Re: Błogosławieństwo...
Sorki Panienki, ale rozbrajacie mnie tym podejsciem. Moj luby zobaczy mnie dopiero pod ołtarzem... co wy myslicie ze takie wrazenie na swoich mezach zrobicie w tej bialej kiecce i tonie pudru na twarzy? On bedzie sam tak zestresowany ze nawet jagbyscie w samych gatkach stały to mu to roznicy nie zrobi. A i moze się okazać ze suknia która tak pieczołowicie dobierały wcale mu sie nie spodoba...a nawet stwierdzi ze obciach sie na weselu pokazac z taka panną młoda przerobioną na potworka w makijarzu ,ktory postarzył ja o 20 lat i sukni która dodała jej 20 kilo wagi. Z jednej strony chcecie miec wpływ na wszystko, łącznie z kolorem garniuturu, krawata, butów i butonierki pana młodego a z drugiej robicie z tej sukni slubnej wielkią tajemnicę. Ja z moją przyszłą żoną odwiedziłem kilka salonów i wybieralismy oboje, dzieki temu wiemy że obie strony będą zadowolone...a i ja poczułem sie w pewien sposób wyróżniony.Razem dobieralismy kwiaty, fryzure, makijaż. Nie róbcie więc Panienki z tego takiej tajemnicy, dopuśćcie do tego i swoich facetów którzy często potrafią słyżyc dobrą radą i pomocą. A i miło wam będzie ze robicie to razem. No i problem błogosławieństwa się rozwiąze. Tradycja ta i tak wywodzi się tylko i wyłącznie z wiejskich wesel na mazowszu, przed wojną np. w miastach, nie było takiego zwyczaju, pan młody zawsze przyjezdzał wczesniej do domu panny młodej.
0
0