Nothing else matters...
To był najszczęśliwszy dzień w moim życiu... i najbardziej męczący ;)
Ale wszystko po kolei... Jako, że nasz ślub był dosyć wcześnie, bo o 14:00, to u fryzjera wylądowałam o 8:00, potem makijaż i do domku. Chwila relaksu, potem ubieranie się. Już się nie mogłam doczekać, aż założę swoją wymarzoną sukienkę. Chwilę później zjawił się fotograf i kamerzysta, a tuż za nimi mój ukochany M. Serce zabiło mi mocno na jego widok, po czym zaraz spłynął na mnie spokój, jak zawsze w Jego obecności. Zdecydowanie bardziej stresowali się rodzice przed błogosławieństwem, mamy starały się nie rozkleić, ale nie dały rady, uroniły kilka łez, mam nadzieję, że ze szczęścia :)
Kilka fotek i ujęć tuż przed wyjściem i pojechaliśmy do kościoła. Przed mszą dopełniliśmy wszystkich formalności i stanęliśmy w drzwiach kościoła, wszyscy goście czekali już na nas w środku. Cudownie było zobaczyć tyle znajomych i życzliwych twarzy krocząc do ołtarza. Ksiądz Marcin bardzo ładnie i sprawnie poprowadził mszę, wygłosił krótkie kazanie, po którym minął mi stresik.
Sama przysięga była najpiękniejszym momentem tego dnia, M. powtarzał wszystko patrząc mi głęboko w oczy, kiedy przyszła moja kolej czułam się tak jakbyśmy byli tylko we dwoje, nikt inny i nic innego się wtedy nie liczyło. Ksiądz pozwolił nam się na końcu pocałować i tak właśnie zostałam żoną. Do końca mszy uśmiech nie schodził mi z twarzy. :)
Potem życzenia i droga na salę weselną. Miłe przywitanie przez właścicieli hotelu, pięknie przystrojona sala, przynajmniej tak mówili goście, bo szczerze mówiąc dla mnie to już nie miało znaczenia. Także nie warto się stresować takimi pierdołkami jak kolor serwetek czy kokardek ;-p
Po obiedzie pierwszy taniec – zespół zagrał na naszą prośbę „Nothing else matters” (Metallica) co trochę zdziwiło gości, zwłaszcza tych starszych. Potem zaczęła się zabawa, która mimo upału, trwała do rana. Mój M., który nie lubi tańczyć, prawie nie schodził z parkietu. Było cudownie, ale wszystko co dobre, szybko się kończy. Cały dzień szybciutko minął. Cieszę się, że zdecydowaliśmy się na poprawiny, bo dzięki temu przedłużyliśmy sobie dobrą zabawę i podtrzymaliśmy wspaniałą atmosferę.
Z czystym sumieniem mogę polecić:
Kwiaciarnię Stokrotka ze Starogardu Gd. – ładny wystrój kościoła, bukiecik ślubny z goździków dokładnie taki jak chciałam :)
Fryzura i makijaż – Akademia Urody na Hallera w Starogardzie – efekt był super, fryzurka trzymała się całą noc, tak samo jak makijaż, pomimo upału.
Hotel „Wrota Kaszub” w Starej Kiszewie - pełen profesjonalizm pani Kasi, duża elastyczność, dostosowanie się do sugestii, całonocne czuwanie nad przebiegiem wesela, spełnianie próśb naszych gości – serdecznie za to dziękujemy, do tego pyszne jedzonko, ładnie podane, niestety dużo zostało, bo było bardzo gorąco i nikomu za bardzo nie chciało się jeść.
Polecam też wódeczkę Wratislavia, przypadła gościom do gustu, a oprócz tego ma bardzo ładną butelkę i atrakcyjną cenę (bynajmniej pół roku temu tak było).
Ale i tak najlepszym wyborem okazał się zespół DeTe z Tczewa – chłopaki świetnie rozkręcili zabawę, dostosowywali rodzaj muzyki do gustów gości, mieli bogaty repertuar, ciekawy wokal. A do tego pan Tomek bardzo sympatyczny, poprowadził oczepiny z humorem. Ogólnie 6 (z plusem nawet ;)
Tort z cukierni Jarzębińscy z Kościerzyny, pychotka, mieliśmy 7 pięter na 90 gości (ok.11kg) i tuż po rozpoczęciu poprawin zniknął całkowicie.
Ciasta piekła nam pani Basia z Bytoni, zamówiliśmy ich z dużym zapasem, a nic nie zostało, ludzie kilka razy biegali po dokładkę do kawy. Resztę rozdaliśmy w poprawiny i niestety nie zdążyłam prawie nic posmakować.
Kamerzysta Video-Wspomnienia – niezauważalny, z poczuciem humoru, czekamy na efekty jego pracy.
Zdjęcia – Łukasz Ostalski z O-studio, fajne pomysły, naturalne pozy, nie mogę się doczekać materiału.
Strzałem w dziesiątkę okazała się księga pamiątkowa, w którą goście wpisywali życzenia, najpierw nieśmiałe, standardowe teksty, potem już popuścili wodze fantazji i momentami można się uśmiać do łez.
Również prośba o książki zamiast kwiatów się świetnie sprawdziła, nasza biblioteczka powiększyła się o ponad 40 pozycji, z czego żadna się nie powtórzyła.
Dziękuję wam Forumki, za pomysły i informacje, dzięki którym ten dzień był niezapomnianym przeżyciem.
Ale wszystko po kolei... Jako, że nasz ślub był dosyć wcześnie, bo o 14:00, to u fryzjera wylądowałam o 8:00, potem makijaż i do domku. Chwila relaksu, potem ubieranie się. Już się nie mogłam doczekać, aż założę swoją wymarzoną sukienkę. Chwilę później zjawił się fotograf i kamerzysta, a tuż za nimi mój ukochany M. Serce zabiło mi mocno na jego widok, po czym zaraz spłynął na mnie spokój, jak zawsze w Jego obecności. Zdecydowanie bardziej stresowali się rodzice przed błogosławieństwem, mamy starały się nie rozkleić, ale nie dały rady, uroniły kilka łez, mam nadzieję, że ze szczęścia :)
Kilka fotek i ujęć tuż przed wyjściem i pojechaliśmy do kościoła. Przed mszą dopełniliśmy wszystkich formalności i stanęliśmy w drzwiach kościoła, wszyscy goście czekali już na nas w środku. Cudownie było zobaczyć tyle znajomych i życzliwych twarzy krocząc do ołtarza. Ksiądz Marcin bardzo ładnie i sprawnie poprowadził mszę, wygłosił krótkie kazanie, po którym minął mi stresik.
Sama przysięga była najpiękniejszym momentem tego dnia, M. powtarzał wszystko patrząc mi głęboko w oczy, kiedy przyszła moja kolej czułam się tak jakbyśmy byli tylko we dwoje, nikt inny i nic innego się wtedy nie liczyło. Ksiądz pozwolił nam się na końcu pocałować i tak właśnie zostałam żoną. Do końca mszy uśmiech nie schodził mi z twarzy. :)
Potem życzenia i droga na salę weselną. Miłe przywitanie przez właścicieli hotelu, pięknie przystrojona sala, przynajmniej tak mówili goście, bo szczerze mówiąc dla mnie to już nie miało znaczenia. Także nie warto się stresować takimi pierdołkami jak kolor serwetek czy kokardek ;-p
Po obiedzie pierwszy taniec – zespół zagrał na naszą prośbę „Nothing else matters” (Metallica) co trochę zdziwiło gości, zwłaszcza tych starszych. Potem zaczęła się zabawa, która mimo upału, trwała do rana. Mój M., który nie lubi tańczyć, prawie nie schodził z parkietu. Było cudownie, ale wszystko co dobre, szybko się kończy. Cały dzień szybciutko minął. Cieszę się, że zdecydowaliśmy się na poprawiny, bo dzięki temu przedłużyliśmy sobie dobrą zabawę i podtrzymaliśmy wspaniałą atmosferę.
Z czystym sumieniem mogę polecić:
Kwiaciarnię Stokrotka ze Starogardu Gd. – ładny wystrój kościoła, bukiecik ślubny z goździków dokładnie taki jak chciałam :)
Fryzura i makijaż – Akademia Urody na Hallera w Starogardzie – efekt był super, fryzurka trzymała się całą noc, tak samo jak makijaż, pomimo upału.
Hotel „Wrota Kaszub” w Starej Kiszewie - pełen profesjonalizm pani Kasi, duża elastyczność, dostosowanie się do sugestii, całonocne czuwanie nad przebiegiem wesela, spełnianie próśb naszych gości – serdecznie za to dziękujemy, do tego pyszne jedzonko, ładnie podane, niestety dużo zostało, bo było bardzo gorąco i nikomu za bardzo nie chciało się jeść.
Polecam też wódeczkę Wratislavia, przypadła gościom do gustu, a oprócz tego ma bardzo ładną butelkę i atrakcyjną cenę (bynajmniej pół roku temu tak było).
Ale i tak najlepszym wyborem okazał się zespół DeTe z Tczewa – chłopaki świetnie rozkręcili zabawę, dostosowywali rodzaj muzyki do gustów gości, mieli bogaty repertuar, ciekawy wokal. A do tego pan Tomek bardzo sympatyczny, poprowadził oczepiny z humorem. Ogólnie 6 (z plusem nawet ;)
Tort z cukierni Jarzębińscy z Kościerzyny, pychotka, mieliśmy 7 pięter na 90 gości (ok.11kg) i tuż po rozpoczęciu poprawin zniknął całkowicie.
Ciasta piekła nam pani Basia z Bytoni, zamówiliśmy ich z dużym zapasem, a nic nie zostało, ludzie kilka razy biegali po dokładkę do kawy. Resztę rozdaliśmy w poprawiny i niestety nie zdążyłam prawie nic posmakować.
Kamerzysta Video-Wspomnienia – niezauważalny, z poczuciem humoru, czekamy na efekty jego pracy.
Zdjęcia – Łukasz Ostalski z O-studio, fajne pomysły, naturalne pozy, nie mogę się doczekać materiału.
Strzałem w dziesiątkę okazała się księga pamiątkowa, w którą goście wpisywali życzenia, najpierw nieśmiałe, standardowe teksty, potem już popuścili wodze fantazji i momentami można się uśmiać do łez.
Również prośba o książki zamiast kwiatów się świetnie sprawdziła, nasza biblioteczka powiększyła się o ponad 40 pozycji, z czego żadna się nie powtórzyła.
Dziękuję wam Forumki, za pomysły i informacje, dzięki którym ten dzień był niezapomnianym przeżyciem.