Re: Szpital Redłowo
Odświeżam nieco wątek.
Ja leżałam na patologii w Redłowie 5 dni i faktycznie tam jest nieciekawie. Od czego zacząć: obdrapane i brudne ściany, sypiąca się farba z okien, obskurne łazienki, i np. popsuty pilot od tv - o czym dowiadujesz się po wrzuceniu kilku monet (musialam wchodzic na krzesło aby zmienic kanał czy glośnośc, konserwator przyszedł dopiero po 2 dniach!) - ale to wszystko drobiazg. To nie hotel. Można przeżyć.
Jednak nie moge zapomniec tego, że: co obchód to inna diagnoza, wszystie inf. musialam wyciągac, tabuny studentów podczas badań, czy nawet problem z uzyskaniem wypisu i zwolnienia - sprzeczne informacje (pielęgniarki nie wiedziały do kogo mnie skierowac, wysłaly mnie na izbę przyjęc! zamiast do siostry oddziałowej), w efekcie musialam specjalnie jechac tam nastepniego po papier.
I co najbardziej oburzyło mojego męża, gdy przez pomyłke zamiast na patologię trafil (chyba) na noworodkowy - przeszedł cały ten oddział, nikogo z personelu nie było, mógł wziąć sobie jakiegoś malucha dosłownie pod pachę. Nikt nie zapytał męza co tu robi. Nie wiem gdzie dokładnie trafił, opisał tylko, ze lezały tam same noworodki w tych małych wózeczkach, bez mam obok. Masakra!
A teraz plusy: sprzataczki często zaglądaja, robią co moga by było czysto, jedzenie znosne, personel mimo ww. - miły, usmiechniety, mówię o lekarzach, bo pielęgniarki róznie.
Ps. Beznadziejny przeplyw informacji między zmianami potwierdzi tez to: Leżała ze mną dziewczyna ze wskazaniem na cc, ordynator sam wieczorem z nia o tym rozmawial, a rano inny lekarz zdziwiony, tak jak i pielegniarki - ze nic nie wiedzą. Gdyby pacjentka sama nie zadbała o siebie to nie byłaby na czczo. Efekt nieporozumienia: w pospiechu kłucie, założenie "motylka", cewnikowanie i biegiem na salę. Po prostu bajka.
1
0