poważny problem
Cześć, jestem tutaj nowa. Mam poważny problem, a mianowicie od roku jestem z mężczyzną, który ma 4letniego syna z poprzedniego związku. Początkowo nie sprawiało mi to żadnego problemu, nawet bardzo pokochałam to dziecko. Uwielbiałam spędzać z nim czas. Jednak od pewnego czasu nie wiem co się ze mną dzieje, ale drażni mnie jego obecność. Nie dlatego, że przestałam go kochać, bo tu się nic nie zmieniło. Od samego początku nie podobało mi się to jak mój chłopak go wychowuje. Dziecko w jego obecności od zawsze było bardzo nieposłuszne, natomiast gdy zostawałam z nim sama stawało się aniołkiem. Nie ze strachu przede mną, bo niektórzy zapewne tak pomyślą ale ze względu na wspólne rozmowy i zabawy. Mój chłopak nigdy nie był konsekwentny co do swojego syna, potrafił codziennie kupować mu zabawki i to nawet bardzo drogie, aby wzbudzić w nim miłość którą i tak ma bo jest jego ojcem. Zawsze tłumaczył to tym, że chce mu wynagrodzić to, że nie są razem ( kiedyś mało czasu spędzali ze sobą, bo matka tego zabraniała). To wszystko doprowadziło do tego, że ja sama zaczęłam patrzeć na nasz związek i jego syna inaczej. Nie wiem co się ze mna dzieje, ale denerwuje mnie już prawie wszystko. Niedługo idą święta, będą to pierwsze święta w które mój chłopak spędzi z synem. Bardzo chce jechać daleko stąd do dziadków, już teraz co dzień są telefony od jego rodziny, ile to już jego syn ma kupionych prezentów i że nawet w pokoju się nie mieszczą. Plany dotyczące kto ma sie przebrać za mikołaja itp.. Przyznam, że on bardzo chce abym jechała z nimi na święta, nawet sobie nie wyobraża że mogłoby być inaczej, ale ja nie wiem co robić. Sama jestem po nieudanym związku w którym to przez kilka lat nie byłam na wigilii u własnej rodziny, marzyłam o tym, że będą to pierwsze święta które ja wyprawię i zaproszę wszystkich i z mojej i jego strony. Plan mój legł jednak w gruzach, bo jego babcia jest chora i nie przyjedzie, siostry zbyt daleko mieszkają itp. Więc stanęło na tym że znów nie odzwiedze swojej rodziny bo muszę jechać z nimi aby nie czuć się winną, że mały nie zobaczy dziadków. Nie wiem co ze mną jest, może jestem egoistką, ale nie chcę patrzeć jak w Wigilię wszyscy się cieszą i radują, nadskakują na jego synkiem, a ja będę siedzieć z boku i myśleć gdzie moja mama, siostra... zaczęło mnie wkurzać to , że wciąż kręci się wszystko wokół jego syna. Nie wiem jak sobie z tym poradzić, czy to ze mną jest coś nie tak, gdzie w tej drodze zagubiłam uczucia. Pomóżcie mi to zrozumieć...

