Samobójcy

Czy ktoś się zastanawiał nad rosnąca ostatnio liczbą samobójstw/prób?
Jak temu zapobiegać tzn. nie tyle uniemożliwiać, gdy za późno, ale zauważać sygnały u ludzi, ich problemy, złożoność tego zjawiska.
Jednemu człowiekowi problemy wychodzą w postaci nałogów, a inny po prostu planuje, lub bez planowania kończy ze sobą.
Że przyczyny leżą nie zawsze w człowieku,.
Czynniki zewnętrzne.
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 1

Re: Samobójcy

Ale żeś temat zapodał...
popieram tę opinię 6 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: Samobójcy

Ale żeś temat zapodał...

Taki support przed Lucynowymi duchami ;)

W miejscu, gdzie mieszkam Ikarów było wielu.
Zdrowy człowiek nic sobie nie zrobi. Takie jest moje zdanie.
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: Samobójcy

Nie wiem jak inni, ale ja myślałem o tym wielokrotnie(nie o samobójstwie)
Zauważyć, czy dana osoba ma takie zamiary, nie jest takie łatwe, tym bardziej, że może nie wysyłać żadnych sygnałów. Wszystko dzieje się w głowie, a oczami dostrzega mnóstwo powodów. A powodów może być wiele: choroba, prześladowanie, brak zaradności, bezsilność np. wobec istniejącej władzy, alkoholizm, samotność, brak pracy i widoków na choćby najbliższą przyszłość...itd,itp. Wiele by można wymieniać. Zapobiec można tylko wtedy, jeśli symptomy na to wyraźnie wskazują. A nie zawsze będą zauważalne. Najgorsze kiedy ktoś próbuje zrobić to bez planowania. Wystarczy chwilowy bodziec, takie pstryk i koniec. Planowanie łączy się z pewnymi przygotowaniami. Nie muszą wskazywać, ale mogą sugerować, że coś jest nie tak. Jeśli już zacznie być coś podejrzane i wzbudzać wątpliwości, warto z takim człowiekiem wszcząć rozmowę - ale delikatnie by nie spłoszyć. Bo inaczej może zamknąć się w sobie i nic się nie dowiemy. Uważam, że podjąłeś dość trudny temat, choć wielu powie, że to oklepane i nie warto głowy sobie zawracać. Ja osobiście wcale tak nie podchodzę do tego tematu, gdyż jest ciągle na czasie.
Nie tylko w Polsce, ale na całym świecie ludzie popełniają samobójstwa nie radząc sobie ze sobą i otaczającym go światem. Jeśli chcesz, możesz drążyć ten temat, ale nie spodziewaj się komentarzy conajmniej zadowalających, bo jednoznacznej recepty na to nie ma. Można by ewentualnie wskazać, jak to mogłoby być rozwiązane, ale nie na forum. A dlaczego? No, cóż ludzie mają różne podejścia do wielu tematów, nie tylko do tego. Jeśli częściowo tylko chcesz pogadać to napisz coś na priv. Niczego nie obiecuję, ale może byłoby warto.
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: Samobójcy

Tekwar, wydaje mi się, że tak naprawdę wiele istotnych spraw zamieściłeśw swojej wypowiedzi.
Ja mogę dodać tylko, że skłonność człowieka do załamywania się, można porównać do drzew.
Gdy wieje silny wiatr, brzoza wysoka i giętka chwieje się w różne strony---jednak mimo, iż wygląda na słabą, to nie złamie się.
Buk, silne twarde drzewo, przy naprawdę niesprzyjających warunkach jak silny wiatr, może się złamać i spaść na ziemię...
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: Samobójcy

Ależ oczywiście. Człowiek wydający się słaby, wcale nie musi być słaby. Wystarczy, że w trudnych sytuacjach, po prostu usiądzie i przemysli. Nie raz bywa tak, że w ludziach na pozór słabych tkwią ogromne pokłady sił. A odwrotnie? No, nie sądzę aby szczegółowo komentować Twoją myśl. Ale rozmawiać warto. Może w tych komentarzach jakiś obserwator znajdzie dla siebie coś, co go zastanowi. Każdy temat jest godny uwagi, jeśli tylko może przynieść wiele korzyści. :):))
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: Samobójcy

Hehe tekwar, ja się przyznaję, że kiedyś, gdy był mi smutno słuchałam kilku piosenek disco polo i robiło mi się jakby lepiej:-))))
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: Samobójcy

hm... niech jest "terapia disco polo"

http://www.youtube.com/watch?v=4kGjfRkJtvk
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: Samobójcy

Wow. Graszka! Dwa tematy w jednym? Jak miło, że jednak do czegoś przyznajesz się. :):))) A tak na serio, to każdy człowiek, bez wyjątku ma swoje chwile słabości, załamań i rozczarowań - ale to nie muszą byc symptomy samobójcze. he he :)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: Samobójcy

Każdy napewno zastanawiał się,co by było,gdyby...
Ja kocham życie i mam dla kogo żyć
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: Samobójcy

Rzeczywiscie istnieja tematy, ktorych nie rozumiem ale poswiecam im uwage zeby zglebic i nauczyc sie czegos.
Ten to wyjatek...
Moze dlatego, ze kieruje mna ogromna wola zycia i optymizm...
"czynniki zewnętrzne?" eee... nie bardzo to do mnie przemawia...
Tym razem przyklepie za Graszka bo temat naprawde szok!
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: Samobójcy

więcej, może seryjny samobójca grasuje
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 1

Re: Samobójcy

Seryjny samobójca, serio??to chyba kot, który ma 9 żyć:-))))
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: Samobójcy

Seryjny samobójca - określenie sformułowane przez nieodżałowanej pamięci blogera Tomasza "Seawolfa" Mierzwińskiego. Kapitan żeglugi wielkiej z Gdyni. Najlepsze pióro wśród polskich blogerów ever. Półtora roku temu przedwcześnie przegrał z chorobą nowotworową. W Warszawie było spotkanie mu poświęcone. Przyszły zdaje się 4 osoby. Tak bardzo ulotna jest sława sieciowych publicystów.

.... Jak łzy na deszczu....

Zajrzyjcie czasem do dziennika pokładowego. I wznieście toast za Willka. Cheerio!
popieram tę opinię 6 nie zgadzam się z tą opinią 1

Re: Samobójcy

samobójcy wysyłają sygnały, trzeba "tylko" być blisko
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: Samobójcy

Trzeba być blisko i słuchać....słuchać a nie słyszeć...w naszym zwariowanym,zagonionym świecie ludzie nie mają czasu na słuchanie innych,rozmowy są pobieżne,szybkie,bo szkoda czasu a potem...potem bywa za późno bo ktoś odchodzi :(
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: Samobójcy

w tych czasach każdy gdzieś goni za pieniedzmi,karierą.przychodzi taki moment problemów wszystko się wali dosłowanie strata pracy,rodziny,zostajesz bez wyjscia z długami tłumacząc że znajdzie się jakieś wyjście ,że nto nie koniec świata.Ale okazuje sie troche inaczej.codzienne telefony,generowanie sporych długów(pozyczki,kredyt)próbujesz podjąc prace z myślą żę nie zostaniesz oszukany przez pseudo prezesów-starsza sie utrzymac na powieszchni,czasami człoweik jest bezradny,gnojony przez instytucje.jednynie co masz to coś co zapieprzałeś na to Twój cel SMART który zrealizowałesale mozesz go lada dzien stracic.pytanie jak niżej człowiek moze byc obdarty z godnosci ,bez niczego i nikogo.to wtedy myslisz o takim wyjsciu jak targnąć się na swoje życie.Czy ucieczka???niech kazdy sobie sam odpowie.Ja uważam że na ch...j w tym syfie się babrać.byłem silny psychicznie,wzorem do naśladowań ,zamozny z perspektywami.system zgnoił człowieka.Dzięki Bogu powstałem na nogi-nie wiem jak to zrobiłem ale udało się.specjalisci mówią,że po takim upodleniu,syfie życiowym pechu u człoweika następuje całkowite zmiany na dobre rzecz jasna ale w d*pę dostałem,i już wiem kto przyjacielem a kto pisiorem jest dla mnie.bajo
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: Samobójcy

A ja z innej beczki bo padło pytanie jak zapobiegać. Kilka dni temu dzwoni do mnie bardzo dobry kolega z różnymi problemami natury psychicznej. Człowiek cieply, misiowaty, bardzo sympatyczny, na swój sposób pozytywny dziwak. "Wiesz jestem na oddziale..." . Jak się okazało po kolejnej nieudanej próbie samobójczej. Miał chłop tyle świadomości, że zdjął się sam z paska i poszedł do szpitala. A w szpitalu dostał na dzień dobry leki bardzo uzależniają ce i poprawiające nastrój jak nic innego. Po czym lekarz orzekl: brak objawow depresji, zdrowy, wypisać. Brał te leki kilka dni i po kilku dniach go wypisali. Byłam tam w odwiedzinach, ponure miejsce żywcem wyjęte z horrorów typu Hostel. Lekarza ponoć widział dwa razy a psychologa niet. A prosił.
I tu właśnie cała istota sprawy. Nawet jeśli juz się znajdzie kogoś kto ma problem to takim ludziom się "pomaga" właśnie w taki sposób. Teraz tylko czekać aż za którymś razem nie zadzwoni on tylko matka z informacja, ze mu się za którymś razem udało. Tfu...
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 1

Re: Samobójcy

Poparłem Twój komentarz. I choć powodów Twojego spostrzeżenia jest wiele, to nie będę rozpisywał się. Jedno jest jasne, nikomu nie zależy by pomóc ludziom w sytuacjach podbramkowych. Przypadek jaki opisujesz, taki właśnie jest. I o zgrozo, właśnie w szpitalach psychiatrycznych po prostu olewają ludzi z tymi problemami. Więc jeśli nawet ci, którzy mając odpowiednie kwalifikacje mają to w głębokim poważaniu, to ja pytam: Do kogo, w takim razie, zrówcić się o pomoc?
Ogólnie rzecz ujmując, jako społeczeństwo, gdzieś zatraciliśmy wrażliwość na drugiego człowieka, i to nie tylko w takich sytuacjach.
Bardzo nam, jako ludziom, brakuje tzw.dobrych oczu by dobrze i ze współczuciem spojrzeć na problemy innych. Ja może to wyogólniam, ale to prawda. W tym wyogólnieniu pomijam ludzi o przepięknym wnętrzu, bo trudno jest wrzucać wszystkich do jednego wora. Im więcej zainteresowania ludzkimi problemami, tym więcej przyjaźni. Zresztą, wiele by o tym mówić. Ci, którzy maja takie dobre oczy, niech pielęgnują w sobie człowieka dobrego, bo wiele dobra mogą z siebie dać. Może zbyt pięknie wygląda to o czym piszę, ale zawsze warto o tym mówić, bo takie jest moje nastawienie do człowieka, nawet jeśli inni mogą mnie wyśmiać i nazwać mnie jakimś naiwniakiem.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: Samobójcy

popieram autora ost.postu.sam obracałem się z głównianym zapatrzonym,egoistycznym otoczeniu kolegów karierowiczów.dzięki rozmowy,pomocy i podejscia garstki osób (trzech dokłładnie).to bym w poprzedni poniedziałek już bym nie żył.minęło dopiero kilka dni, staram sie pozytywnie mysleć,spostrzegać na życie z innej strony,wiem że tym co chciałem zrobić skrzywdził bym osoby które mnie kochają.mam nadzieje że podniosę się.
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: Samobójcy

Myślę, że samobójcom nie zależy na tym, żeby stracić życie. Zależy im, aby przerwać te męki, które przeżywają. Niestety prawda jest inna.
Człowiek, który odchodzi z naszego świata, pozostawia swoim bliskim wiele nie pozałatwianych spraw życiowych, formalności...Nie mówiąc o tym jaki sprawiają ból, żałobę, wstyd.
Nie do końca zgodzą się z tym, że nikomu nie zależy aby takiemu człowiekowi pomóc.
Prawda jest często taka, że osoby pragnące odebrać sobie życie nie zawsze wie gdzie ma zgłosić się o pomoc, twierdzi że i tak nikt i nic mu nie pomoże, bo problemy które go gnębią są tak wielkie, że nie ma praktycznego rozwiązania na nie.
Często bywa też tak, że przyszli samobójcy boją się, że jeżeli powiedzą komuś o swoich problemach, to zostanie odrzucony ze swego środowiska, wyśmiany albo będą minimalizować jego problemy---one nie znikną, a smutek i żal zwiększy się...
Nie wszyscy mają do kogo zwrócić się o pomoc, o rozmowę---to prawda.
Trzeba jednak wykazać się pewną odwagą, żeby poprosić o pomoc bliskich, zadzwonić na telefon zaufania, wyjść do ludzi, zagadać kogoś.
Trzeba wykazać się wielką odwagą żeby żyć i stawiać czoło problemom.
Jednak, gdy już uda nam się chociaż w części je zminimalizować,
możemy być z siebie dumni.
Życie wielu z nas nie zawsze jest usłane różami...każdy dźwiga własny krzyż i tylko od nas zależy, czy znajdzie się ktoś, kto ten krzyż pomoże nam nieść.
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: Samobójcy

Ww--a Tobie życzę z całego serca, abyś dał radę stawić czoło przeciwnościom losu...to super, że w ostatnich chwilach oprzytomniałeś i pomyślałeś o bliskich Ci osobach...Dzięki tym trzem osobom, które pomogły Ci podnieść się--wykazałeś się odwagą i masz siły by walczyć.
Twoi bliscy liczą na Ciebie, nie zawiedź ich:-)
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: Samobójcy

Graszka ma sporo racji. I posluze sie tu swoim przykladem. Bardzo czesto ostatnio jedne o czym marze to by moje nedzne zycie sie skonczylo. I jak to zostalo juz napisane nie chodzi o to ze nie lubie zycia tylko wlasnie przychodzi taki czas ze problemy staja sie tak ogromne ze taka droga wydaje sie jedyna by sobie ulzyc. Wtedy juz nie mysli sie w ten sposob czy aby taki wybor nie sprawi problemow innym. Liczy sie tylko to co czuje ja i nic wiecej. Dla osoby z boku czesto te problemy wydaja sie zwyklymi codziennymi i w cale niegorszymi niz problemy reszty spoleczenstwa a mi nie pozwalaja juz funkcjonowac. Co jeszcze mnie trzyma? Pozostalosci nadziei. Nadziei na to ze moze jednak od jutra bedzie lepiej, ze moze jednak ktos wyslucha mnie i sprawi ze poczuje sie choc troche lepiej by przetrwac kolejny dzien. Resztkami sil mysle sobie a co jesli dzisiaj to zrobie a jutro los przewidzial dla mnie jakas zmiane. Wtedy sie nie przekonam. Nie uwazam tez do konca ze samobojstwo jest tchorzostwem. Trzeba bardzo wiele odwagi by to zrobic. Bo co jesli sie nie uda? Jak zyc z tym wstydem?
Co z proszeniem o pomoc? Ja probowalam.. Ale tu jedna rozmowa nie pomoze a ile mozna komus mowic w kolko o jednym i tym samym? Szczesliwych ludzi w koncu sluchanie tego nudzi, rodzina uwaza ze to wyolbrzymianie. Psycholog? Bylam kilka razy az w koncu przestawalam mowic wszystko i udawalam ze jest juz dobrze. Dlaczego? Bo bylo mi wstyd tego ze probuje rozwiazac swoj problem a mimo to nadal brne w to dalej. W tym konkretnym przypatku chodzi o milosc. Ja kochalam, bardzo, on niby tez ale klamal, pil. Jak pil, choc pozniej to i nawet bez tego, to wyzywal ponizal obrazal potrafil uderzyc zdradzac a co ja robilam? Wyrzucalam go z domu po czym jeszcze sie martwilam czy mu nie zimno bo bluzy nie wzial. Mijal tydzien czasem dwa i wybaczalam. Wiec ile razy mozna gadac psychologowi ze sama sobie funduje ten problem? Oczywiscie do tego dochodzily inne problemy typu finanse rodzina. Zawsze bylam silna ale przyszedl czas ze problemy mnie przerosly i nie potrafie z nich wybrnac. Nie pamietam kiedy bylam szczesliwa kiedy sie smialam a i nawet muzyki nie potrafie slucha bo jak kiedys zawsze mi poprawiala humor tak teraz mnie przygnebia.

Latwo jest wypowiadac sie komus teoretycznie ale nie zycze nikomu by kiedykolwiek w takiej sytuacji sie znalazl.
Ja jeszcze walcze, czy mi sie uda tego nie wiem. Dzis wlasnie taki wieczor mialam. Znow bylo bardzo zle. Tym razem moja uwage odwrocilo pisanie tutaj. Oby i jutro znalazlo sie cos lub ktos..
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: Samobójcy

Wielkim problemem u Ciebie jest chyba chwiejna sytuacja między Tobą a partnerem. Nie chcesz z nim być, a z drugiej strony boisz się że zostaniesz sama, a także wydaję Ci się, że z nim jest Ci źle, a bez niego jeszcze gorzej...
Pamiętaj, że jeżeli ktoś, kto jest bliski Twemu sercu, nie szanuje Cię, wręcz poniża, sprawia, że Twoja samoocena spada do parteru...
Jesteś od niego uzależniona, nie nazwałabym tego miłością, ponieważ poważny związek nie polega na tym, by być czyjąś własnością. On obieceuje ze się zmieni, Ty dajesz mu kolejną szansę, a na koniec końców i tak przez jego poczynania lądujesz w bagnie...Taka osoba nie jest warta Ciebie, Twojej uwagi, a tym bardziej łez!
Musisz to przerwać, dla swojego dobra. Nie martw się o niego, on sobie doskonale poradzi bez Ciebie.
Spróbuj wyjść do ludzi, nie zamykaj się w sobie...
Życie staje przed Tobą z otwartymi ramionami, korzystaj z jego dobrodziejstw, a tego faceta olej...on nie jest dla Ciebie, jest pełno fajniejszych mężczyzn wokół.

Na początku b
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: Samobójcy

Na początku będzie Ci się wydawać, że jest ciężko, a nawet ciężej niż było,potem będzie tylko lepiej. Powodzenia:)
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: Samobójcy

Graszko, masz rację, że powinna zostawić tego faceta, ale sama z autopsji wiem, jakie to ciężkie, gdy się kocha.
Ale trzeba sobie zadać pytanie, za co się kocha, co ta druga osoba robi dla nas, czy tylko po alkoholu jest agresywna?
Wiem z własnego doświadczenia, bo trwałam w związku bez przyszłości, ale miałam dwoje dzieci i myślałam, że sobie nie dam rady.
Pił, bił, wyzywał, a w chwilach trzeźwości, deklarował miłość i prosił o wybaczenie.
Ileż razy podejmował leczenie odwykowe, a ja dostawałam nadzieję na wyrost.
Dzisiaj, nie wiem, dlaczego trwałam w takim koszmarze.
Gdy odważyłam się na zerwanie tego związku, mój partner i tak, mieszkał w moim mieszkaniu, bo był w nim zameldowany.
Tylko, że wtedy już nie bałam się go, to ja byłam górą, bo był ode mnie zależny.
Jego śmierć uwolniła mnie od niego, ale do dzisiaj czuję żal, że zbyt długo nie widziałam siebie i dzieci, wpatrzona w swoją "miłość"
Teraz wiem, że najważniejszą osobą dla siebie, jestem ja sama.
Dzieci zakładają rodziny, mają własne problemy, partner może odejść, zdradzić.
Każdy ma swoje życie, a ja mam siebie i nie zmierzam nigdzie odchodzić.
SAMOBÓJSTWO, to ważny temat, bo dotyczy coraz szerszej rzeszy ludzi.
Młodzi popełniają je, bo zawiodła miłość.
Bankructwo też bywa impulsem do takiego czynu.
Kłopoty finansowe, eksmisja, choroba nieuleczalna, to tylko niektóre powody, a przecież nie żyjemy na pustyni, mamy obok siebie ludzi, wśród których należy szukać pomocy.
Jestem singlem od wielu, wielu lat i wcale nie jest mi źle, a gdy widzę, co się dzieje wokół, to myślę, że jest mi bardzo dobrze.
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: Samobójcy

Emerytko, sama widzisz, ile lat zmarnowałaś będąc w toksycznym związku.
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: Samobójcy

Widzę, widzę i do dzisiaj nie wiem, co ja w nim widziałam i za co kochałam.
Ale musiało upłynąć wiele lat, abym doszła do takiego wniosku.
Pewnie zafascynowało mnie opakowanie i było mi obojętne, co będzie w środku.
Najważniejsze, że zatargałam "paczkę" na chatę i długo nie rozpakowywałam, ciesząc się, że ją mam.
Czułe słówka, powodowały zaćmienie mojego umysłu, które on skrzętnie wykorzystywał.
Ważniejsze są czyny niż słowa, ale do tego trzeba dorosnąć.
Moje dorastanie trwało długo, ale dało efekty.
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: Samobójcy

Emerytko, co Cię nie zniszczyło-to Cię wzmocniło...
Gdyby człowiek miał kiedyś ten sam rozum co teraz, ale to niemożliwe juz:-/
Dobrze, gdyby Przeczytała twój post forumowiczka o nicku Obojętna
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: Samobójcy

Emerytka51....czasu nie cofniesz ale mądrą decyzję podjęłaś i cieszę się,że jesteś szczęśliwa...dużo dobrych dni Tobie życzę:)
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: Samobójcy

nie czekaj na wiatr zmian bo ty jestes wiatrem...
jesli szukasz milosci to znajdz te do samej siebie...
NIC nie pochodzi z zewnatrz a WSZYSTKO jest w tobie...

Tresujac psa musimy uwazac czego go uczymy.
Trudno pozniej wymagac od niego innych zachowan...
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: Samobójcy

Obojętna,alkohol to jego problem,a pozostałe z tego wynikają.Zauważ że wszystko prowadzi do tego żeby mógł się napić,właśnie chyba dlatego że wie że go kochasz i że nie poniesie trwałych konsekwencji.Strasznie samolubny gość.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 2

Re: Samobójcy

Art. No tak nie do konca zgodze sie z tym, co mowisz. Bo co innego produkt, a co innego uzzaleznienie sie od niego. Moze sie myle, ale to jest tak jakby powiedziec, ze samochod albo noz spwodowal tragedie. A przeciez kazdy produkt do czegos sluzy. Potwierdz lub zaprzecz - wina tkwi w czlowieku. Czlowieka decyzje - oczywiscie te niekorzystne - wprawiaja w ruch machine nieszczesc. Jesli wszelkimi naszymi wysilkami jej nie powstrzymamy, to nie mozemy liczyc na sukces. Jest takie powiedzonko ,wlacz myslenie' - jestesmy nim obdarzeni, jednak nie wszyscy, a juz na pewno nie zawsze z niego korzystamy. A wynikiem tego sa tragedie wlasne oraz tych, ktorzy zyja obok nas. Trudno zatem dziwic sie tym, ktorzy bedac slabszymi psychicznie, w pewnym momencie traca nadzieje na lepsze dni. Ten co przez swoj nalug i glupote sprawia taki bol, nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji swych czynow. Najwiecej pomocy i wysluchania potrzebuja ofiary i do nich trzeba wyciagnac pomocna dlon. Sprawca mozna zajac sie potem, by i jego wyciagnac by zauwazyl i zrozumial do czego doprowadzilo go uzaleznienie. Moze uruchomi myslenie i poruszy sumienie - miejmy nadzieje.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: Samobójcy

Graszka tak chodziło mi oczywiście o alkoholizm,bo to jest problem a nie alkohol sam w sobie.
Tekwar,myślę że sprawcą nie można zając się potem,bo dopóki on będzie alkoholikiem to zawsze będą koło niego ofiary,chyba że będzie samotny.
A alkoholik zawsze będzie dążył do tego żeby się napić bez wzgledu na cenę jaką musi zapłacić on lub jego rodzina.Najpierw należało by chyba zlikwidować przyczynę(alkoholizm)a potem zająć się resztą.
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: Samobójcy

Jeżeli partner/małżonek jest alkoholikiem, to terapii potrzebuję nie tylko on, ale współmałżonka a nawet dzieci
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: Samobójcy

No wszyscy,ale jak współuzależnionych wyleczysz a później muszą wrócić do alkoholika to to nic nie da.Najpierw trzeba jego.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: Samobójcy

Wszyscy jednym słowem wymagają terapii
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: Samobójcy

Acha. I jeszcze jedno - alkohol to nie jest problem tylko jego, to jest problem, ale nas wszystkich. Zauwaz co wyrazilem.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: Samobójcy

Art miał pewnie na myśli alkoholizm,napisał alkohol,ale miał na myśli uzależnienie..popraw mnie Art jeżeli się mylę
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: Samobójcy

Owszem w tym momencie sytuacja z "partnerem"(choc to za duze slowo) przelala czare goryczy. Ja doskonale zdaje sobie sprawe z sytuacji w jakiej sie znalazlam, z tego ze uzaleznilam sie od wlasnego oprawcy.
Ale to jest takie proste tylko w teorii. Problemem jest to ze nadal kocham bardzo i to ze chyba boje sie byc sama. Za co kocham? Nie wiem.. Kocham chyba wspomnienie po nim. Podobalo mi sie ze byl facetem ktory kiedys wydawal mi sie nieosiagalnym, podobalo mi sie to ze podobalam mu sie taka jaka jestem mimo wielu wad, bardzo podniosl wtedy moja samoocene (do czasu). Milosc jest bardzo slepa. Na prozno szukac w niej logiki. Ten zwiazek powinien sie skonczyc juz ponad rok temu. Przez ponad poltora roku naszego zwiazku prawie wcale nie pracowal, prawie nie opuscil dnia zeby nie napil sie piwa. Malo tego czesto pil za moje. Doszlo do tego ze sama mu kupowalam tylko dlatego by nie poszedl i nie zginal z kolegami ktorzy postawia.
W tym momencie moja samoocena spadla do zera. Zniszczyl mnie psychicznie. Calkowicie. Sprawil ze ja czuje sie winna tego jak ten zwiazek wygladal. Sprawil ze czuje sie nie warta nikogo innego. Na wiele ja mu pozwolilam. Nauczyl sie tego ze on mnie zgnoi a ja i tak przyjme go z otwartymi rekoma.
Mam nie najgorsza prace, mam dobre wyksztalcenie a znizam sie do poziomu patologii jaka on jest.
Kiedys wydawalo mi sie ze moge mu pomoc, ze z moja pomoca wroci na wlasciwa droge w zyciu. Podjelam decyzje ktorej bardzo zaluje choc nie powinnam pewnie tak mowic. Zdecydowalam sie na dziecko z nim, on tego tez bardzo tego chcial. Chcial rodziny (wlasnej nie ma). Bylam naiwna. Teraz synek ma 3 miesiace a ja znow sama siebie oszukuje ze przeciez dziecko musi miec ojca. Tylko ze co to za ojciec? Owszem moze i dzieckiem sie zajmowal ale nigdy nie bedzie dla niego przykladem.
Boj sie bardzo samotnosci, boje sie porzucenia, tego ze zostane sama z dzieckiem. W ostatnim czasie dowiedzialam sie bardzo wiele rzeczy o naszym zwiazku. Zalamalam sie. Nie wiem czy choc polowa tego co mowil,robil bylo prawda. Udawal ze wychodzil do pracy ktorej nie bylo, jezdzil do kolegow ktorzy byli w rzeczywistosci kolezankami, kase bral od bylej dziewczyny. W takich chwilach wpadalam w rozpacz. Chcialam cokolwiek zrobic ze swoim zyciem byle tylko nie myslec. Wyrzucilam go z domu i plakalam jeszcze bardziej bo go nie bylo.
Bardzo bym chciala moc sie od tego uwolnic. Chcialabym znalezc w sobie tyle sily by przetrwac bez niego. Tylko ze sama nie potrafie.
Wycofalam sie z zycia. Stracilam znajomych, nie potrafie utrzymac znajomosci. Nie raz umawialam sie z kolezanka by wyjsc gdzies sie troche oderwac od tego a w ostatniej chwili odwolywalam bo nie mialam sily wyjsc z domu. Teraz nawet wyjscie z dzieckiem to dla mnie ogromny wysilek i mobilizacja. Niestety nie dziala na mnie chyba ta matczyna milosc ktora powinna dac mi sile do zycia. Moze jestem zla matka. Czasem jeszcze sie lapie na tym ze jakby czekam na to kiedy sie to skonczy, jak gdybym miala tylko dziecko pod opieka i po chwili uswiadamiam sobie ze to sie juz nie zmieni, ze moje dawne zycie juz nie wroci.
Wiem ze moim problemem nie jest sam zwiazek. Moje problemy ciagna sie juz z lat dzieciecych. Pewnie bylabym sporym wyzwaniem dla psychologa.

Takie historie jak Emerytki daja mi mala iskierke nadziei ze z tego da sie uwolnic. Kazdego dnia w glebi ducha czekam na to ze spotkam kogos na swojej drodze kto bedzie dla mnie takim wsparciem bym z tego wyszla. I nie mam tu na mysli zwiazku kolejnego tylko poprostu bratniej duszy. Osoby ktora zajmie mi czas w najgorszych chwilach bym nie musiala o tym myslec, takiej ktora wyslucha 10 raz tego samego.

A co do pomocy takim osobom to czesto bardzo ciezko to dostrzec. Ja do perfekcji nauczylam sie grac, udawac przed wszystkimi ze jest dobrze.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: Samobójcy

(troche zagmatwanie to napisalam ale to przez to ze zbyt wiele mysli chodzi mi po glowie i jakos nie potrafie ich zlozyc w calosc. Mam nadzieje ze nie czyta sie tego zle)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: Samobójcy

Przeczytałam bardzo uważnie, co napisałaś.
Nie Ty pierwsza jesteś w takiej sytuacji i na pewno nie ostatnia.
Wiele kobiet kocha zbyt mocno i nie wie, dlaczego.
Nie znają swojej wartości, bo partner daje im odczuć, że nie są zbyt wiele warte, mówiąc, że gdyby nie on, to nikt by nawet na nie nie spojrzał.
Dziecko jest najważniejsze i to dla niego, powinnaś się rozstać z partnerem, aby nie miało złego przykładu i spapranego dzieciństwa.
Z jednym dzieckiem, dasz sobie doskonale radę, nie bój się przyszłości.
Myślę, że teraz jesteś na urlopie macierzyńskim, więc masz dużo czasu.
Wychodź z dzieckiem na spacery, poznawaj inne matki, może wśród nich, znajdziesz przyjazną duszę.
Życzę Ci z całego serca, abyś zdobyła się na odwagę i zawalczyła o szczęście swoje i swojej pociechy:)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: Samobójcy

Obojętna, to co piszę Emerytka, jest bardzo ważne. Tak naprawdę i ja nie umiałabym ubrać tego lepiej w słowa.
Często tak jest, że gdy nasi znajomi, którzy wydawali się nam bliscy, gdy dowiadują się o tego typu problemach, odsuwają się i nie chcą mieć z naszymi problemami nic wspólnego. Ludzie boją się, mam wrażenie że traktują czyjeś kłopoty jak ciężką chorobę zakaźną.
Obojętna, jeżeli będziesz chciała podpisać choćby o dzieciach, to pisz na priv, albo grazkalen@wp.pl mam dziecko miesiąc starsze od twojego:-)))
Myślę że jesteś silna, tylko brakuje Ci motywacji do tego by działać.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: Samobójcy

Nie frapuj sie tym, czy cos jest zagmatwane. Ty i wiele innych bedacych w takiej sytuacji, na pewno nie ulozy historii w sposob chronologiczny, bo nie oto chodzi. Dla Ciebie, teraz, wazne jest by patrzec w przyszlosc. O tym mysl - wiem ze latwo powiedziec, a trudniej zrobic. Z tego, co piszesz, mozna smialo powiedziec, ze jestes bardzo silna, mimo iz sama temu zaprzeczasz. Nie dziwie sie, bardzo czesto tak jest, ze w chwilach tragicznych nie zauwazasz swojej sily, ktora w Tobie tkwi. Emerytka, jak zauwazylas, jest osoba doswaidczona przezzycie. Korzystaj z tych doswiadczen. Bierz garsciami rady bo to one dadza ci bodzca i wsparcia. Dla mnie historie takich kobiet jak Ty, to wskazowki na to, jak bardzo nalezy byc ostroznym w podejmowaniu zyciowych decyzji. Nie powstrzymuj sie, szukajac wytlumaczen, idz na spacer, znajdz ludzi przyjaznych, bo tacy sa, kontaktuj sie ze swiatem zewnetrznym. Sama zobaczysz jak odzyjesz, ile radosci do ciebie powroci. Masz w sobie moc, o ktorej jeszcze moze nie wiesz. Prawda jest, ze wszystko sama musisz wypracowac, ale nie zapominaj, ze twoja praca nie pojdzie na marne, bo masz dla kogo to zrobic i dla samej siebie tez. Trudne to zadanie, ale mozliwe do wykonania. Nie daj sie , badz soba. Twoje dziecko, kiedy zrozumie, w pryszlosci to doceni i podziekuje ci za Twoj trud. Och, wspolczuje Ci, ale glowa do gory, jutro bedzie lepiej. Pozdrawiam cie bardzo serdecznie i trzymam kciuki by Twoje zycie uleglo zmianie. Jak sama napisalas, latwe w teorii, trudniej cos zrobic. Zycie nas nie rozpieszcza.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: Samobójcy

"Czasem jeszcze sie lapie na tym ze jakby czekam na to kiedy sie to skonczy, jak gdybym miala tylko dziecko pod opieka i po chwili uswiadamiam sobie ze to sie juz nie zmieni, ze moje dawne zycie juz nie wroci."
Wrócić nie wróci,ale przyszłe przyszłe życie od Twoich dzisiejszych decyzji.Wiem że ciężko jest rzucić kogoś kogo się kocha,tylko zadaj sobie też pytanie czy on Cię kocha,czy może kocha Cię wykorzystywać do realizacji swojego celu.Jeżeli tkwisz w takiej sytuacji,to jak ma Ci się podnieść samoocena?No i w ogóle przemyśl może czy to jeszcze jest związek,bo słabo to wygląda.Też kiedyś ślepo w takim czymś tkwiłem,wiedząc że to fikcja,z dzisiejszej perspektywy(jestem od 5 lat sam)wiem że to był błąd,ale absolutnie bym do tego nie wrócił,dlatego że owszem,początek po rozstaniu był ciężki,czasami nawet bardzo,w ogóle to było jak szok.Mi też nie chciało wychodzić się z domu,najlepiej było by się zamknąć i myśleć gdzie popełniłem błąd.Myślałem że nie dam rady.Też miałem ze sobą dzieciaka,starszego niż Twój i czy chciałem czy nie,musiałem sie przemóc bo przecież trzeba było szkołe załatwić,lekarza,ugotować obiad,pójść na podwórko itd,często też pomagali ludzie od których pomocy się wcześniej w ogóle nie spodziewałem.Znajomych znajdziesz tak samo jak znalazłaś poprzednich.Wiem że to jest ciężko,ale nikt nie ma prawa Cię nie szanować,a jeżeli próbuje to kopnij go w d...e
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: Samobójcy

Tak Art:) tylko problem tkwi w tym, że partner Obojętnej, doprowadził ją do takiego stanu załamania, że nie do końca wierzy, że może być jej lepiej samej.
Obojętna, pomyśl o swoim maleństwie. Jeżeli będzie się wychowywać z takim ojcem, to jest wysokie ryzyko, że będzie miało syndrom DDA.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: Samobójcy

Terapia dla współuzależnionych, w tym grupowa, w poradni odwykowej może Ci.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: Samobójcy

> Jak temu zapobiegać tzn. nie tyle uniemożliwiać, gdy za późno, ale zauważać sygnały u ludzi, ich problemy, złożoność tego zjawiska.

Ludziom takim brakuje poczucia bycia potrzebnym. Nie zdają sobie sprawy, jak znacznie ciężej mają inni. Niech idzie taki jeden z drugim do hospicjum, albo nawet mniej, po prostu znajdzie potrzebującego starszego, schorowanego człowieka, i jemu pomaga.
Poza tym dlaczego zapobiegać? Samobójstwo to faktycznie koszty społeczne, ale wydawanie pieniędzy w tym radosnym kraju to zupełnie inny temat :)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: Samobójcy

Tez cos jest w tym, co piszesz. Chcialbym tylko podrzucic taka mysl: mianowicie, problemy takie i inne, z ktorymi ludzie sie borykaja, to problemy konkretnej osoby. Dla kogos moze blache bo ktos ma powazniejsze, dla innego nieistotne, dla pokrzywdzonego jedyny w swoim rodzaju. Mysle, ze nie chodzi tu o porownywanie. To sprawa znaczniej zlozona, indywidualna, jedyna. Uwazam, ze z tej perspektywy nalezaloby to rozwazac. Chodzi o czlowieka, slabego czlowieka, ktory z nawarstwionych powodow, stracil widoki na przyszlosc. Moze tak tez nalezaloby na to spojrzec?
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: Samobójcy

Każdy ma prawo do szczęścia, więc zacznij walczyć o nie.
Nie bądź OBOJETNA, na swój los, bo odpowiadasz też, za szczęśliwe dzieciństwo swojego dzieciaczka.
Gdybym Ci napisała, co przeszłam w swoim życiu, to poczułabyś się szczęśliwa, pomimo tego co Ciebie spotkało.
Ja sparzyłam się dwa razy.
Z małżonkiem, który był nieodpowiedzialnym facetem, a później z partnerem, który w zachowaniu, był bratem bliźniakiem tego pierwszego, czyli ślubnergo.
Z mężem miałam trzech synów, gdy zostałam wdową, myślałam, że nikt mnie nie zechce, dlatego jaka ja byłam szczęśliwa, gdy spotkałam mężczyznę, który zechciał mnie z moim "dobytkiem"
Początki były cudowne, dopóki w Stoczni nie spotkał takich, co to z butelką wzięli ślub.
Jednak znosiłam wszystko, bo dzieci kochały go jak ojca, którym dla nich był.
Miał jeden wielki plus, kochał moich synów i nigdy nie zrobił im krzywdy w sensie fizycznym.
Miałam z nim dwójke dzieci, których nigdy nie wyróżniał, wszystkie traktował jednakowo.
Zmarł, gdy najmłodsza moja pociecha nie miała jeszcze trzech lat, a nastepne dziecko miało pięć, najstarszy miał dwanaście lat.
Więc uwierz mi, że miałam gorzej od Ciebie, ale dzisiaj wspominam te czasy z rozrzewnieniem, bo wtedy, chciało mi się walczyc o wszystko,
a były to ciężkie czasy. Jestem sama od 1987 roku i od tamtej pory, nie szukałam sobie nikogo, bo moje dzieci były dla mnie najważniejsze.
Pracowałam fizycznie, musiałam młodsze dzieci zawieźć do przedszkola, starsze do zerówki i zdążyć do pracy.
Dzieci praktycznie chowały się same, bo ja wiecznie gdzieś chodziłam "dorobić" sprzątaniem u ludzi, od których miałam pomoc materialną, bo byli to ludzie zamożni.
Chciałam, aby moje dzieci nie były gorsze od innych.
Dzisiaj mam w nich wsparcie, mogę zawsze liczyć na moje dzieci, a synowe też trafiły mi się wspaniałe, o dobrych sercach.
Chce mi się żyć, chociaż fizycznie niedomagam, ale gdy patrzę na ludzi, którzy jeżdżą na wózkach, lub są po amputacji kończyn, to czuję się szczęsciarą, która wygrała kumulację szczęścia, nie grając w żadne gry.
Wierzę w Ciebie, że dasz radę, tylko daj sobie szansę:)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: Samobójcy

Emerytko,jestem pełna podziwu dla Ciebie...
Szkoda że masz za sobą dwa nieudane związki. Jednak musiałaś podołać wszystkiemu i dałaś radę.Wielki szacunek! Dużo zdrowia teraz życzę i zasłużonego odpoczynku:-)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: Samobójcy

@obojetna - Twoja historia jest prawie wypisz wymaluj, jak moja. Z tym, że mój mąż nie był alkoholikiem, inny powód, ale o tym nie będę tu się rozpisywała. Ty piszesz, że rok temu już powinnaś odejść, ja tkwiłam w tym 3 lata (ogólnie małżeństwo trwało znacznie dłużej, ale mówię tu o "ciężkiej" sytuacji). Nie umiałam znaleźć w sobie siły, aby odejść. Próbowałam, nie umiałam. Było dokładnie, jak u Ciebie, ja martwiłam się, jak on da sobie radę, jak mnie nie będzie. On nie martwił się ani o mnie, ani o dziecko. Byłam winna za zło całego świata. W końcu w to uwierzyłam. Jednak przelała się czara goryczy. Podjęłam decyzję i odeszłam. Było to 3 lata temu. Oczywiście bałam się, jak dam sobie radę sama z dzieckiem itd. Daję radę. Pierwszy rok zamknęłam się w czterech ścianach, oczywiście chodziłam do pracy, zajmowałam się dzieckiem, ale nie wychodziłam nigdzie dla rozrywki, nie spotykałam się ze znajomymi, których w większości straciłam. Potem coś się zmieniło, otworzyłam się, zaczęłam wychodzić z domu. Teraz mam wielu znajomych (również z tego forum). Kolega mi powiedział, że nie zna drugiej osoby, która by się zmieniła, tak, jak ja. Zarówno z zachowania, jak i wyglądu. Na to potrzeba czasu i chęci.
Nie jest tak różowo, ten związek nadal odbija się na mojej psychice, nadal staram się nad tym pracować i całe szczęście znaleźli się ludzie, którzy chcą mi w tym pomóc. Przyznaję nie zawsze umiem to docenić, nie zawsze chcę. Czasami lepiej i bezpieczniej wydaje mi się zamknąć z powrotem w swojej skorupie. Wiem, że niektóre z tych osób pewnie to przeczytają, więc tu chciałabym napisać im "dziękuję :-)".
Myślę, że nie zrozumie tego ktoś, kto przez to nie przeszedł, ale ja Ciebie rozumiem doskonale. I wiem, że można. Daję sobie radę lepiej niż myślałam. I zrobiłam to właśnie przede wszystkim dla dziecka, chociaż dla siebie też. I naprawdę nie żałuję.
Życzę powodzenia i trzymam kciuki.
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 2

Re: Samobójcy

Kobiety, wbrew temu co czasem same myślą albo inni usiłują im wmówić, są bardzo silne:)...Majka i Emerytka są tego ewidentnym przykładem,szacunek dla Was i motywacja dla innych kobiet stojących na rozdrożu.
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: Samobójcy

Oj Majeczko przeszłaś trochę w życiu.Te wydarzenia wzmocniły Cię psychicznie,jesteś otwartą kobietą.Dla Ciebie również wielki szacunek,niech się spełnią Twoje marzenia:-)
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: Samobójcy

dzięki dziewczyny.
@Graszka - przeszłam bardzo dużo, o wiele więcej niż tu opisałam. Tak naprawdę po odejściu mój koszmar dopiero się zaczął, ale i to przezwyciężyłam. Szczerze, nigdy nie przypuszczałam, że będę miała w sobie tyle siły.
Niemniej jednak odbija się to na psychice bardzo i cały czas się z tego "leczę". Jak powiedziałam mam dobre dusze koło siebie i dużo to daje, czasami się sama dziwię, że nie mają mnie dość...
A w spełnienie marzeń niestety już nie wierzę... ale może i tego się nauczę
popieram tę opinię 4 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: Samobójcy

Majka,dobra duszyczka to z Ciebie jest!! Jesteś Wielka!!!
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: Samobójcy

Ale już wiem czemu jesteś pesymistką. Dużo miłości od jakiegoś miłego faceta byłaby wskazana.Tego Ci życzę
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: Samobójcy

Majka i Emerytka....jestem pełna podziwu i bardzo szanuję kobiety,które znajdują w sobie tyle sił żeby zawalczyć o swoje szczęście i swoich dzieci.
Jeszcze raz szacun dla Was kobiety:)
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: Samobójcy

Jeszcze raz dzięki dziewczyny.
@Graszka - wcale nie jestem wielka. Zawalczyłam o szczęście dziecka i swój spokój. Krzywda fizyczna dziecku się nie działa, ale dorastanie w takiej rodzinie może wyrządzić krzywdę. Teraz ma kontakt z tatą i jest dobrze. Dziecko jest szczęśliwe.
Bardzo trudno uzewnętrznić się, gdy znasz sporo ludzi osobiście, chociażby w takim małym kawałku, jak ja to zrobiłam. Ale jeżeli miałoby to pomóc komuś, chociaż minimalnie, to warto...
A pesymizm faktycznie nabyty, kiedyś byłam optymistką....
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: Samobójcy

Majka,oczywiście że warto rozmawiać...człowiek nie może trzymać problemów głęboko w sobie,ponieważ one nawarstwiają się i pewnego dnia człowiek wybucha,uzewnętrznia cały swój ból w postaci np autoagresji
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: Samobójcy

Tak naprawdę to Tylko Ty i Emerytka możecie pomóc tej dziewczynie:)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: Samobójcy

Anna Przybylska zmarła:-(
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: Samobójcy

Właśnie przeczytałam.....jaka straszna szkoda:((((...młoda kobieta,troje dzieci...koszmar:(((
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: Samobójcy

Szok, to nam uświadamia, jak wiele osób pragnie żyć--a traci to życie, podczas gdy inni je sobie odbierają
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: Samobójcy

Ta aktorka? Przecież ona młoda była,,.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: Samobójcy

Majka, tylko pamiętaj! Wybierz tego, który kupi Ci gustowne gumofilce:-))))))
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: Samobójcy

Art, młodzi też umierają, niestety.
Pan Bóg nie chce mieć geriatrii w Niebie.
Kto by się zajmował tymi stulatkami i kalekami, gdyby tam sami tacy trafiali.
Myślę, że Ania Przybylska patrzy teraz z góry, na ten nasz pokręcony świat internetu i nie może wyjść z szoku, ile w ludziach mieści się podłości.
Nawet śmierci nie uszanują, niektórzy wypisują takie teksty, że wstyd je nawet czytać.
Może zostanie pochowana na oksywskim cmentarzu, bo tu leżą Jej krewni.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 1

Re: Samobójcy

Pytałem,bo nie wiedziałem że chorowała,dlatego to mnie zaskoczyło.
No chyba że tu,przecież ona z Gdyni jest.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: Samobójcy

@emerytka51
i właśnie w takich chwilach zastanawiam się często dlaczego odchodzą dobrzy ludzie a jakieś szumowiny i zwyrodnialcy korzystają z życia ;(
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: Samobójcy

Kosmitko, też tak kiedyś myślałam, że szumowiny żyją, a dobrzy odchodzą, ale teraz już wiem, że tak nie jest.
"Szumowiny" jak ich nazywasz, umierają częściej niż dobrzy ludzie, tylko po nich nikt nie płacze, najczęściej chowa ich Opieka i rzadko za trumną idzie kondukt pogrzebowy.
Oni są jak bracia , jeden do drugiego podobny jak groch w strąku, więc my nie zauważamy, że to już następca tego poprzedniego.
Mają stałe miejsca spotkań, ubierają się podobnie, więc ich po prostu nie rozróżniamy.
Wśród tej grupy też jest duża grupa samobójców.
Oni żyją hałaśliwie, a odchodzą w ciszy i nie żegnają ich łzy rozpaczy opuszczonych matek i żon.
Najczęściej rodziny nie wiedzą, że ich krewny lub krewna, odeszli już do wieczności.
Smutne to, bo jednak ktoś ich kiedyś kochał i dla kogoś byli ważni.
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: Samobójcy

nie mówię o takich bardzo skrajnych przypadkach, gdzie są oni objęci opieką społeczną
jest wiele osób w naszym społeczeństwie, z pozoru wyglądaja na porządnych ludzi a de facto to zwykłe gnidy nie jednokrotnie urządzający np piekło swojej rodzinie
mam nadzieję że złapiesz o co mi chodzi
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: Samobójcy

Chodzi Ci o takich domowych tyranów, taki co dziurki nie zrobi, a całe życie wyssie z drugiej osoby, wcale nie musi bić, aby na duszy siniaki zostawiać.
Psychicznie potrafią doprowadzić najbliższą osobę "nad przepaść" i popchnąć, aby spadła jak najniżej.
Robią wszystko w przysłowiowych "białych rękawiczkach", bo wśród otoczenia uchodzą za wzór cnót i oddania rodzinie.
popieram tę opinię 1 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: Samobójcy

no coś w ten deseń, ale jest wielu złych ludzi którzy sobie chodzą po świecie
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: Samobójcy

@Majka, dzielna dziewczyno, doskonale Cię rozumiem ;)
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: Samobójcy

jak to dlaczego? bo życie jest takie właśnie przewrotne.Dziwne,ale prawdziwe-źli ludzie często żyją dłużej "tłuściej" niż dobrzy,a i umierają lekką śmiercią.

Anię Przybylską znałam osobiście,bo chodziłam z nią do szkoły.Bardzo mi smutno,że umarła i do tego w tak okropny sposób.Wiem...każda śmierć jest straszna,jednak lepiej chyba,by człowiek tak nie męczył się strasznie,zanim umrze.....
straszne to ,straszne i mega niesprawiedliwe.
Wczoraj wieczorem ,gdy zerknęłam do internetu,to się zupełnie rozsypałam...
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: Samobójcy

Mam swiadosc tego ze wiele ludzi ma duzo gorzej ode mnie. Sa kalecy niepelnosprawni i tacy co pragna zyc. Moze dlatego tez z calym moim bolem zamykam sie w sobie. Bo wstyd mi mowic o moich problemach ktore na tle innych sa blache. Nie sa nieodwracalne i tylko sa efektem moich decyzji. Ale nie potrafie wyjasnic czemu wciaz w to brne. Poprostu nie potrafie. Dzis znow podjelam decyzje ze wiecej do niego sie nie odezwe a jutro pewnie sama pierwsza napisze i bede jeszcze prosic by chcial przyjechac. Tylko w leb sobie strzelic za taka glupote. Czemu znow tak wyszlo? Bo byl, znow obiecywal. Rozmawialam. Powiedzialam by odszedl, by mnie zostawil bo taki zwiazek nie ma sensu. Mowil.ze nie chce bo kocha. Uparl sie ze wraca do domu a pojechal znow do niej, do bylej. Niby kolezanka tylko i to ktora ma meza. Ale czy oni wszyscy mysla ze my jestesmy takie glupie by w to wierzyc? Czy uwazam ze mnie kocha? Chyba nie. Kocha wygode ktora mial. Kochal mnie wykorzystywac i ranic. I.licze sie z tym ze zaraz posypie sie fala krytyki ale nie dziwie sie. Cierpie na wlasne zyczenie. Tylko ze takich chwil sie boje. Tak mocno mnie to dotyka ze boje sie tego ze to bedzie impuls zrobie cos i mnie nie beddzie. Marze o tym by skonczyc juz karmic piersia bo wtedy wieczory bede mogla dzielic z tabletkami na uspokojenie i nasenne. Czekam tylko na to by moc ogluszyc swoj mozg.
Kazdy kto choc odrobine o moim zyciu i problemach wie (jak wspominalam moje problemy nie koncza sie na nieudanym zwiazku) mowi ze jestem silna. Ze daje sobie rade. Ale ja mam dosyc bycia silna. Os srodka krzycze wrecz by to sie skonczylo. Potrzebuje bardzo kogos by moc z tego wyjsc. Potrzebuje wsparcia. Ale nie potrafie prosic o pomoc.

A nawiazujac do smierci Przybylskiej to wlasnie takie zycie jest niesprawiedliwe. Zabiera osoby ktore pragna zyc a kaze sie meczyc takim jak ja.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: Samobójcy

Obojętna-to może jednak idź do psychiatry i dla swojego dobra zacznij leczenie.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: Samobójcy

Bierze przecież tabletki pisała.Obojętna być może w końcu dojdzie do tego że będziesz na tyle silna i niezależna żeby nie prosić go o powrót i wydaje mi się że wtedy się sytuacja odwróci.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: Samobójcy

"życie jest niesprawiedliwe"... (???)
"zabiera osoby..."?
"kaze zyc"...?

Zycie jest piekne i wymagajace, bezwzgledne w swojej nauce PRZEZYCIA i tego wlasnie doswiadczasz.
Bol, cierpienie... sa czescia zycia. Bez nich nie mozna przejsc do kolejnego etapu... jeszcze bardziej wymagajacego.
To TY jestes odpowiedzialna za swoje zycie i z kazdym, najdrobniejszym wyborem wplywasz na kolejny etap wydarzen.

Brzydko napisalas o tych, ktorzy Twoim zdaniem "maja gorzej". Bardzo brzydko. Niepelnosprawnosc to przejaw sily zycia. Natura walczy klami i pazurami o najmniejsza szanse przetrwania dla kazdego istnienia.
W swoich wpisach obnazasz wlasna niepelnosprawnosc a zycie daje Ci to o co prosisz, wspiera Twoje wybory.
Jedyna osoba, ktora kaze Ci sie "meczyc" jestes Ty sama.

Nie znalam sp. Anny Przybylskiej i nie wiem jaka byla jej wola zycia i poczucie szczescia i napewno obraz jaki buduja "bliscy" i lekarze nie przemawia do mnie i nie zwiedzie.
Smierc jest jak cien, ktory kazdy z nas ma od urodzenia.
Szukac jej i zapraszac ... (???) Czego tu sie bac?
Zycie! Oto jest wyzwanie. Pewnym mozna byc jedynie niepewnosci.

ps

sprawiedliwosc jest pojeciem sztucznym, wymyslonym na potrzeby czlowieka chociaz nie jest i nie moze byc zadna miara rownowagi zachowywanej przez mechanizmy zycia
Sama swiadomosc, ze zycie i smierc nie podlegaja zadnym zasadom wielu daje motywacje i ped do przezycia
popieram tę opinię 3 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: Samobójcy

Obojętna....szkoda mi Ciebie,Twojego dziecka bo ono czuje chociaż tak malutkie i zawsze będzie czuło i widziało jak jesteś nieszczęśliwa.Jesteś teraz w trudnym momencie,masz malutkie dziecko i partnera,który nie jest wsparciem lecz kłopotem.Popatrz na to z tej strony,jaka może być jego miłość skoro w tak trudnym momencie życia on zachowuje się tak nieodpowiedzialnie.Zbierz siły i wyrwij się z tego obłędu dla siebie i swojego maleństwa.Wierzę,że dasz radę.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: Samobójcy

Art, Obojętna napisała że karmi dziecko i marzy o tym żeby skończyć, by móc brać tabletki.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: Samobójcy

Tak,tzn leczenie chyba podjęła.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: Samobójcy

"A nawiazujac do smierci Przybylskiej to wlasnie takie zycie jest niesprawiedliwe. Zabiera osoby ktore pragna zyc a kaze sie meczyc takim jak ja"

Obojętna, Ania Przybylska, choroby sobie nie zamówiła, nie poddała się jej, walczyła z całych sił i przegrała walkę ale Ty, na własne życzenie, fundujesz sobie swój "ból"
Dobrze, że zdajesz sobie sprawę, że nie masz silnej woli, ale dziwię się Tobie, że zamiast cieszyć się, że możesz karmić dziecko, co dla niego jest największym darem, myslisz już o tym, aby jak najszybciej skończyć karmienie, bo potrzebne Ci tabletki.
Jak wyrzucisz z serca Twojego faceta, a zaczniesz prawdziwie kochać swoje dziecko, to tabletki Ci nie bedą potrzebne.
Życzę Ci spokoju i podejmowania dobrych decyzji, które pomogą Ci przetrwać ten psychiczny dołek.
popieram tę opinię 2 nie zgadzam się z tą opinią 1

Re: Samobójcy

Nigdzie nie znalazłam wzmianki o leczeniu.
Obojetna brała tabletki na uspokojenie i nasenne, ale podejrzewam, że nie przepisał ich lekarz , który leczy ze stanów depresyjnych.

A tak odchodząc od tematu, ciekawi mnie, co się dzieje z założycielem wątku.
Ani razu się nie wypowiedział , chociaż zaprosił do dyskusji:)
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: Samobójcy

Emerytka takich tabletek nie dostaje sie w spozywczym. Na poczatku pisalam ze chodzilam i to nie raz do psychologa. By pojsc do psychologa potrzebne jest skierowanie ktore najczesciej jak i w moim przypadku przepisuje psychiatra. Leki bralam i to juz dluzszy czas. Z uwagi na ciaze musialam je przestac brac.
"Jak wyrzucisz z serca Twojego faceta, a zaczniesz prawdziwie kochać swoje dziecko, to tabletki Ci nie bedą potrzebne." - Pisalam tez wczesniej ze sam zwiazek/partner nie jest moim problemem. A wrecz "to" co bylo przed zwiazkiem z nim w jakims stopniu wplynelo na mnie i to w jakim stopniu uzaleznilam sie od niego. Moj problem musze rozwiazac od podstaw bo jaki sens jest tego ze wyrzuce jednego by zwiazac sie z innym ktory tez nie bedzie sie nadawal do budowania relacji tylko dlatego ze bede miala poczucie ze na nikogo lepszego nie zasluguje i musze zwiazac sie z kims bo inaczej zawszze bede sama. Jesli to ma byc sposobem rozwiazania problemow to rodzicow tez mam wyrzucic poprostu z zycia bo w pewnym sensie im zawdzieczam to w jaki sposob teraz mysle?
Moze za rok dwa czy piec bede potrafila na to patrzec w ten sam sposob ale teraz nie potrafie.
A co do karmienia to gdyby zalezalo mi tylko na moim dobru a nie dobru dziecka to karmienie skonczylabym juz dawno. Ale tak ciagle mysle o tym kiedy bede mogla wrocic do tabletek bo wiem ze bez tego zaden psycholog mi nie pomoze. Niestety niektore stany depresji tego wymagaja a po dawnych doswiadczeniach wiem ze efekty tego sa.

Mimo stanu w jakim jestem potrafie sama przed soba przyznac ze w duzej mierze sama jestem sobie winna i nie kryje tego. Wyjsc z tego probowalam nie raz jak widac bez skutku. Wiem jaka droga powinnam pojsc ale brak mi na to sil. Sa dni jak teraz gdy to pisze ze jakos sie trzymam. Ze mam nadzieje na to ze dam rade ale gdy tylko znow znajduje sie w sytuacji mocno stresujacej to jestem jak sparalizowana, po tym jak zrobilam krok w przod robie dwa w tyl.
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Re: Samobójcy

masz dać rade, po prostu
popieram tę opinię 0 nie zgadzam się z tą opinią 0

Inne tematy z forum

Grajdołki (205 odpowiedzi)

A gdyby kiedyś mieć taki strzał, ażeby wąska grupa znawców tematu nie mogła uwierzyć w...

Wiersz o Gdyni (10 odpowiedzi)

Pilnie poszukuję wiersza dotyczącego miasta Gdynia? Jeśli ktoś zna jakiś to bardzo prosze o...

muza na dziś (786 odpowiedzi)

Wrzuć link do YouTube z muzą, która dziś Ci wyjątkowo dobrze się słuchała. A może jakaś nowa...