Re: do Scully&M
Tym razem ja (Mulder) wstałem pierwszy, więc odpowiadam.
Konkrety.
Pochodzę z parafii "A" w Gdyni, Scully z parafii "B" z Gdańska. Mieszkamy razem (od 'przed ślubem') w parafii "C" w Gdańsku. Nauki braliśmy w parafii "B", ślub braliśmy w parafii "B", a księdza-przyjaciela wypożyczyliśmy z parafii "D".
Delegacja polega na tym, że do kościoła, gdzie bierzecie ślub, mają spłynąć odpowiednio wcześnie wszystkie papiery, bo proboszcz tego kościoła 'odpowiada głową' przed biskupem, że nie dał ślubu bigamiście, homoseksualiście, choremu umysłowo itp - bo w razie czego biskup musi rozpatrywać każde podanie o unieważnienie małżeństwa, które źle dopilnował proboszcz. I stąd "rozmowa kwalifikacyjna" przed proboszczem, na którego terenie będzie slub.
Przy okazji - "Delegacja" chyba nazywa się "pobłogosławienie związku", ale to zależy od parafii.
Na szczęście, delegację "oficjalną", na druczku "delegacja", wypełnia się NAJWYŻEJ RAZ. Papiery skompletować muszą obydwoje młodzi (przypadek "A", "B", 'C"), ale tylko JEDNO Z NICH musi dostarczyć wypełniony druk "delegacja". Jak narzeczony ma fajniejszych księży, niech on delegację wypełnia u siebie.
Taryfy itp.
Proboszcz z parafii "C", w której mieszkaliśmy i nadal mieszkamy, z początku pełen werwy i zadowolenia, jak się dowiedział, że ślub nie u niego, to momentalnie ochłódł i wykazał symptomy przypadłości, zwanej "nie-mam-czasu". Wypełnił papiery, rękę uścisnął, a na każde pytanie nowicjuszy ślubnych (nas), dawał odpowiedzi sugerujące, żebyśmy zawracali głowę komu innemu. Nie miał złotego zegarka, ale pewnie o nim marzył... Daliśmy mu zarobić "co łaska" - dostał w kopercie 50zł.
Pani urzędniczka z 'rodzinnego' biura parafialnego "A" wypisała mi stosowny papier, że nie mam żony i powiedziała "taryfa 40 zł". Pieniądze, kwitek, z głowy. Przy okazji - musiałem jej okazać świadectwo mojego chrztu z parafii "E", gdzie nic im nie dałem.
Proboszcz parafii "B", gdzie Scully miała komunię i gdzie braliśmy ślub, napomknął podczas nauk przedślubnych (a niech nas widzi u siebie na naukach, nie będzie robił problemów przy protokole), że "dla księdza zwyczajowo daje się 10% wartości alkoholu z wesela". Rozczulił mnie... Dostał, zdaje się, 250 (czy 300?), po spisaniu protokołu (teściowie nie chcieli wyjśc na jakichś bidoków, bo mieszkają w tej parafii; chcieli nawet, żeby dostał 500!).
Nasz ksiądz-przyjaciel, który był z nami u ołtarza (z "D") nie dostał nic, ale był u nas na weselu. I w ogóle swój chłop.
Oczywiście, za tak ciężką pracę jest zapłata (komentarze - niżej)
A teraz garść przemyśleń.
1. Dla kościoła nie można 'tak sobie zniknąć' z parafii, do której terytorialnie należysz. To znaczy, istnieją sytuacje, gdy obydwoje narzeczeni są z tej samej parafii, w której biorą ślub, ale wiadomo, że to nieczęsto (?).
2. Pamiętajmy, że nowe młode małżeństwo musi "mieć teczkę" w jakiejś parafii, jako małżeństwo. Z reguły dawniej tak bywało, że z "teczek rodziców" wyciągało się informacje o dzieciach-narzeczonych w odpowiednich dwóch parafiach i jeden z proboszczów i tak musiał przesłać drugiemu "zawartość teczki na małżonka".
3. W sytuacji, gdy obydwaj proboszczowie muszą "przesyłać teczki" trzeciemu, występuje u nich niezły zamęt. Bo tak: "teczki" wysyłane z dwóch parafii "rodzinnych" do trzeciej, tam ślub, a potem młodzi, bywa, osiedlają się w parafii "czwartej".
Oczywiście, wszystko powyższe potraktuj nieco jak żart.
Obrazuje on, powiedzmy, ilość facetów w czarnym, którzy muszą przekopać się przez 'tę samą' robotę, bo przecież należy przygotowywać odpisy, wpisy do ksiąg itp.
4. Złoty zegarek... Czy przypadkiem nie rozmawiałaś z Księdzem W., z parafii X (najstarszej) w Gdyni? ;)
Znam klimaty tego probąszcza. Żaden obcy ksiądz nie może u niego udzielać ślubu. Tylko on spośród 'swoich' księży może udzielać ślubu. Tylko tamtejszy stary dziadek organista ('trzy ćwierci do śmierci', głos analogiczny) może 'dawać' na organach. Ktokolwiek chce zrobić coś inaczej, niech spada. A najlepiej, niech da kasę i spada. To on będzie z Młodymi klękał przed obrazem Matki Bożej. To on wstanie z kolan po 10 sekundach i zaczną młodym grać marsz do wyjścia - żadnego dłuższego klęczenia! A jego kazania niedzielne (sam słyszałem!) przeważnie zawierają 10 trupów zmarłych gwałtowną śmiercią, ok. 50l rozchlapanej krwi itp. Albo "czy Schubert miał prawo skomponować "Ave Maria", skoro umarł na kiłę?" (!!!)
Na pochwałę dla ich systemu powiem, że gdyby chcieć prześledzić losy swojej rodziny aż do czasów Mieszka Pierwszego, to jak w dym można walić do ksiąg parafialnych. Nie do spisów królewszczyzn, nie do rejestru dziedzica, ale właśnie do księży.
I na końcu - zdaje się, że ten, co otrzymał zapłatę tu, na Ziemi, nie otrzyma jej już w Niebie. Ale chyba księża lachę w to wbijają.
The Truth is Out There!
Mulder
PS - dlaczego, gdy ja coś piszę w wątku, to po mnie już nikt się nie dopisuje? Zasypiacie, czy co? ;)
0
0