W latach 70'tych chodziłem do szkoły, której nadano imię jakiegoś milicjanta, "utrwalacza systemu".
Mimo indoktrynacji, która wówczas była powszechna, nie przypominam sobie, aby komunistyczna propaganda przywoływała mordowanie dzieci przez żołnierzy niepodległościowego podziemia. A przecież temat był "propagandowo wymarzony" dla PRL-owskiego aparatu władzy.
Dlaczego temat wypływa własnie teraz?
Czyżby miał związek z "pedagogiką wstydu", jaką wbijają nam we łby od lat lewackie media?
Wszyscy Polacy odpowiedzialni za Jedwabne, "Polskie obozy zagłady", wzajemna rzeź na Wołyniu itd...
Nawet jeśli wśród Żołnierzy Wyklętych trafiały się czarne owce (co, choćby ze względów statystycznych, jest najzupełniej prawdopodobne), to trudno, aby odium ich zbrodni (bardzo jednostkowych) pokryło całe, wielotysięczne środowisko bojowników o niepodległość Polski.
Poza tym należy pamiętać, że "zbrodnie akowskich bandytów" często były UB-ckimi prowokacjami. Specjalne oddziały UB podszywały się pod "partyzantkę" aby siać terror wśród ludności cywilnej, zniechęcając ją tym samym do sympatyzowania z antykomunistycznym podziemiem.
http://nsz.com.pl/index.php/artykuly-i-opracowania/22-czerwone-szwadrony-mierci
Rzucanie hasła, bez głębszejj analizy tematu i bez podania źródeł historycznych, jest wyjątkowo szmatławą manipulacją.