Już naprawdę trzeba mieć sprany mózg, ociężały umysł, może jakąś nerwicę dodatkowo czy inny defekt psychiki, zero pozytywnych wzorców z domu rodzinnego, brak wyobraźni...
żeby tracić w praktyce PÓŁ jedynego dnia wolnego, na kościół i jeszcze katować tym dziecko.
Przecież można pójść na rower, na pieszą wycieczkę, poczytać książki, a choćby i w łóżku poleżeć, zrobić cokolwiek ciekawego, nie wiem... wypad do innego miasta, zamiast tak sobie dowalać jakimś pseudoobowiązkiem.
Ludzie, doprawdy, odważcie się powiedzieć sobie wprost że to jest niepotrzebne i wam, i dzieciom.
3
22