Po co plener?
Jestem już co prawda po ślubie i miałam też sesję plenerową, ale czasem tu zaglądam i ostatnio się zastanawiam właśnie nad kwestią plenerów. Czasem pojawia się wątek poszukiwania jakiegoś konkretnego miejsca (np. ostatnio - opuszczony szpital dziecięcy), albo ktoś proponuje coś kontrowersyjnego (rzeźnia, cmentarz) i wywiązuje się wielka dyskusja - wypada czy nie wypada.
A ja chciałabym dowiedzieć się, brutalnie mówiąc, po co wam właściwie plener. Nie chodzi mi o banalną odpowiedź, że "chcę mieć pamiątkę tego dnia" - to akurat jest jasne. Ale dlaczego chcecie mieć taką sesję i co wam przyświeca w wyborze miejsca, co wasze zdjęcia mają przekazać.
Żeby nie było, że ja się wymiguję, sama odpowiem pierwsza - mój plener to było 1,5 godziny w Kolibkach (więcej czasu ani ochoty nie miałam). Podczas samego ślubu i wesela były zdjęcia robione, ale brakowało mi takiego wymarzonego, dobrego "zdjęcia ślubnego", które można powiesić na ścianie. I to właśnie głównie o to jedno zdjęcie mi chodziło. A wybrałam park w Kolibkach, bo nie chciałam, żeby tło stało się najważniejsze, przyroda miała stanowić dla nas oprawę. Zdjęcia miały pokazać nas i nasze uczucie, a nie powodować, że osoba które je ogląda musi się zastanawiać, o co nam chodziło i czy np. mój dziadek poległ na wojnie, skoro robimy zdjęcia na Westerplatte, albo był jubilerem, skoro zdjęcia są z Muzeum Bursztynu.
A ja chciałabym dowiedzieć się, brutalnie mówiąc, po co wam właściwie plener. Nie chodzi mi o banalną odpowiedź, że "chcę mieć pamiątkę tego dnia" - to akurat jest jasne. Ale dlaczego chcecie mieć taką sesję i co wam przyświeca w wyborze miejsca, co wasze zdjęcia mają przekazać.
Żeby nie było, że ja się wymiguję, sama odpowiem pierwsza - mój plener to było 1,5 godziny w Kolibkach (więcej czasu ani ochoty nie miałam). Podczas samego ślubu i wesela były zdjęcia robione, ale brakowało mi takiego wymarzonego, dobrego "zdjęcia ślubnego", które można powiesić na ścianie. I to właśnie głównie o to jedno zdjęcie mi chodziło. A wybrałam park w Kolibkach, bo nie chciałam, żeby tło stało się najważniejsze, przyroda miała stanowić dla nas oprawę. Zdjęcia miały pokazać nas i nasze uczucie, a nie powodować, że osoba które je ogląda musi się zastanawiać, o co nam chodziło i czy np. mój dziadek poległ na wojnie, skoro robimy zdjęcia na Westerplatte, albo był jubilerem, skoro zdjęcia są z Muzeum Bursztynu.








