:
przypadkiem trafiłam dziś na dokument o Craigu Kellym. pamiętam kiedy zginął, rozpoczynałam wtedy nową pracę. ale dopiero dziś dowiedziałam się, jaki to był fantastyczny gość (oprócz tego, że był mistrzem mistrzów :) najbardziej mnie poruszył ten ostatni, jak się okazało, przewodnicki etap jego życia. nie, no właściwie cały ten okres po wycofaniu się ze sportu zawodowego był podyktowany filozofią, którą rozumiem. w fajnym kierunku się rozwijał. szkoda, że tak szybko zginął. po prostu żal, że właśnie taki człowiek odszedł za wcześnie.

