NASZ NAJPIĘKNIEJSZY DZIEŃ – DŁUGO OBIECYWANA RELACJA Z 07.07.07 :D
W końcu:D...w końcu doczekałam się cudnych zdjęć i własnej relacji na weselniku
Relacja będzie naprawdę długa, bo jest o czym opowiadać. Podziękowania też będą długie, bo jest komu dziękować. Mam nadzieję, że Was nie zanudzę...:) (jak dacie radę to przeczytać, w tym czasie akurat załadują się zdjęcia)
Na początek – dziękuję mojej ukochanej babci - odeszła od nas miesiąc przed ślubem, a mimo wszystko czułam, że jest z nami i wszystko widzi...nie da się tego opisać, ale coś w tym wszystkim jest...
Dziękuję rodzicom i siostrze-świadkowej za to, że przeżywali ten dzień tak mocno jak my – a chwilami miałam wrażenie, że nawet mocniej;) Mamie i siostrze – za wytrwałość w poszukiwaniach sukni i związanych z tym wycieczek...
Dziękuję pani Ewie z salonu fryzjerskiego Koseda za prześliczną fryzurę, którą wyczarowała z moich włosów nie mających tego dnia najmniejszej ochoty się kręcić– wyszło pięknie:)
Dziękuję pani Eli Skoczeń za... co tu dużo mówić – cudny makijaż, jakiego w życiu nie miałam...dzięki któremu czułam się jak nigdy dotąd i nie musiałam martwić się o to, jak wyjdę na zdjęciach. Makijaż, który o 4 rano dalej był tak piękny jak o 13 i zmywałam go z ciężkim bólem serca (ale sztuczne rzęsy zostawiłam na niedzielę):)
Dziękuję pani doktor Eli Baczewskiej z Elmedu, dzięki której mam cerę, jakiej u siebie nie pamiętam i za nieoczekiwany prezent ślubny w przeddzień ślubu w postaci bezpłatnego zabiegu:)
Dziękuję naszemu koledze Mirkowi za cudne obrączki – są dokładnie takie jak chcieliśmy, jeśli nie ładniejsze:)
Dziękuję kierownictwu i obsłudze hotelu Faltom w Rumi – wiedziałam, ze nie ma się czego obawiać bo są profesjonalni ale nie wiedziałam, że aż tak – jakość na najwyższym poziomie, zadbali o każdy najdrobniejszy szczegół, po prostu spisali się na 6 – cudownie przystrojone stoły, pięknie podane i przepyszne jedzenie – wszyscy byli pod wrażeniem:) Nie można im zarzucić po prostu niczego. A do tego jeszcze nasz apartament z ogromnym łóżkiem.....:) iście królewsko
Dziękuję pani z firmy Dorado za piękne przystrojenie sali, za balon wybuchowy, który wywołał okrzyki zachwytu;)
Dziękuję pani Ani z kwiaciarni na Obłużu za cudną wiązankę (była jeszcze piękniejsza niż ta, którą przyniosłam na zdjęciu, nie spodziewałam się, że wyjdzie tak przepięknie), za piękne kwiaty na salę, przystrojenie samochodu i kościoła – wszystko idealnie skomponowane i po prostu prześliczne:)
Dziękuję cukierni Delicje za przepiękny tort – ta cukrowa figurka pary młodej przerosła moje oczekiwania – pan cukiernik z Delicji to prawdziwy artysta:)
Dziękuję panu w złotym meloniku – naszemu DJ’owi panu Andrzejowi Karżewiczowi, który pięknie poprowadził wesele – wesoło, na luzie i tak, że każdy znalazł coś dla siebie:) A balon wybuchł podczas pierwszego tańca dokładnie w tej sekundzie, w której miał wybuchnąć – wielkie wyrazy uznania, że się udało:)
Dziękuję naszemu kamerzyście panu Krzysztofowi Cymbaluk z Bemarmedia za to, że że pracował tak, jakby go nie było i nie znikał mu uśmiech z twarzy:) Na film jeszcze czekamy...ale na pewno będzie piękny.
Dziękuję Grupie-a-propos za przepiękne zdjęcia, naprawdę jesteście profesjonalistami – potraficie uchwycić to, co najpiękniejsze a przy tym tak naturalne...nigdy nie sądziłam, że kiedykolwiek będziemy mieć takie zdjęcia:)
Dziękuję kierowcy limuzyny, za bieganie po Estakadzie Kwiatkowskiego w celu złapania naszej wiązanki z maski, którą porwał nam wiatr:)
Dziękuję mojemu mężowi za zachowanie świętego spokoju mimo nerwów i stresów tego dnia – że twardo przy mnie stał i mocno ściskał za rękę podczas przysięgi:)
Dziękuję też naszym kocurkom, które były wyjątkowo grzeczne podczas naszej nieobecności i nie zdemolowały mieszkania jak to mają w zwyczaju;P
A na koniec... DZIĘKUJĘ WSZYSTKIM WAM KOCHANE FORUMKI ZA WSPARCIE, WSKAZÓWKI, ZA WSZELKĄ POMOC, ZA ŻYCZENIA...ZA TO, ŻE ZAWSZE MOŻNA NA WAS LICZYĆ – NIE ZORGANIZOWAŁABYM TAKIEGO ŚLUBU I WESELA GDYBY NIE WESELNIK – BO NIE WIEDZIAŁAM NAWET OD CZEGO ZACZĄĆ:):):)
No to teraz relacja:)
Ten dzień był najpiękniejszym dniem w naszym życiu, tyle wzruszeń, łez i radości na raz....wszystko się udało i było naprawdę cudownie...
ale do rzeczy:)
Z narzeczonym pożegnałam się w piątek i noc przed ślubem spałam u mamy. Budzik zadzwonił o 6...po czym stwierdziłam, że jest mi tak niedobrze i tak się boję, że nie wstanę...ale nie było wyjścia – nic nie zjadłam, wypiłam herbatkę z melisy i pojechałyśmy na 8 do fryzjera:)

i moja prawie gotowa fryzurka:)

Po fryzjerze w samochód i szybko do domu, zmusiłam się do zjedzenia ¼ bułki, po czym przyjechała pani Ela Skoczeń. Najpierw ja, potem siostra, pani Ela malowała mamę, kiedy przyjechał mój jeszcze nie mąż:) przystrojonym autkiem.
Zaczęłam panikować, bo nie byłam jeszcze ubrana i nie miał mi kto zapiąć 25 pętelek z tyłu sukni...moje butki i kabaretki:)

W końcu się udało i spóźnieni pojechaliśmy na sesję do Orłowa – ludzi mnóstwo, ale zupełnie nam to nie przeszkadzało, co chwilę ktoś obcy składał nam życzenia:) Wiatr podobno bardzo mocno wiał i podobno nie było ze ciepło – ale nam było tak gorąco z wrażeń, że nie zauważyłam:D Trochę fotek z sesji – tu zaliczyłam też pierwszą dziurę w sukni:O








a tu uciekająca Panna Młoda..... hehehe:)












Po sesji wracamy na chwilkę do domku na błogosławieństwo (w pośpiechu zjadłam jeszcze pół Marsa z obawy, że wszyscy w kościele usłyszą jak bardzo burczy mi w brzuchu:))...poza tym musiałam dzwonić do kwiaciarni w sprawie płatków róż, bo okazało się, że te które zbierałam sama przez pół roku, delikatnie mówiąc zgniły;P......no i w końcu wychodzimy i jedziemy do kościoła:)

I przyjeżdżamy pod kościół – wyobrażałam sobie ten moment 100 razy i było dokładnie tak jak myślałam – super uczucie, kiedy wszyscy na nas już czekali i wypatrywali nas pod kościołem:) Przyszło tyle ludzi...znajomi z pracy, z uczelni, z ogólniaka i nawet z podstawówki:) Wysiadamy....:)





I największy stres tego dnia czyli msza - ostatnie poprawki w zakrystii...:)

Droga do ołtarza, jedna z dziewczynek zupełnie zapomniała, że ma sypać kwiatki i po prostu sobie przespacerowała:) a druga w ostatniej chwili zapytała, czy może sypać na mnie a nie na ziemię – moje szczęście, że zapytała, dopiero by było hehe:)



No i nadszedł czas na przysięgę...poszło pięknie ale głos troszkę mi się zatrząsł w pewnym momencie, podobno prawie nie było mnie słychać, chociaż zdawało mi się, że mówię strasznie głośno hehe:) Co chwilę było słychać czyjeś pochlipywania z tyłu...Mój mąż natomiast z tego stresu przez pierwsze słowa przysięgi patrzał na księdza zamiast na mnie – na swoje szczęście szybko się zorientował – oj, byłyby bęcki:)



Obrączki...ksiądz trochę się namęczył, żeby je odplątać z poduszeczki...


I już – jesteśmy mężem i żoną:) jak jakieś głupki oglądamy co chwilę obrączki – zupełnie tego nieświadomi hehe:)

Jeszcze kilka fotek z kościoła:)






i wychodzimy...

Składanie życzeń trwało prawie godzinę (taksówkarze byli już wkurzeni, że muszą tyle czekać:)), przyszło naprawdę mnóstwo ludzi, za co wszystkim bardzo dziękujemy:)







I już pod hotelem...Kierownictwo wyszło żeby nas przywitać i pogratulować – mile nas to zaskoczyło


Sala wyglądała przepięknie, cudnie przystrojone stoły – wszystko tak jak miało być, w kolorze złoto/ecru - pierwszy toast, naprawdę przepyszny obiad a przy tym wszystko pięknie podane. Faltom spisał się na medal, zorganizowali naprawdę królewskie przyjęcie. Obsługę i ilość kelnerów widać zresztą na zdjęciach – mówią same za siebie:)










A to nasze (z wielkim poświęceniem) robione przeze mnie winietki:) Robiłam też zawieszki na wódkę, ale przy pudełeczkach dla gości już się poddałam – zrobiłam połowę, więcej nie zdążyłam wiec dalej leżą w szafie:)

Problemy z podpięciem trenu do pierwszego tańca....DJ czeka, ja wkurzona, Marcin wkurzony a mamy i ciotki walczą z suknią....


I pierwszy taniec, pod koniec wybucha balon a wszyscy aaaa, ooooo.....hehehe:) bardzo wzruszający moment:)



Po obiadku wjeżdża nasz tort weselny...na szczycie cukrowe figurki pary młodej w wykonaniu cukiernika z Delicji - cudo:)




I zabawa do białego rana:) Nasz Dj to naprawdę wariat:) bawił się razem z nami do (dosłownie) upadłego, momentami myślałam, że serce mi wyskoczy





A niektóre dzieci zasypiały ze zmęczenia na podłodze:O

Podziękowania dla rodziców – po prostu wiedziałam, wiedziałam, że tak będzie – pierwsze słowa Sipińskiej, ja nie zdążyłam nic powiedzieć i już popłynęły mi łzy – a potem wszystkim pozostałym:)


Oczepiny...trochę konkursów i śmiechu:)


a tutaj wywróżyliśmy sobie synka:)

I moja mała sesja w hotelowych wnętrzach:)





i z mężusiem

A na koniec kilka fotek z naszego ‘tygodniowego miesiąca miodowego’:)




I KONIEC:D
Relacja będzie naprawdę długa, bo jest o czym opowiadać. Podziękowania też będą długie, bo jest komu dziękować. Mam nadzieję, że Was nie zanudzę...:) (jak dacie radę to przeczytać, w tym czasie akurat załadują się zdjęcia)
Na początek – dziękuję mojej ukochanej babci - odeszła od nas miesiąc przed ślubem, a mimo wszystko czułam, że jest z nami i wszystko widzi...nie da się tego opisać, ale coś w tym wszystkim jest...
Dziękuję rodzicom i siostrze-świadkowej za to, że przeżywali ten dzień tak mocno jak my – a chwilami miałam wrażenie, że nawet mocniej;) Mamie i siostrze – za wytrwałość w poszukiwaniach sukni i związanych z tym wycieczek...
Dziękuję pani Ewie z salonu fryzjerskiego Koseda za prześliczną fryzurę, którą wyczarowała z moich włosów nie mających tego dnia najmniejszej ochoty się kręcić– wyszło pięknie:)
Dziękuję pani Eli Skoczeń za... co tu dużo mówić – cudny makijaż, jakiego w życiu nie miałam...dzięki któremu czułam się jak nigdy dotąd i nie musiałam martwić się o to, jak wyjdę na zdjęciach. Makijaż, który o 4 rano dalej był tak piękny jak o 13 i zmywałam go z ciężkim bólem serca (ale sztuczne rzęsy zostawiłam na niedzielę):)
Dziękuję pani doktor Eli Baczewskiej z Elmedu, dzięki której mam cerę, jakiej u siebie nie pamiętam i za nieoczekiwany prezent ślubny w przeddzień ślubu w postaci bezpłatnego zabiegu:)
Dziękuję naszemu koledze Mirkowi za cudne obrączki – są dokładnie takie jak chcieliśmy, jeśli nie ładniejsze:)
Dziękuję kierownictwu i obsłudze hotelu Faltom w Rumi – wiedziałam, ze nie ma się czego obawiać bo są profesjonalni ale nie wiedziałam, że aż tak – jakość na najwyższym poziomie, zadbali o każdy najdrobniejszy szczegół, po prostu spisali się na 6 – cudownie przystrojone stoły, pięknie podane i przepyszne jedzenie – wszyscy byli pod wrażeniem:) Nie można im zarzucić po prostu niczego. A do tego jeszcze nasz apartament z ogromnym łóżkiem.....:) iście królewsko
Dziękuję pani z firmy Dorado za piękne przystrojenie sali, za balon wybuchowy, który wywołał okrzyki zachwytu;)
Dziękuję pani Ani z kwiaciarni na Obłużu za cudną wiązankę (była jeszcze piękniejsza niż ta, którą przyniosłam na zdjęciu, nie spodziewałam się, że wyjdzie tak przepięknie), za piękne kwiaty na salę, przystrojenie samochodu i kościoła – wszystko idealnie skomponowane i po prostu prześliczne:)
Dziękuję cukierni Delicje za przepiękny tort – ta cukrowa figurka pary młodej przerosła moje oczekiwania – pan cukiernik z Delicji to prawdziwy artysta:)
Dziękuję panu w złotym meloniku – naszemu DJ’owi panu Andrzejowi Karżewiczowi, który pięknie poprowadził wesele – wesoło, na luzie i tak, że każdy znalazł coś dla siebie:) A balon wybuchł podczas pierwszego tańca dokładnie w tej sekundzie, w której miał wybuchnąć – wielkie wyrazy uznania, że się udało:)
Dziękuję naszemu kamerzyście panu Krzysztofowi Cymbaluk z Bemarmedia za to, że że pracował tak, jakby go nie było i nie znikał mu uśmiech z twarzy:) Na film jeszcze czekamy...ale na pewno będzie piękny.
Dziękuję Grupie-a-propos za przepiękne zdjęcia, naprawdę jesteście profesjonalistami – potraficie uchwycić to, co najpiękniejsze a przy tym tak naturalne...nigdy nie sądziłam, że kiedykolwiek będziemy mieć takie zdjęcia:)
Dziękuję kierowcy limuzyny, za bieganie po Estakadzie Kwiatkowskiego w celu złapania naszej wiązanki z maski, którą porwał nam wiatr:)
Dziękuję mojemu mężowi za zachowanie świętego spokoju mimo nerwów i stresów tego dnia – że twardo przy mnie stał i mocno ściskał za rękę podczas przysięgi:)
Dziękuję też naszym kocurkom, które były wyjątkowo grzeczne podczas naszej nieobecności i nie zdemolowały mieszkania jak to mają w zwyczaju;P
A na koniec... DZIĘKUJĘ WSZYSTKIM WAM KOCHANE FORUMKI ZA WSPARCIE, WSKAZÓWKI, ZA WSZELKĄ POMOC, ZA ŻYCZENIA...ZA TO, ŻE ZAWSZE MOŻNA NA WAS LICZYĆ – NIE ZORGANIZOWAŁABYM TAKIEGO ŚLUBU I WESELA GDYBY NIE WESELNIK – BO NIE WIEDZIAŁAM NAWET OD CZEGO ZACZĄĆ:):):)
No to teraz relacja:)
Ten dzień był najpiękniejszym dniem w naszym życiu, tyle wzruszeń, łez i radości na raz....wszystko się udało i było naprawdę cudownie...
ale do rzeczy:)
Z narzeczonym pożegnałam się w piątek i noc przed ślubem spałam u mamy. Budzik zadzwonił o 6...po czym stwierdziłam, że jest mi tak niedobrze i tak się boję, że nie wstanę...ale nie było wyjścia – nic nie zjadłam, wypiłam herbatkę z melisy i pojechałyśmy na 8 do fryzjera:)

i moja prawie gotowa fryzurka:)

Po fryzjerze w samochód i szybko do domu, zmusiłam się do zjedzenia ¼ bułki, po czym przyjechała pani Ela Skoczeń. Najpierw ja, potem siostra, pani Ela malowała mamę, kiedy przyjechał mój jeszcze nie mąż:) przystrojonym autkiem.
Zaczęłam panikować, bo nie byłam jeszcze ubrana i nie miał mi kto zapiąć 25 pętelek z tyłu sukni...moje butki i kabaretki:)

W końcu się udało i spóźnieni pojechaliśmy na sesję do Orłowa – ludzi mnóstwo, ale zupełnie nam to nie przeszkadzało, co chwilę ktoś obcy składał nam życzenia:) Wiatr podobno bardzo mocno wiał i podobno nie było ze ciepło – ale nam było tak gorąco z wrażeń, że nie zauważyłam:D Trochę fotek z sesji – tu zaliczyłam też pierwszą dziurę w sukni:O








a tu uciekająca Panna Młoda..... hehehe:)












Po sesji wracamy na chwilkę do domku na błogosławieństwo (w pośpiechu zjadłam jeszcze pół Marsa z obawy, że wszyscy w kościele usłyszą jak bardzo burczy mi w brzuchu:))...poza tym musiałam dzwonić do kwiaciarni w sprawie płatków róż, bo okazało się, że te które zbierałam sama przez pół roku, delikatnie mówiąc zgniły;P......no i w końcu wychodzimy i jedziemy do kościoła:)

I przyjeżdżamy pod kościół – wyobrażałam sobie ten moment 100 razy i było dokładnie tak jak myślałam – super uczucie, kiedy wszyscy na nas już czekali i wypatrywali nas pod kościołem:) Przyszło tyle ludzi...znajomi z pracy, z uczelni, z ogólniaka i nawet z podstawówki:) Wysiadamy....:)





I największy stres tego dnia czyli msza - ostatnie poprawki w zakrystii...:)

Droga do ołtarza, jedna z dziewczynek zupełnie zapomniała, że ma sypać kwiatki i po prostu sobie przespacerowała:) a druga w ostatniej chwili zapytała, czy może sypać na mnie a nie na ziemię – moje szczęście, że zapytała, dopiero by było hehe:)



No i nadszedł czas na przysięgę...poszło pięknie ale głos troszkę mi się zatrząsł w pewnym momencie, podobno prawie nie było mnie słychać, chociaż zdawało mi się, że mówię strasznie głośno hehe:) Co chwilę było słychać czyjeś pochlipywania z tyłu...Mój mąż natomiast z tego stresu przez pierwsze słowa przysięgi patrzał na księdza zamiast na mnie – na swoje szczęście szybko się zorientował – oj, byłyby bęcki:)



Obrączki...ksiądz trochę się namęczył, żeby je odplątać z poduszeczki...


I już – jesteśmy mężem i żoną:) jak jakieś głupki oglądamy co chwilę obrączki – zupełnie tego nieświadomi hehe:)

Jeszcze kilka fotek z kościoła:)






i wychodzimy...

Składanie życzeń trwało prawie godzinę (taksówkarze byli już wkurzeni, że muszą tyle czekać:)), przyszło naprawdę mnóstwo ludzi, za co wszystkim bardzo dziękujemy:)







I już pod hotelem...Kierownictwo wyszło żeby nas przywitać i pogratulować – mile nas to zaskoczyło


Sala wyglądała przepięknie, cudnie przystrojone stoły – wszystko tak jak miało być, w kolorze złoto/ecru - pierwszy toast, naprawdę przepyszny obiad a przy tym wszystko pięknie podane. Faltom spisał się na medal, zorganizowali naprawdę królewskie przyjęcie. Obsługę i ilość kelnerów widać zresztą na zdjęciach – mówią same za siebie:)










A to nasze (z wielkim poświęceniem) robione przeze mnie winietki:) Robiłam też zawieszki na wódkę, ale przy pudełeczkach dla gości już się poddałam – zrobiłam połowę, więcej nie zdążyłam wiec dalej leżą w szafie:)

Problemy z podpięciem trenu do pierwszego tańca....DJ czeka, ja wkurzona, Marcin wkurzony a mamy i ciotki walczą z suknią....


I pierwszy taniec, pod koniec wybucha balon a wszyscy aaaa, ooooo.....hehehe:) bardzo wzruszający moment:)



Po obiadku wjeżdża nasz tort weselny...na szczycie cukrowe figurki pary młodej w wykonaniu cukiernika z Delicji - cudo:)




I zabawa do białego rana:) Nasz Dj to naprawdę wariat:) bawił się razem z nami do (dosłownie) upadłego, momentami myślałam, że serce mi wyskoczy





A niektóre dzieci zasypiały ze zmęczenia na podłodze:O

Podziękowania dla rodziców – po prostu wiedziałam, wiedziałam, że tak będzie – pierwsze słowa Sipińskiej, ja nie zdążyłam nic powiedzieć i już popłynęły mi łzy – a potem wszystkim pozostałym:)


Oczepiny...trochę konkursów i śmiechu:)


a tutaj wywróżyliśmy sobie synka:)

I moja mała sesja w hotelowych wnętrzach:)





i z mężusiem

A na koniec kilka fotek z naszego ‘tygodniowego miesiąca miodowego’:)




I KONIEC:D