Bywa...
styczniem zrywam maki
na łące zbielałej
powoli zamarzam z szeptami
nie zamykaj drzwi proszę
mogę krzyknąć że kocham
deszczem upadasz na skronie
zraszasz mnie ciepłem
wczorajszego dnia
nie kupuj kolejnych butów
w końcu nie zmieniasz ścieżki
obecnością Twoją oddycham
jak zdradziecką nikotyną
duszę się uzależniona
łapiąc brzuszne motyle
czuję że ulatujesz
na łące zbielałej
powoli zamarzam z szeptami
nie zamykaj drzwi proszę
mogę krzyknąć że kocham
deszczem upadasz na skronie
zraszasz mnie ciepłem
wczorajszego dnia
nie kupuj kolejnych butów
w końcu nie zmieniasz ścieżki
obecnością Twoją oddycham
jak zdradziecką nikotyną
duszę się uzależniona
łapiąc brzuszne motyle
czuję że ulatujesz

