych ognisk opisanych w rezonansie magnetycznym gruczołu krokowego. Właśnie takich pacjentów starałbym się przekonać, aby jednak mimo znacznego wydatku finansowego poddali się biopsji fuzyjnej.