Re: poród na Zaspie
Witajcie Kochane, postanowiłam włączyć się do dyskusji, bo sama niedawno nwerowo szukałam opinii na temat porodówek w Gdańsku..wybrałam Zaspę i raczej nie żałuję..ale od początku. W 8 m-cu pojechałam na rozeznanie na Kliniczną i na Zaspeać co trzeba itd..
pierwszy szok, na Klinicznej "komuna" 3 kobietki siedzą przy kawce na izbie przyjęć i od niechcenia rzucają, ze to co trzeba to jest napisane na tablicy...i zero przjęcia..dobra to jadę na Zaspę..tam na izbie przyjęć ginekologicznej (już pokój nr 7) miła położna tłumaczy z uśmiechem co i jak i co potrzeba i kiedy przyjechać..no to już wiedziałąm gdzie będę rodzić..samo podejście do człowieka wystarczyło,abym wybrała zaspę..
dobra..
31.01 dostałam krwawienia...jadę na konsultację, bo termin 13.02, wiec nie ma co ryzykować...IP - położna super, KTG zrobiła i porozmawiałą - ok, tylko lekarz potraktował mnie jak przedmiot, że z czym ja przyjeżdżam i zajmuje mu czas...akurat mecz siatkówki był...odesłał do domu..
czekam..i się doczekałam następnego dnia - 01.02 o 9.00 zaczely odchodzić mi wody, mąż przyjechał jedziemy do szpitala..bardzo miło i szybko na izbie przyjęć...decyzja, że zostaję..bede rodzić ...udało się, bo ostatnie miejsce w tym dniu dostałam...taki ruch w interesie, że niestety musiałam poczekać ok 30 min w korytarzu na porodówce..ale nie było źle, bo nie miałam bóli, więc ok..na tym korytarzu położna zrobiła też wywiad..no i tu było gorzej...pierszego minusa zarobiłam, bo nie chodziłam do szkoły rodzenia...i jak chce pani urodzić bez wiedzy? usłuszałam...czytałam dużo to mi jak sie okazało pozniej uratowało życie :)..położna wyawała sie na pierwszy rzut oka niemiła,ale potem pomogła jak nie wiem, w sumie nie oczekuję od lekarzy, żeby mnie przytulali i gaskali po główce, od tego mam męża, który był ze mna na porodówce...aha zapomniałam dodać...popalałam 2-3 papierosów dziennie...i cały pobyt w szpitalu przez papierochy to droga przez mękę..cały personel nie pozwalił do ostatniego dnia zapomnieć, że moja mała dzidzia (2,380 kg) to tylko moja zasługa...przykre,ale dało do myślenia - i narazie od 01.02 nie palę..
kolejny krok - porodówka...ok 14.00 położyli na wyrko i ktg...prawie zero skurczy..., 14.30 oksytocyna przy rozwarciu na 2 palce..po godzinie już na 2,5, ale w takim tempie to bym dwa dni rodziła...odkręciła mocniej kroplówkę..zaczęły się skurcze (jak bolą? hm...te co 5-3 min bolą jakby chciało się do ubikacji wypróżnić..taki ostry skurcz jelit...)..co godzine mnie badała i około 17 pozwoliła pochodzić, iść do wc i na piłce się poruszać...między 17 a 18 bóle były naprawde silne..jak bolały..hmm...no bolały tępym bólem...skurcze jelit+bóle miesiączkowe - wszystko na raz...ale faktycznie czuć jak przychodzi, ma swoją kulminację i odchodzi skurcz...ściskałam męża rękę to mi pomagałao..położna pochwaliła na sposoby oddychania i poruszanie na piłce..przyspieszyłam tym parcie :)...ok. 18.00 mówię jej,że czuję jakby mie się "kupę" chciało..to mnie wzieła na łózko..zbadała...nic nie mowi..patrzę ona ubiera fartuch, zdejmuje część łózka -robi miejsce "odchody" porodowe...a ja czuje jakbym miała zatwardzenie jak nie wiem i pytam jej co mam robić, bo zaraz kupę zrobię :) uśmiechneła się, zbiegli się jacyś ludzie (2 osoby jeszcze) i tak: mąż trzyma głowę do brody, dwie osoby przyciskają kolana do brzucha a położna pomaga rozewrzeć się pochwie...i każe przeć..mowi o oddechu,ale trudno skoordynować...zamkniete oczy, wstrzymanie oddechu, parcie, trzymanie za kolana...wszystko na raz...ale warto ...18.20 krzyk...mała jest już na świecie..kładą na brzuch w miedzy czasie wydalam łożysko, lekarz mnie szyje...no..szycie to czułam...i zaczely sie dreszcze, straszne jakbym przy -20 nago biegała...pytam co mi jest...to normalne z wysiłku...po jakichs 15 min jade na łożku na obserwację...pod lampą grzwczi i z maluszkiem przy piersi zapominam o bólu..przed 20 minutami ból był (w skali od 1-10)- 9, a teraz już 8, jak sie okazało później..po kilku dniach samow spomnienie porodu to około 5 - dziś? hmmm...3? może.. :)
co do personelu medycznego, lekarzy i położnych...wspominam dobrze,ale dla sosoby, której dzidzia waży tak mało i pieruński strach co z nią i ta burza hormonów...każda krzywa mina, słowo nie tak powodowały łzy i bezradność...jedna osoba tylko podpala mi bardzo ( nie pamietam imienia)...polozna, która oburzona,że nie mam mleka w piersiach i nie daję rady z pobudzaniem laktacji..na srodku korytarza wykrzyczała: co z Pani za matka jezeli ma pani taki stosunek do karmienia piersią? jaki? taki ze nie mam wpływu...na to czy mam mleko czy nie...ale było mi przykro...ale tylko ta jedna sytuacja mnie zabolałą..pozostałe dni (spędza się 3 pełnw doby w szpitalu..nie dni! ) było ok, z każdym pytaniem i problemem mogłam podejść, zawsze uzyskałam pomoc...a że moja maleńka córeczka jest słodka..to każdy ja zapamietał jako Calineczkę :).
polecam Zaspę, warunki ok, czysto, ja trafiłam do przerobionej na 2-kę 1-ki, czyli sali normalnie płatnej,ale byłyśmy we 2 tylko nieodpłatnie.
co do odpowiedzi na konkretne pytanie, to potwierdzam odpowiedzi maminki.
mam nadzieje,że wizja porodu stanie się bardziej wyrazna..mi nie miało kto opowiadać jak to jest..więc chciałąbym przekazać swoją wiedzę dziewczynom w podobnej sytacji...pozdrawiam
5
0