Zrobieni w LPP (Reserved)
Firma LPP S.A. jest właścicielem pięciu dużych marek odzieżowych: Reseved, House, Mohito, Croopp,Sinsay
To firma o zasięgu międzynarodowym, tak bardzo międzynarodowym, że w pewnym momencie uciekła ze swoimi milionami do raju podatkowego na Cyprze (ale już wróciła)
To dynamicznie ro-zwijająca się firma która prowadzi permanentną rekrutację niemal na wszystkie stanowiska
To firma w której pomorskich magazynach słychać rosyjski akcent
To firma której metki znaleziono wśród ciał pracowników zawalonej fabryki w Bangladeszu
Jakiś czas temu we wszystkich mediach pojawił się filmik a może lepiej powiedzieć apel
ładnej, młodej latynoski o imieniu DeeDee która poszukiwała przystojnego chłopaka z Polski (Votek) którego spotkała na bliżej nie określonym czasowo koncercie.
Miliony internautów dobrej woli (a przede wszystkim dobrego serca) udostępniło ten filmik, apel mignął raz nawet w Teleekspresie.
Internet i telewizja zaangażowały się w romantyczną historię która okazała się być akcją marketingową firmy odzieżowej.
Dziwna to była akcja bo nie opatrzona żadnym logo, żadną informacją lub nawet sugestią o lokowaniu produktu, kompletnie nic, i jeszcze podany adres e-mail do rzekomej dziewczyny.
Ciężko skomentować tą akcję, a na pewno nie nazwałabym jej marketingową.
Jestem z zawodu handlowcem, zatem znam techniki sprzedaży i moim skromnym zdaniem akcja marketingowa powinna mieć na celu wzbudzenie pozytywnych skojarzeń, wzrost sprzedaży, zachęcić do produktu w celu zwiększenia sprzedaży lub świadomości marki,
i naprawdę nie wiem, co trzeba mieć w głowie, by taką akcję oszukiwania swoich potencjalnych klientów mieć czelność przeprowadzić.
Czy to wina ludzi, że zostali oszukani? Że nie ma żadnego Voytka i żadnej miłości nikt nie szuka?
Na pewno nie. To jak wmawianie ofierze zbiorowego gwałtu że była zbyt prowokująca.
Okazali się naiwni? Moim zdaniem też nie, bo akcja była doskonale ukryta.
Ta akcja wyrządziła bardzo duże szkody. Moralne i nieodwracalne.
Zadrwiono z dobroci serca i wykorzystano bezinteresowność tylu ludzi by sprzedać kilka szmat więcej.
Zaufanie wielu potencjalnych klientów zostało stracone i nie trzeba być marketingowcem żeby o tym wiedzieć. Internauci, którzy zaangażowali się w tą akcję już nie uwierzą w ani jedno słowo, ani jeden filmik, ani jedno oświadczenie.
Na nieuczciwej reklamie nie da się zarobić uczciwych pieniędzy i mam nadzieję że ta firma będzie miała okazję boleśnie się o tym przekonać.
Od razu przypomniała mi się akcja anty pedofilska w sieci której mottem było "Cześć Aniu, tu Wojtek, też mam 12 lat. Chętnie Cię poznam", tym razem to marka na literę R. podszywa się pod kogoś, kim nie jest i ukrywa swoje intencje.
Mam nadzieje że pomogłam firmie R. odnaleźć poszukiwanego Voytka, pomimo że siedzi do nas tyłem :)

To firma o zasięgu międzynarodowym, tak bardzo międzynarodowym, że w pewnym momencie uciekła ze swoimi milionami do raju podatkowego na Cyprze (ale już wróciła)
To dynamicznie ro-zwijająca się firma która prowadzi permanentną rekrutację niemal na wszystkie stanowiska
To firma w której pomorskich magazynach słychać rosyjski akcent
To firma której metki znaleziono wśród ciał pracowników zawalonej fabryki w Bangladeszu
Jakiś czas temu we wszystkich mediach pojawił się filmik a może lepiej powiedzieć apel
ładnej, młodej latynoski o imieniu DeeDee która poszukiwała przystojnego chłopaka z Polski (Votek) którego spotkała na bliżej nie określonym czasowo koncercie.
Miliony internautów dobrej woli (a przede wszystkim dobrego serca) udostępniło ten filmik, apel mignął raz nawet w Teleekspresie.
Internet i telewizja zaangażowały się w romantyczną historię która okazała się być akcją marketingową firmy odzieżowej.
Dziwna to była akcja bo nie opatrzona żadnym logo, żadną informacją lub nawet sugestią o lokowaniu produktu, kompletnie nic, i jeszcze podany adres e-mail do rzekomej dziewczyny.
Ciężko skomentować tą akcję, a na pewno nie nazwałabym jej marketingową.
Jestem z zawodu handlowcem, zatem znam techniki sprzedaży i moim skromnym zdaniem akcja marketingowa powinna mieć na celu wzbudzenie pozytywnych skojarzeń, wzrost sprzedaży, zachęcić do produktu w celu zwiększenia sprzedaży lub świadomości marki,
i naprawdę nie wiem, co trzeba mieć w głowie, by taką akcję oszukiwania swoich potencjalnych klientów mieć czelność przeprowadzić.
Czy to wina ludzi, że zostali oszukani? Że nie ma żadnego Voytka i żadnej miłości nikt nie szuka?
Na pewno nie. To jak wmawianie ofierze zbiorowego gwałtu że była zbyt prowokująca.
Okazali się naiwni? Moim zdaniem też nie, bo akcja była doskonale ukryta.
Ta akcja wyrządziła bardzo duże szkody. Moralne i nieodwracalne.
Zadrwiono z dobroci serca i wykorzystano bezinteresowność tylu ludzi by sprzedać kilka szmat więcej.
Zaufanie wielu potencjalnych klientów zostało stracone i nie trzeba być marketingowcem żeby o tym wiedzieć. Internauci, którzy zaangażowali się w tą akcję już nie uwierzą w ani jedno słowo, ani jeden filmik, ani jedno oświadczenie.
Na nieuczciwej reklamie nie da się zarobić uczciwych pieniędzy i mam nadzieję że ta firma będzie miała okazję boleśnie się o tym przekonać.
Od razu przypomniała mi się akcja anty pedofilska w sieci której mottem było "Cześć Aniu, tu Wojtek, też mam 12 lat. Chętnie Cię poznam", tym razem to marka na literę R. podszywa się pod kogoś, kim nie jest i ukrywa swoje intencje.
Mam nadzieje że pomogłam firmie R. odnaleźć poszukiwanego Voytka, pomimo że siedzi do nas tyłem :)



