Re: Rodizio w Gdyni
Hmmm, nie wiem jakim cudem można wyjść głodnym z wesela, na którym serwują - przystawkę, zupę, danie główne (nie w porcjach, a na paterach, więc można i całą noc spędzić na konsumpcji tego dania), mnóstwo wędlin, zimnych zakąsek typu galaretki, rolady, marynaty itp. na osobnych półmiskach, deser, ciasta, tort, kolejną zupę i mięsa na ciepło z rusztu (w dowolnej ilości - jeśli coś jest małe, to się prosi o parę sztuk). Stoły nie stoją puste, można się częstować do momentu, gdy jedzenie zaczyna wychodzić nosem... No chyba, że ktoś jest posiadaczem 7 żołądków jak Alf, tudzież cierpi na bulimię.
Uwierzcie mi, że gdyby cokolwiek było nie tak, jak być powinno (np. kelnerki się nie śpieszyły z obsługą), moi krytyczni rodzice na pewno by zwrócili uwagę. Jedyne, co oboje zauważyli (a zależało im na podjęciu gości jak najlepiej nie mniej niż mi), to brak serwetek pod pokrojonym ciastem, które leżało bezpośrednio na paterach - przyznacie, że nie jest to najgorsze, co może się zdarzyć organizatorowi wesela.
Co do zespołu - nie dam powiedzieć na nich złego słowa, bo byli rewelacyjni i nie uwierzę, że kórykolwiek z tych przemiłych i dowcipnych chłopaków mógł w niegrzeczny sposób potraktować gościa, bo są to ludzie na poziomie, z szacunkiem traktujący klienta.
0
0