Re: Wiecie co,
~Manson the Forester
(10 lat temu)
czasem to nawet i ja zaglądam do cywilizacji :-)
Byłem dzisiaj w sądzie. Zostałem wezwany. Jako sumienny obywatel (ekhm) ruszyłem w kierunku Trójwsi bladym świtem, aby swoją osobą nie uchybić powadze sądu poprzez spóźnienie. Wdziałem spodnie z długimi nogawkami i koszulę z długimi rękawami, uczesałem brodę i zacząłem się czuć jak głupek. Nic to. Wyruszyłem. Termin miałem na godzinę 8, a pod sądem byłem już o 7. Po drodze załapałem się na milicyjne dmuchanko, ale bez dalszego ciągu.
Po długiej drodze jak to czasem bywa zapotrzebowałem skorzystać z wc. Pan ochroniarz w wejściu do sądu powiedział mi, że spoko, ale za pół godziny, bo sąd otwierają o 7.30. Ja lekkie zdziwko i mówię, że a) przecież wszedłem więc sąd otwarty, b) toaleta jest sześć kroków od wejścia więc o co kaman? Pan ochroniarz na to, że nie, bo ma procedury. Ja w pierwszej chwili myślałem, że się ze mnie nabija i nawet o to spytałem. Ale nie. No to się wypytałem, co wobec tego mam zrobić, na co pan ochroniarz powiedział, że to już go nie interesuje. No i sytuacja zrobiła się patowa :-)))
Na szczęście dla mnie oraz powagi budynku sądu od strony zaplecza znalazła się pani ochroniarka, co pozwoliła mi wejść do wc, nota bene wcale nie pytając pana ochroniarza, o co mu chodzi. Może miała inne procedury, kto wie.
Szczęśliwy, że jeden problem z głowy, chciałem iść sobie usiąść pod salą rozpraw i poczytać "Wiedźmina". Nie. Bo sąd zamknięty. Zostałem wyproszony na zewnątrz i poproszony, abym coś ze sobą zrobił do tej 7.30, bo dopiero wtedy otworzą ten sąd co już w zasadzie jest technicznie otwarty. Technicznie, bo merytorycznie jeszcze nie.
No więc siadłem sobie na schodach sądu, co to jest technicznie otwarty i poczekałem aż go otworzą merytorycznie.
O dziwo o 7.30 otwarli go merytorycznie.
Państwu ochroniarstwu chyba coś zaczęło nie stykać, albo może ulitowali się nade mną widząc moją głupawo uśmiechniętą gębę i a) wskazali gdzie jest potrzebna mi sala rozpraw, b) wskazali gdzie winda, c) poradzili wystąpić o zwrot kosztów dojazdu na rozprawę. Skonstatowałem, że przez grubą służbistą skórę przebijają się im jednak ludzkie uczucia współczucia :-))
Dalej było normalnie, sąd spóźnił się na rozprawę tylko 15 minut.
Pointa: odwykłem, i chyba się już nie chcę przyzwyczajać na powrót - zamieniacie życzliwość na procedury. Czy Wy to widzicie?
0
0