relacja 2 lipca
witam Zony i Narzeczone :o)
Jakby tu opisac ten dzien - patrze juz z dystansem, ale ciagle lezka sie kreci w oku :)
a wiec zaczynamy.
Bylo to 2 lipca, slub mielismy na godzine 19 - wczesniej wydawalo mi sie to bardzo pozna pora, w tym dniu (i do dzisiaj) blogoslawie ten wybor - dzieki temu nie towarzyszyl nam stres, ze z czyms nie zdazymy!
W piatek bylam na relaksie w Lilly Marelene (super!) i do 2 rano malowalam jeszcze ze swiadkowa i przyjaciolka winetki - duzo bylo przy tym zabawy i wyszly slicznie - goscie zabierali je na pamiatke.
Wyspalam sie jak nalezy, na 12.30 udalam sie do fryzjera (Bogna we Wrzeszczu) - gdzie bez pospiechu i w fajnej atmosferze powstalo na mojej glowce cos slicznego - wtedy zaczelam sie powoli czuc jak krolewna ;) W tym czasie moi rodzice byli w restauracji (Palowa - opisane w oddzielnym watku), z winetkami. Jak wrocilam do domku, czekala juz na mnie Wiza i zrobila ze mnie juz prawdziwa krolewne (DZIEKI WIELKIE!!!). I nagle czas zaczal przyspieszac... wbic sie w suknie, dopasowac, podszyc, poprawic, przypiac a tu ktos krzyczy... Radek przyjechal! :) Rzucilam sie do okna a tam piekny widok... W pelnym sloncu stoi piekna Warszawa (p. Marek Slowik - POLECAM!), obok dwoch super facetow, jeden dzierzy sliczny bukiecik dla mnie - ach, eh! :) a tu jeszcze czlek nie gotowy! Mamie zaczely puszczac nerwy, musialam ja uspokajac, ze ze wszystkim zdazymy - dobrze, ze w ostatniej chwili zauwazylam ze mam nie pomalowane paznokcie! ;)
No a pozniej bylo piekne zejscie Panny Mlodej po stronych schodach, (ktorego prawie nikt nie zauwazyl, bo wszyscy pobiegli do ogrodka na herbatke!) i blogoslawienstwo, w czasie ktorego mamom drzaly glosy a my sie usmiechalismy od ucha do ucha... i ten usmiech towarzyszyl nam juz do konca :)
Jazda Warszawa do Sw. Mikolaja okazal sie byc piekna przygoda, wszyscy nam machali i zagladali w okna, po raz pierwszy w zyciu poczulam sie "próżna" i bardzo mnie to zachwycalo!
Pod kosciolem pierwszy szok - pelno ludzi na nas czekalo - a bylo 15 minut przed - prawde mowiac myslalam, ze przyjda wszyscy na 19.00.
Msze prowadzil Ojcec Przeor - i co tu duzo mowic - zrobil to pieknie! Wspaniale kazanie, bardzo osobiste i bardzo przyjazne, przeprowadzil nas przez wszystko bardzo spokojnie, z sercem i prawde mowiac postawil przed nami i naszym malzenstwem "wysoka poprzeczke". Dzisiaj jak wracam do tego dnia mysla, to czuje sie ciagle wrecz "zaszczycona" (nie wiem czy to nie zbyt pompatyczne slowo), ze skladalismy sobie przysiege w takiej atmosferze. 0 stresu, 0 obaw, duzo usmiechu i przytomnosci. I tu sie znowu powtorze - dziewczyny, nie dajcie sie zjesc szczegolom! Nie sleczcie nam nimi codziennie i nie dajcie sie zwariowac, ten dzien trzeba przezyc szczegolnie, osobiscie, dla siebie, prawdziwie - tego sie nie da pozniej powtorzyc! A to daje wiele sily i wiary... :)
Pozniej byly dluuuuugie zyczenia... Kosciol byl pelny! Szok!
A pozniej swietna zabawa w Palowej, co juz opisalam osobno w watku "Palowa". Wszystko wypalilo (lacznie z pierwszym tancem), tanczyli wszyscy, moja babcia zostala do konca (czyli do 5 rano!). Wspominamy to do dzisiaj z radoscia. Nie zapomne rowniez momentu, kiedy szlismy po wszystkim z Radkiem do hotelu Hanza, Dlugim Pobrzezem, na bosaka, slonce stalo juz wysoko, mewy krzyczaly, cisza - nikogo wiecej nie bylo.... magia :o)
W niedziele poprawiny w domku moich rodzicow.
Troszke balismy sie poniedzialku, kiedy musielismy sie rozliczyc w szystkimi, ku naszemu zdumieniu, z restauracja rozliczylismy sie w 30 minut, reszta - bylismy wolni w poludnie! To bylo rowniez zaskoczenie...
Zycze wiec Wam wszystkim takich samych wrazen i dobrego przezycia tego dnia! Warto sie nad nim troche zatrzymac.
Fotek mam pelno - nie wiem jak sie je wkleja ale popracuje nad tym. Bede w pracy 1 sierpnia - jest macie jakies pytanie - smialo!
Jeziorko :o)
Jakby tu opisac ten dzien - patrze juz z dystansem, ale ciagle lezka sie kreci w oku :)
a wiec zaczynamy.
Bylo to 2 lipca, slub mielismy na godzine 19 - wczesniej wydawalo mi sie to bardzo pozna pora, w tym dniu (i do dzisiaj) blogoslawie ten wybor - dzieki temu nie towarzyszyl nam stres, ze z czyms nie zdazymy!
W piatek bylam na relaksie w Lilly Marelene (super!) i do 2 rano malowalam jeszcze ze swiadkowa i przyjaciolka winetki - duzo bylo przy tym zabawy i wyszly slicznie - goscie zabierali je na pamiatke.
Wyspalam sie jak nalezy, na 12.30 udalam sie do fryzjera (Bogna we Wrzeszczu) - gdzie bez pospiechu i w fajnej atmosferze powstalo na mojej glowce cos slicznego - wtedy zaczelam sie powoli czuc jak krolewna ;) W tym czasie moi rodzice byli w restauracji (Palowa - opisane w oddzielnym watku), z winetkami. Jak wrocilam do domku, czekala juz na mnie Wiza i zrobila ze mnie juz prawdziwa krolewne (DZIEKI WIELKIE!!!). I nagle czas zaczal przyspieszac... wbic sie w suknie, dopasowac, podszyc, poprawic, przypiac a tu ktos krzyczy... Radek przyjechal! :) Rzucilam sie do okna a tam piekny widok... W pelnym sloncu stoi piekna Warszawa (p. Marek Slowik - POLECAM!), obok dwoch super facetow, jeden dzierzy sliczny bukiecik dla mnie - ach, eh! :) a tu jeszcze czlek nie gotowy! Mamie zaczely puszczac nerwy, musialam ja uspokajac, ze ze wszystkim zdazymy - dobrze, ze w ostatniej chwili zauwazylam ze mam nie pomalowane paznokcie! ;)
No a pozniej bylo piekne zejscie Panny Mlodej po stronych schodach, (ktorego prawie nikt nie zauwazyl, bo wszyscy pobiegli do ogrodka na herbatke!) i blogoslawienstwo, w czasie ktorego mamom drzaly glosy a my sie usmiechalismy od ucha do ucha... i ten usmiech towarzyszyl nam juz do konca :)
Jazda Warszawa do Sw. Mikolaja okazal sie byc piekna przygoda, wszyscy nam machali i zagladali w okna, po raz pierwszy w zyciu poczulam sie "próżna" i bardzo mnie to zachwycalo!
Pod kosciolem pierwszy szok - pelno ludzi na nas czekalo - a bylo 15 minut przed - prawde mowiac myslalam, ze przyjda wszyscy na 19.00.
Msze prowadzil Ojcec Przeor - i co tu duzo mowic - zrobil to pieknie! Wspaniale kazanie, bardzo osobiste i bardzo przyjazne, przeprowadzil nas przez wszystko bardzo spokojnie, z sercem i prawde mowiac postawil przed nami i naszym malzenstwem "wysoka poprzeczke". Dzisiaj jak wracam do tego dnia mysla, to czuje sie ciagle wrecz "zaszczycona" (nie wiem czy to nie zbyt pompatyczne slowo), ze skladalismy sobie przysiege w takiej atmosferze. 0 stresu, 0 obaw, duzo usmiechu i przytomnosci. I tu sie znowu powtorze - dziewczyny, nie dajcie sie zjesc szczegolom! Nie sleczcie nam nimi codziennie i nie dajcie sie zwariowac, ten dzien trzeba przezyc szczegolnie, osobiscie, dla siebie, prawdziwie - tego sie nie da pozniej powtorzyc! A to daje wiele sily i wiary... :)
Pozniej byly dluuuuugie zyczenia... Kosciol byl pelny! Szok!
A pozniej swietna zabawa w Palowej, co juz opisalam osobno w watku "Palowa". Wszystko wypalilo (lacznie z pierwszym tancem), tanczyli wszyscy, moja babcia zostala do konca (czyli do 5 rano!). Wspominamy to do dzisiaj z radoscia. Nie zapomne rowniez momentu, kiedy szlismy po wszystkim z Radkiem do hotelu Hanza, Dlugim Pobrzezem, na bosaka, slonce stalo juz wysoko, mewy krzyczaly, cisza - nikogo wiecej nie bylo.... magia :o)
W niedziele poprawiny w domku moich rodzicow.
Troszke balismy sie poniedzialku, kiedy musielismy sie rozliczyc w szystkimi, ku naszemu zdumieniu, z restauracja rozliczylismy sie w 30 minut, reszta - bylismy wolni w poludnie! To bylo rowniez zaskoczenie...
Zycze wiec Wam wszystkim takich samych wrazen i dobrego przezycia tego dnia! Warto sie nad nim troche zatrzymac.
Fotek mam pelno - nie wiem jak sie je wkleja ale popracuje nad tym. Bede w pracy 1 sierpnia - jest macie jakies pytanie - smialo!
Jeziorko :o)


