Krem z pomidorów był przepyszny, za to burgery - tragedia...

Marchewkowo-cieciorkowy suchy jak wiór, oblepiony mąką (pomysł wciskania całych ziaren ciecierzycy w masę kotletową też wydaje mi się co najmniej dziwny) - kiedy spadł mi z bułki na talerz rozsypał się na drobne kawałeczki i był już nie do pozbierania. Bakłażanowo-słonecznikowy z kolei był za mokry i tłusty.
Oba równie bez smaku - dania z Biowaya to przy nich kuchnia azjatycka.
Sama bułka ok, choć bardzo duża, smaczny sos musztardowo-trzcinowy. Nie wiem, jak można brać się akurat za burgery mając tyle problemów z konsystencją i doborem składników...

Sałatka w zestawie to raczej pomyłka: bez wyrazu, składniki niewymieszane wcześniej ze sobą i sosem, a na małym talerzyku ciężko dokonać tego we własnym zakresie. Po szpinaku z sałatki też widać było, że swoje już przeżył.

Frytki w porządku, ale przydałoby się odsączyć je z tłuszczu, a jeszcze lepiej - piec, np. z ziołami, nie smażyć.

Na temat wystroju ciężko coś powiedzieć - less is more, ale to nie sprawia wrażenia minimalizmu, tylko braku pomysłu. Obsługa średnio pewna swojej oferty.

Plus za gratisową wodę i jabłka do zamówienia. Ale ogółem niestety polecić nie mogę.