Re: lista gości - prosze o radę
Ja Wam powiem jak to jest u mnie, bo sytuacja jest identyczna, dlatego też zabiorę głos, choć ostrzegam - będzie kontrowersyjnie.
Mój ojciec, na moje i mojej mamy szczęście już nie żyje, ale był to, najdelikatniej mówiąc -kawał gnoja. Pił, krzywdził - no krótko mówiąc patologia. Na mój ślub nigdy w życiu bym go nie zaprosiła, a także nikogo z jego rodziny - czyli jego rodzeństwa i jego matki - tajniaczyłabym sie ze stachu, że gdybym ich zaprosiła, on zjawiłby się napewno i mógłby narobić mi bigosu podczas uroczystości (jestem pewna, że narobiłby). Jako, że zmarł, mogę teraz zaprosić na ślub bez obaw jego rodzeństwo i jego matkę - w przypadku gdyby żył nikt z nich nawet by nie wiedzał o moim slubie.
Niestety prawie identyczna sytuacja jest u mojego narzeczonego. Tylko, że nie żyje jego mama (poniekąd wykończona przez mężusia), natomiast pijak ma się całkiem nieźle i "umila" życie wszystkim naokoło :/ Jako, że zdarzyło się 2 razy, że zaczął do mnie "podskakiwać" (wyzywać, gadać głupoty że pozabija itp.), od tej pory mój narzeczony przyjął do wiadomości to, że je go nie chcę na oczy widzieć. Zresztą mój K. w pełni mnie popiera, bo też przeszedł przez piekło z nim i postanowił, że na ślubie go nie będzie, ani nikogo z jego rodziny (z tej samej przyczyny którą napisałam powyżej dot. mojego ojca - czyli niechcianego powiadomienia ojca przez rodzeństwo), bo mógłby urządzić nam "milutkie przedstawienie" w kościele lub pod kościołem, tym bardziej gdyby nie był zaproszony. Z tej przyczyny na naszym ślubie będzie wyłącznie moja rodzina (z obu stron), nasi znajomi oraz jedyna osoba z rodziny narzeczonego - jego brat, o dyskrecję którego jesteśmy spokojni. Pytałam narzeczonego, czy nie będzie mu przykro, że nie będzie żadnych jego wujków czy ciotek (bo sprawa ojca została zamknięta), ale on zaprzeczył i podsumował, że nie chce cyrków na ślubie, a skoro "nie potrafili wychować synusia i braciszka to teraz niech ponoszą konsekwencje, a jak się obrażą, to ich problem" a on chce mieć spokój, a nie stresy zwiazane z "ukochanym tatuśkiem". Na szczęście narzeczony pochodzi z innego miasta, więc nie będzie problemów z tym, że ktoś z jego rodziny się przypadkiem dowie.
No i to tyle. Opisałam moją sytuację. My wybraliśmy spokój, bo od "kochanych tatusiów" wycierpieliśmy wystarczająco i niepotrzebujemy ich - brutalne to, wiem, ale życie pisze takie scenariusze. A swoją drogą tacy "tatusiowie" sami sobie zapracowali na takie potraktowanie. Nie widzę potrzeb, aby wyciągać rękę do kogoś, kto np. latał za mną z nożem, znęcał się, lał, wyzywał, zastraszał. Wystarczająco najadłam się prochów uspokajających, leczyłam neric i lęków, żeby narażać się niepotrzebie (naprawdę NIEPOTRZEBNIE) na taki stres po raz kolejny, ze świadomością, że w tak ważnym dniu dla mnie - on z czystej zawiści i złośliwości mógłby chcieć zniszczyć szczęście tego dnia w jakiś chamski i ordynarny sposób.
0
0