Re: dzieci z FAS
~Manson the Forester
(15 lat temu)
Czepiasz się C jak niejaki Manson.
A Ty się kolego nie przejmuj, bo to nie przytyk był złośliwy, tylko tak jakoś się skojarzyło samo. Siwucha rzecz zacna i po to jest, żeby wygładzać i przytępiać.
A mnie się bardzo bardzo moment, kiedy po wyzwoleniu obozu i kapitulacji Japończyków, po sprowadzeniu Kinga na jego miejsce (on chyba nie był szeregowy tylko kapral?) przychodzi do niego Marlowe i po ostrej odprawie w stylu "yes, sir" mówi: "a tobie o co chodzi? przecież jesteśmy przyjaciółmi". I to jest właśnie to w drugą stronę - okoliczności otoczenia się zmieniły, ale pozostaje to bez wpływu na relacje pomiędzy dwoma facetami-przyjaciółmi.
W książce, i też w filmie, jest fajne zestawienie, niestety, niezbyt dla nas współczesnych w pełni zrozumiałe, angielskiego szlachcica z obrotnym i sprytnym jankesem. Takie małe zderzenie kultur. I szczerze mówiąc staroświecki angol wcale nie wychodzi na tej konfrontacji przegrany.
A słowo, którego nikt już dzisiaj ani nie pamięta, ani znaleźć w słowniku nie umie, brzmi: honor. Pewnych rzeczy sie nie robi, bo nie. Dlatego lubię stare filmy. I stare książki.
0
0