Re: STRAJK
Nie wydziwiajcie na pracodawców tylko na Państwo Polskie.
Problem jest dużo bardziej złożony, aniżeli większości z Was się wydaje.
Po pierwsze, jak słusznie zauważył jeden z kolegów, nie sposób odpowiedzieć na wszystkie nadesłane CV. Jeżeli zgłaszam zapotrzebowanie na pracownika, to otrzymuję 100-300 aplikacji. Siłą rzeczy mogę skontaktować się tylko z wybranymi osobami.
Po drugie, jak słusznie zauważył inny z kolegów, jeżeli szukam pracownika do prostych prac fizycznych to z góry rezygnuję z osób po studiach, przedszkolanek, mających bogate doświadczenie itd. Przesyłacie aplikacje jak popadnie na zasadzie może się uda. Jeżeli na ogłoszenie "zatrudnię piekarza" przyjdzie 300 aplikacji, w tym 5 od piekarzy i 295 od mechaników, psychologów, ludzi bez wykształcenia, monterów i złotych rączek, to oczywistym, że będę szukać kandydata do pracy wśród tej piątki, a nie reszty.
Po trzecie, sami nie szanujecie pracodawców. Po wielokroć zdarzało mi się, że umówiony na rozmowę kwalifikacyjną kandydat wcale nie przyszedł, ani nie raczył poinformować, że go nie będzie, albo rezygnuje. Ja miałem godzinę w plecy, bo zwykle tyle czasu przeznaczam na rozmowę, a ktoś z Was nie dostał szansy na tę rozmowę, bo umówił się gostek, który olał sprawę i zablokował miejsce.
Po czwarte, pierwszy miesiąc pracy to jest koszt ze strony pracodawcy na przyuczenie pracownika do pracy. Nawet Ci z Was, którzy są wykwalifikowani, albo znają specyfikę danej pracy, potrzebują czasu na adaptacje w nowym miejscu i nowym systemie. Pewnie łatwiej to idzie przy prostych pracach, trudniej przy skomplikowanych, ale zawsze trzeba poświecić czas pracownikowi i doglądać tego, co robi. Jestem pracodawcą od 20 lat, a ludzi, którzy adoptują się w kilka dni spotkałem w życiu kilku. Duża część nie adoptuje się w ogóle i bez dozoru leci sobie w kulki.
Po piąte, duża część z Was szuka nie pracy, a pieniędzy. Podchodzicie do sprawy na zasadzie "mnie się należy". Otóż moi drodzy z faktu, że jesteście na świecie nie wynika żadne roszczenie tego typu. W sprawach marginalnych MOPS. A reszta, niestety, przysiąść fałdek. Jeżeli szukam pracownika, to dlatego, że potrzebuje pomocy w działalności mojej firmy, a nie kolejnej gęby do karmienia.
Po szóste, koszty pracy nie są tanie. Podpisując umowę o pracę do każdego z Was musimy dopłacać składki społeczne, w razie choroby miesiąc chorujecie na nasz koszt, możecie sobie nie przyjść do pracy jak zapijecie i poinformować nas o tym telefonem, jak sknocicie robotę to nie ponosicie kosztów z tego tytułu (tylko trzykrotność wynagrodzenia), możecie sobie porzucić robotę z dnia na dzień i nic Wam nie można za to zrobić, a wreszcie możecie na nas nakablować do PIP, co kończy się mandatem od 1000 zł w górę za byle co, np opóźnienie wypłaty dla jednego pracownika w ciągu całego roku o 1 dzień.
Po siódme, większość z Was jest kiepsko wyedukowana i słaba. Wielu rozpoczynając pracę musi się dopiero wszystkiego uczyć. Olewacie szkołę i praktyki i dopiero w poważnej pracy uczycie się na czym ona polega. Wielu z Was jest nieprzygotowanych w ogóle.
Po ósme, część z Was przychodząc do pracy traktuje pracodawcę jako swojego osobistego wroga. Kradzieże i przywłaszczenia są na porządku dziennym, szkody w majątku firmy też. Nigdy bym nie wymyślił, że można z zakładowej toalety ukraść muszlę klozetową. O kradzieży mydła do mycia rąk do słoików nie wspomnę, bo po prostu głupio. A ile "zużywa się" długopisów, papieru, notesów. Zwykle komórki rozładowują się w pracy i trzeba je podładować, a o dziwo panie w torebkach zwykle noszą ze sobą ładowarki. A ile kserokopii osobistych dokumentów robi sie "przy okazji". Albo wydruków tuszem firmowym na drukarkach firmowych. Albo prywatnych korespondencji lub rozmów telefonicznych w czasie pracy. Kiedy wprowadziłem analizę bilingów z telefonów służbowych rachunki spadły z 1100 zł do 150 zł średnio na każdym.
Po dziewiąte, weźcie odpowiedzialność za swoje życie we własne ręce. Ja także byłem kiedyś pracobiorcą. W pewnym momencie usamodzielniłem się, zamiast szukać kogoś, kto zechce mnie zatrudnić, założyłem firmę i zadecydowałem się ofiarować swoje usługi jako outsourcing. Sam prowadziłem swoja księgowość, sam rozliczałem podatki, sam płaciłem składki ZUS. Firmom, które mnie zatrudniały, wystawiałem rachunek i tyle. Chorowałem na własny koszt, urlopowałem się na własny koszt. Nikt mi niczego nie zapewniał, na wszystko musiałem sam sobie odłożyć. Pracowałem po kilkanaście godzin, często w dni wolne, ze świadomością, że jak nawalę to nie ma drugiej szansy. Zaryzykowałem i wyszedłem na swoje. To się nazywa "przedsiębiorczość" czyli coś, o czym zapominacie.
Oczywiście problem nieuczciwych pracodawców pozostaje aktualny. Nie załatwią go jednak ani strajki, ani marsze, ani petycje. Nie raz zostałem oszukany i sam wiem jak to boli. Ale oszuści są wszędzie, i wśród pracodawców, i wśród pracobiorców. Tępić, piętnować, unikać. Niektórzy, niestety, doświadczą tego na własnej skórze. Tak jest nie dlatego, że ludzie oszukują, tylko dlatego, że aparat państwowy jest nieskuteczny w przeciwdziałaniu temu zjawisku. Jeżeli ktoś nie chce mi zapłacić za wykonaną usługę mogę go windykować, sprawa sądowa i egzekucyjna potrwają ze 3 lata, a jak trafię na cwaniaka to i tak mi umknie z zapłatą. A ja muszę zapłacić pracownikom, Urzędowi Skarbowemu i ZUSowi. Państwo mnie nie chroni i mi nie pomaga. Myślę, że większość z Was o tym wie lub to przeczuwa i dlatego nie chcecie zakładać własnych firm i działać na własną rękę, bo sami musielibyście radzić sobie z tymi problemami. Sytuacja, w której ktoś Was zatrudnia i zdejmuje te problemy z głowy jest dużo bardziej komfortowa. Ale musicie zrozumieć, że coś za coś. Przerzucając na kogoś odpowiedzialność za siebie siłą rzeczy wyrzekacie się wpływu na to, co i jak robicie.
Odkąd pamiętam, zawsze Państwo Polskie chętnie żerowało na mojej przedsiębiorczości. W formie podatków odstawiłem mu już kilkanaście niezłych fur. W zamian nie otrzymałem zaś nic. Chociaż nie tak, dostałem kilka mandatów, grzywien i kar za błędy faktyczne lub wymyślone.
Życzę wszystkim jak najlepiej. Ale tylko Ci z Was, którzy wezmą sprawy we własne ręce, będą mieć realny wpływ na to, co robią. O ile oczywiście im się poszczęści.
Ostatnio chciałem, żeby ktoś mi odśnieżył podjazd i drogę. Nie znalazłem nikogo. Sam sobie odśnieżyłem. I myślę sobie, że póki co jeszcze chyba nie jest tak źle, jak piszecie, skoro jest prosta praca do wykonania a nie ma chętnego, co by ją wziął. Że to chwilówka? No tak, jasne, a chwilówka to gorsza?
Pozdrawiam.
6
1