JUŻ PO.....
Cześć. Parę tygodni temu powiedzieliśmy TAK przed Bogiem i gośćmi. Nie płakałam, ale kilka razy zaszkliły mi się oczy ze wzruszenia. Na "porter" przyszło 60 osób bardzo mnie to ucieszyło bo to świadczy o tym że mamy sporo przyjaciół. Wszyscy goście byli wspaniali może nawet było fajniej niż na weselu. W dzień ślubu od rana sprawdzałam jak wygląda sala i jedzenie. Byłam u kosmetyczki i fryzjera. Już po chwili stałam w ślubnej sukni a mój narzeczony biegł po schodach z wiązanką kwiatów dla mnie. Błogosławieństo i szybka podróż do kościoła. Oczekiwanie na księdza umilał nam kierowca i świadkowie także w ogóle nie czuliśmy zdenerwowania. Całą ceremonię zaślubin uśmiechaliśmy się modląc się by nie parsknąć gromkim śmiechem. Potem mnóstwo życzeń, obiad, pierwszy taniec i pierwsze niesnaski (nasi rodzice i goście nie chcieli sie bawić i sami przez 4 nagrania tańczyliśmy na sali). Później towarzystwo się rozerwało poszliśmy z gośćmi w plener na zdjęcia i na dalszą zabawę. Potem sesja w studio. Gdy wróciliśmy przyszła "baba z dziadem" , tort, druga "baba z dziadem", urodziny świadkowej, konkurs, oczepiny i już po kilku tańcach trzeba było odprowadzać gości do domu. Cały czas byliśmy uśmiechnięci, nasze młodsze towarzystwo szalało na całego, było mnóstwo śmiechu, alkoholu i tańca. Myślę że było cudownie ale to goście mogą tylko ocenić. W poprawiny też wszyscy szaleli na parkiecie niestety o 9.00 już zostało tylko 5 par i trzeba było zakończyć imprezę było mi bardzo przykro, ale ci którzy zostali zrobili nam najmilszą niespodziankę jaką mogliśmy sobie wyobrazić jako ostatnie nagranie zadedykowali nam Wielką miłość... (nasze nagranie) całe przepłakałam a mąż wciaż mi powtarzał jak bardzo mnie kocha jeszcze bardziej niż przed ślubem, jakby to dziś mnie pierwszy raz ujrzał i się we mnie zakochał. I taki zakochany jest teraz ciągle czuję 1000 razy bardziej tą miłość teraz po ślubie niż przed. Przyjaciele na zakończenie posprzątali salę i dopiero wtedy zaczeła się biba pijacka. Było super wesoło!!!!

