Soundrive Fest B90 Gdańsk Sprawdź!
stat
Impreza już się odbyła
PATRONAT

No i już wszystko jasne. III edycja SOUNDRIVE FEST odbędzie się w dniach 4-6.09.2014 na terenie klubu B90. SOUNDRIVE FEST potrwa 3 dni! Pierwszy dzień niemal w całości poświęcony będzie młodej, polskiej alternatywie.

Relacja z imprezy

2 - 14 października 2020

Gdańsk, Kościół św. Trójcy, Centrum...
Oto 12 kapel, które wystąpią podczas polskiego dnia na SOUNDRIVE Fest 2014 w B90: SATURDAY TEA, DANIEL SPALENIAK, THE FREUDERS, BOBBY THE UNICORN, SZEZLONG, YOUNG STADIUM CLUB, GONZO AND THE PREZIDENTS, STRAIGHT JACK CAT, THE SUNLITH EARTH, TRUPA TRUPA, MISS GOD i WILD BOOKS.

festiwal muzyczny - koncerty w Trójmieście





Eagulls (UK)
facebook.com/eagulls

Od powstania w 2009 r. pochodzący z Leeds Eagulls stał się symbolem gniewu wywołanego niezadowoleniem i rozczarowaniem, który zmienia się w prawdziwe post-punkowe pociski wypełnione niepokojem i agresją.

Zespół na początku tworzyli perkusista Henry Rudell i gitarzysta Mark "Goldy" Goldsworthy, do których później dołączyli gitarzysta Liam Matthews i basista Tom Kelly. Po długich poszukiwaniach wokalisty, który odpowiadał by ich wizji postanowili zaangażować Georga Mitchella, chociaż go nigdy wcześniej nie słyszeli.

Ryzyko się opłaciło - debiutancki singiel, "Council Flat Blues", udało się skomponować w tydzień od pierwszej wspólnej próby. Stanowił on swego rodzaju prezentację grupy: kipiący energią kawałek pełen zjadliwych riffów, z ostrym tekstem opowiadającym o sprawach dziejących się w pobliżu osiedli komunalnych. Krążek pokazał, że Eagulls są bezkompromisowi i energetyczni na muzycznej scenie zaśmieconej przez kapele przywiązujące wagę tylko do mody, bądź kierujące się nostalgią - trend ten został zaatakowany przez zespół w liście otwartym zamieszczonym online.



Dla grup takich jak Eagulls koncertowanie jest jak oddychanie, co zresztą muzycy pokazują nieustannie występując na niezliczonych imprezach, które ubarwiły ich czteroletnią działalność. W tym czasie artyści zarobkowali też pracując w barach i supermarketach w Leeds. Grając jako suport razem z Iceage, Merchandise i Fucked Up nadszarpnęli nieco reputację ze względu na chaotyczny i konfrontacyjny styl występów na żywo.

Obecnie po kolejnych niezależnie wydanych krążkach zespół wypuścił w marcu 2014 r. swój debiutancki album. Grupa nieco odeszła od gniewu tak widocznego na wcześniejszych utworach i koncertach, tworząc cięższy, mroczniejszy, ale i bardziej ożywczy klimat, niż w poprzednich kompozycjach. Pierwsza piosenka, "Nerve Endings" z pulsującym basem i wokalistą krzyczącym "can't find my end" daje przedsmak tego, czego można spodziewać się po płycie. "Fester-Blister" przynosi poczucie uwznioślenia przebijającego się przez ścianę szaleńczego hałasu, podczas gdy "Tough Luck" czerpie inspirację spoza punkowego kręgu, z którym związany jest Eagulls, przywodząc na myśl dudniący bas Joy Division. Całość kończy się zapadającym w pamięć "Soulless Youth", na którym George śpiewa "I never feel fine/they're soulless inside... the soulless youth", nie pozostawiając wątpliwości, co myśli o swojej generacji.



Tę zmianę nastroju Goldy tłumaczył: "jesteśmy nastawieni bardziej pesymistycznie, bardziej znużeni i cyniczni. Kiedy kończysz uczelnię masz w sobie optymizm i myślisz, że wszystko pójdzie dobrze. Myślisz, że jak weźmiesz gównianą pracę w sklepie, to będzie to trwało tylko chwilę, a okazuje się, że rok później ciągle tam siedzisz...".

To właśnie frustracja i sarkazm napędzają Eagull, stanowiąc też bodziec do nagrania ich pierwszej LP. Chociaż artyści przyznają, że są na płycie "jaśniejsze chwile", to jako całość jest ona dość mrocznym przedsięwzięciem. Na albumie słychać wpływ post-punka i shoegaze (przede wszystkim dźwiękowe szturmy w wykonaniu My Bloody Valentine) zmieszany z doświadczeniami muzyków nabytymi w różnych kapelach hardcorowych. W marcu tego roku zespół odbył swoją pierwszą podróż do Ameryki, gdzie wystąpił na festiwalu SXSW - wydarzenie to przyczyniło się do podjęcia decyzji o podpisaniu umowy z amerykańską niezależną wytwórnią Partisan.

Po powrocie o grupie nie było zbyt głośno - muzycy kończyli pracę na albumem. Goldy stwierdził, że: "nie mogliśmy dużo grać, bo większość czasu spędzaliśmy w studiu".

Teraz po wydaniu płyty, Eagulls mogą wrócić do ostrego koncertowania i ugruntować swoją wichrzycielską reputację.


Slaves (UK)
facebook.com/slaves

Slaves to punkowa niezależna kapela pochodząca z najciemniejszego zakątka hrabstwa Kent. Uwielbiają grać koncerty, pić sok żurawinowy i słuchać Robbiego Williamsa.

Ale co najważniejsze, chłopaki mają nadzieję, że ludzie czytają biogramy zespołów.




Baths (USA)
facebook.com/bathsmusic

For mercurial L.A. music-maker Will Wiesenfeld, Baths has been a long time coming. The 21-year-old has spent the better part of his days living amidst "pleasant" and "unremarkable" in the suburbs of the San Fernando Valley, so perhaps it's due to a general lack of local inspiration that Wiesenfeld's own work has never fit into a prefab box of its own. Over the last six years, under the handle of [Post-Foetus], Wiesenfeld has gainfully explored the intersections and outer reaches of both electronic and acoustic music. With Baths, his eclecticism finds its greatest focus yet, in a hail of lush melodies, ghostly choirs, playful instrumentation and stuttering beats.





Austra (Kanada)
facebook.com/austraofficial

Katie Stelmanis, współzałożycielka i wokalistka kanadyjskiego trio - Austra stwierdziła, że "nie sądzę, żeby pisanie w określonej tonacji było dla mnie możliwe. Nie wiem dlaczego. Po prostu to nie działa w mojej głowie". To nie oznacza, że wokalistka grupy zaczęła czytać Antona LaVeya, bądź popadła w dziwny, zarazem surowy nastrój. W zasadzie wręcz odwrotnie. Na "Feel it Break" wydanym w 2011 r. przez Domino Records Stelmanis wraz z perkusistką Mayą Postępski i basistą Dorianem Wolfem skomponowali mroczną i taneczną perełkę nadającą się zarówno do rytualnych serenad, jak i do grania w klubach. Album odwołujący się do ciemnych zakamarków new wave, będący jednocześnie głęboko zakorzeniony w klasycznym wykształceniu muzycznym Stelmanis. Połączenie klasycznego i elektronicznego nurtu stanowi cechę wyróżniającą karierę wokalistki, zanim jeszcze uznała, że w ogóle chce robić karierę. W wieku lat 10 Stelmanis dołączyła do chóru kanadyjskiej opieki dziecięcej, gdzie regularnie śpiewała w prestiżowej Canadian Opera Company. Ucząc się gry na skrzypcach i pianinie, Stelmanis kontynuowała pracę w operze, przygotowując się do studiów muzycznych. Tydzień przed rozpoczęciem nauki, mając zaplanowaną dalszą karierę wokalistka podjęła decyzję, która miała wpłynąć na zmianę jej planów. Stelmanis wspomina, że "chciałam zostać w Toronto, i nie chciałam mieszkać w Montrealu, więc postanowiłam zrezygnować ze studiów, znaleźć pracę, oszczędzać przez 5 lat i ruszyć w swoje pierwsze tournee".



Produkcje soundtracków dla lokalnych sztuk zachęciły Stelmanis do bliższego zainteresowania się elektroniką. Wokalistka stwierdziła, że "Chciałam móc pisać muzykę dla orkiestr, a z MIDI wystarczało wcisnąć ‚Record' i włączyć każdy instrument jaki chcesz. Lata minęły, zanim przestałam uważać MIDI za substytut prawdziwych instrumentów i zacząłem je uważać za normalne elektroniczne instrumenty". Nowe obsesje związane z Bjork, PJ Harvey, Nine Inch Nails wywarły niewątpliwie wpływ na artystkę - odtąd jej cel był jasny - "chciałam grać muzykę klasyczną, ale z tym wykręconym, szalonym gównem". W 2008 r., po trzech latach grania z Galaxy, artystka pojawiła się na wydanym przez Fucked Up "The Chemistry of Common Life", oraz ukazał się jej debiutancki album "Join Us". Określana jako gotyk przez każdą osobę w Kanadzie, która nie miała w gruncie rzeczy pojęcia, czym jest gotyk, płyta skomponowana i nagrana przez Stelmanis łączyła ciemne, synthowe melodie z operowym głosem artystki, nazwanym przez Chart Atack jako "osobliwie piękny i czarujący.



Ponadto, Stelmanis pozostała całkowicie niezależna, zajmując się samodzielnie każdym elementem swojej działalności artystycznej - wzięła udział w sześciu tournee, między innymi suportując CocoRosie - jednym zdaniem, artystka starała się zaznaczyć swoją pozycję w kraju, który nie uchodzi za szczególnie przyjazny granej przez nią muzyce. Sama mówiła, śmiejąc się, że "wielu ludzi nie rozumiało mojego pierwszego albumu. Więc postanowiłam zorganizować swoje własne europejskie tournee - wydawało się, że ludzie w Europie będą bardziej otwarci na moją muzykę. Tyle, że wszystko opierało się na zasadzie ‚zrób to sam'. Wszystko musiałam wymyślać sama od początku do końca. To akurat tkwiło bardzo mocno w mojej filozofii życia. Obserwowałam kapele w Toronto, które osiągnęły pewien sukces i robiły własne tournee. Pomyślałam, że oczywiście ja też będę w stanie zorganizować własne tournee".

Trzy lata później, wewnętrzne przekonanie artystki o potrzebie ‚zrób to sam' nie zmieniło się, jednak wraz z dołączeniem do niej wcześniejszej członkini Galaxy, Postępski, (też Princess Century, Trust) na bębnach, i byłego basisty Spiral Beach, Wolffa, Stelmanis stworzyła swoją, jak dotąd, najlepszą płytę. Skomponowana prawie w całości przez wokalistkę, która stwierdziła, że "większość piosenek została skończona w mojej sypialni". Krążek miksował Damian Taylor (Bjork, the Prodigy i UNKLE). Album może przywodzić na myśl Kate Bush, Bat for Lashes i the Knife, ale przywołuje też wczesne lata 80. i brytyjską scenę new wave (wystarczy pomyśleć o brudnych alejach i klubach, o których śniły Japan i Soft Cell). Na pierwszym singlu "Beat and the Pulse" Austra nagrała najcieplejszy kawałek cold wave'owy roku - pulsujący, synthowy atak, wspierany przez wspaniały, potężny wokal Stelmanis. Artystka powiedziała, że "dla mnie muzyka powinna stanowić ulgę. Zwykle komponowałam muzykę, która pozwalała ludziom na ucieczkę. Obecnie, ciągle tak uważam, ale też chciałabym, aby ludzie mogli tańczyć do mojej muzyki i kompletnie się zatracać w nieco bardziej fizyczny sposób. Jeśli uda mi się emocjonalnie pobudzić umysł i ciało poprzez moją muzykę, to czuję że osiągnęłam coś bardzo ważnego".



Fear Of Men (Wielka Brytania)
facebook.com/fearofmen

"Dla nas zawsze jest wieczór" - to słowa śpiewane przez Jessicę Weiss na wczesnym demo pt."Doldrums" - trzyminutowym, wpadającym w ucho kawałkiem granym przez Indie rockowy brytyjski kwartet - Fear of Men. Ta nieco liryczna kompozycja umyka szablonom ze względu na wieloznaczność, jednocześnie poprzez perfekcyjnie ułożoną tonację ukazuje oryginalne podejście grupy do tworzonej muzyki. Równo rozłożone akcenty oraz właściwa dla wytwórni 4 AD mgiełka tajemnicy, skłaniająca do egzystencjalnych rozważań, pozwalają zapomnieć o popowych wstawkach.

Zespół powstał, kiedy krótki ambientowy soundtrack zrealizowany przez Weiss, i pokazywany na jej wystawie, przyciągnął uwagę Daniela Falveya. Dwoje studentów sztuki znalazło wspólne muzyczne korzenie, wymieniając się płytami i współpracując pod nazwą Fear of Men, gdzie swoje zainteresowania skierowali w stronę bardziej popowych brzmień.



Sam termin pochodzi od rzadkiego zaburzenia lękowego, na które trafiła Weiss, kiedy zgłębiała zagadnienie chorób psychicznych. Nazwa Fear of Men pasuje do określenia projektu podejmującego w liryczny sposób takie kwestie jak lęk przed śmiercią, introwersja i samotność. Pierwsze dema, powstałe w wyniku współpracy artystów, krążyły na znanych blogach i muzycznych portalach, aż w końcu grupa wydała zbiór tych edycji i singiel zebrane przez wytwórnię Kanine, która za sprawą cieszącej się uznaniem kompilacji "Early Fragments" chciała przybliżyć zespół publice za oceanem. Dzięki temu muzycy trafili na "ramówkę" amerykańskiego South by Southwest, w ramach której wystąpili dla Fader Fort i Gorilla Vs.Bear, festiwalu NRML w Meksyku i FYF Fest w Los Angeles.



Na "Loom" - długo oczekiwanym debiutanckim albumie - Fear of Men mocno eksperymentują, zestawiając wysoką jakość nagrań z gęstą fakturą dźwięku inspirowane ich podziemnym otoczeniem studia i nocnymi sesjami. Weiss i Falvey poświęcili się bez pamięci cyzelując każdy szczegół swojego projektu; produkując swoje utwory, wykonując całą oprawę graficzną i reżyserując własne klipy, tworząc w ten sposób estetykę właściwą Fear of Men.

Zamiast koncentrować się na zapożyczeniach, Fear of Men skomponowali oryginalną muzykę opisującej ich własne, posępne widzenie świata. Weiss stara się przekazać z ponurą werwą młodego Morriseya uczucie swojej bezradnej izolacji, nudy i seksualnych lęków. Zespół balansuje pomiędzy złowieszczymi filozoficznymi spostrzeżeniami, a otępiającą melancholią, jednocześnie tak beztrosko prowadząc melodie, że nawet bolesne odczucia zdają się być zaledwie leniwymi westchnięciami. Piosenki sporo zawdzięczają twórczości Anais Nin, filmom Fassbindera, jak i zimnej atmosferze kompozycji the Chills, czy Broadcast.

Tytuł płyty nawiązuje zarówno do splatających się muzycznych faktur, pojawiających się na całym krążku, jak i mroku, który tak charakteryzuje twórczość Fear of Men. Klasyczna instrumentacja przewijająca się przez "Loom", wykrzywiona przez muzyczne piły i brzmiące w tle gitary, daje prawdziwie popowym brzmieniom poczucie niedoskonałości i niedomówienia.

Limitowana winylowa edycja "Loom" pojawiła się nakładem wytwórni Kanine w kwietniu 2014. W tym miesiącu ukazał się też ten krążek w wersji cyfrowej oraz CD. Fear of Men to: Jessica Weiss (gitara & wokal), Daniel Falvey (gitara), Michael Miles (bębny i klawisze), Becky Wilkie (gitara basowa).



Jaakko Eino Kalevi (Finlandia)
facebook.com/pages/Jaakko-Eino-Kalevi/77000410522

Fiński Jakko, po występie na holenderskim festiwalu Best-Kept Secret, udał się do Londynu, aby darmowym koncertem w Servant Jazz Quarters świętować wydanie swojej Epki "Dreamzone", która ukazała się nakładem wytwórni Weird World. Jakko, pierwszy skandynawski artysta, który dołączył do grupy Domino Records, świetnie się czuje w międzynarodowym kodzie muzyki pop, co pozwala lepiej zrozumieć, dlaczego artysta jest postrzegany jako kultowa postać na rodzimym podwórku muzycznym. Krążek, łączący wręcz kosmiczne perełki z podskórnym dzikim funkiem, jest dziełem wysoko ocenianego "zdobywcy" Helsinek (pracującego czasem także jako kierowca tramwaju), którego psychodeliczne imprezy przynoszą odpowiedzi na pytania, o jakich nigdy nawet nie pomyślałeś.



"W zasadzie to brak nam słów na to, jak piękny jest kawałek No End" - Track of the Day, the Fly
"Klasyka... Kalevi uderza w niepowtarzalną strunę" - NME
"Wykonanie właściwe dla Jaakko; osobliwe i piękne z dodanym gdzieś w podtekście dużym znakiem zapytania" - VICE
"Wolny duch zdolny dotknąć każdego stylu muzyki elektronicznej i przekształcić go na swój własny... Kalevi ma w sobie funk" - Uncut
"Doskonale cudowne... rozkosznie bezecne" - Dummy
"Niesłychanie sugestywna podróż do świata fantazji" - Noisey
"No End to otumaniająco piękny kawałek" - "Virtually Famous" Evening Standard
"Ekstatyczny, niemal trudny do dotknięcia synthowy gigant, który na chromatyce stworzył coś przejmującego" - Fake DIY
"Jaakko Eino Kalevi jest fińskim artystą, którego ciągle porównuje się do Ariela Pinka. Jaakko jest bardziej funkowy, chociaż nie boi się też bawić keyboardami w stylu lat 80." - Dummy




Highasakite (Norwegia)
facebook.com/highasakitemusic‎‎‎


Norweskie Highasakite to indie popowa grupa pełna kontrastów. Pomimo odwagi, jaką prezentuje zespół, ich muzyka jest często niedoceniana. Nie ma jednak tego złego, co by nie wyszło na dobre - skandynawską kapelę wyróżnia obłędny wokal Ingrid Helen Havik oraz świetna kombinacja syntezatorów, instrumentów dętych i perkusji. Po występach na licznych festiwalach i epce "In and Out of Weeks", zespół zapowiada na ten rok wydanie debiutanckiego albumu "Silent Treatment".



Grupa zawiązała się w konserwatorium jazzowym w Trondheim, gdzie późniejszy wokalista, Havik, spotkał bębniarza Tronda Bersu. Muzycy zaczęli wspólnie nagrywać i koncertować. Duet zaangażował jako producenta Thomasa Dahla z Kroyt, jednak ciągle odczuwali niedosyt w odniesieniu do tworzonej muzyki. Do zespołu dołączyli Oystein Skar na syntezatorach, Marte Eberson (też syntezatory) i Kristoffer Lo grający na gitarze, trąbce i perkusji. Te zmiany przyniosły kapeli dużo większą wyrazistość i sprawiły, że ich brzmienie stało się bardziej sugestywne.



Havik, zachęcany do śpiewu przez matkę, która była nauczycielką muzyki, potrafi swoim głosem zarazem oszałamiać, jak i uspokajać. Fantastyczne, niezapomniane teksty stanowią rdzeń, wokół którego ogniskuje się muzyka Highasakite. Prawie niemożliwe jest wysłuchanie "Silent Treatment" bez następującej później refleksji. O ile muzyka umieszczona na wcześniejszej epce rzuca spojrzenie na życie przez pryzmat dzieciństwa, to debiutancki album grupy jest dużo bardziej dojrzały i tajemniczy.


Samaris (Islandia)
facebook.com/samarisss‎‎

Łącząc tak różne muzyczne komponenty jak muzyka elektroniczna (Kari Steinborsson), klarnet (Aslaug Run Magnusdottir) i porażający wokal Jofrioura Akadottira, islandzkie cudowne dziecko - Samaris - stworzyło zadziwiający mix składający się z lodowej elektroniki, ostrej perkusji i niesamowitego, zapadającego w pamięć wokalu - słowa piosenek pochodzą z dziewiętnastowiecznych islandzkich wierszy. Vitu Vitrast, na przykład, przywołuje islandzką ludową opowieść o osadach, które błagały bóstwo o pomoc, jednocześnie obawiając się, że nie objawi się ono na Ziemi. Rezultatem jest zadziwiający melanż nowoczesności i przeszłości - wręcz eteryczny dźwięk pełen czarnych dziur, epatujący nieziemską atmosferą.



Samaris, zespół stworzony w 2011 r. w Reykjaviku, wygrał islandzki Musikilraunir (w przeszłości laureatem tego festiwalu byli Monsters of Men) i zdobył nagrodę Kraumur. Grupa występowała w 2011 r. i 2012 r. na Iceland Airways, przyciągając uwagę Line of Best Fit, Drowned In Sound i NPR.



Pierwsza brytyjska edycja krążka "Samaris" odbyła się w czerwcu 2012 r. Grupa skompilowała dwie wydane na Islandii epki - Hjoma Bu (2011 r.), Stofnar Falla (nagrana w Sigur Ros Sundlaugin studio z Gunnarem Tynesem w 2012 r.) i dodatkowo 4 remixy. Samaris zapowiadają wydanie nowego albumu w 2014 r.


Unknown Mortal Orchestra (USA)
facebook.com/unknownmortalorchestra‎

"II"- nowy album Unknown Mortal Orchestra - jest wynikiem połączenia z jednej strony niespotykanego hedonizmu, a z drugiej wręcz desperackiego wyobcowania. Muzyczna wizja Rubana Nielsona, który wcześniej dał się poznać jako członek Mint Chicks, swój początek znalazła jako anonimowy, domowy projekt łączący psychodelię, soul, falującą perkusję i funk. Można powiedzieć, że UMO narodziło się w piwnicach i sypialniach Portland w Oregonie, gdzie z Nowej Zelandii przeprowadził się Nielson wraz z rodziną. Po wciągnięciu do współpracy nowego perkusisty, Grega Rogova, i zawarciu umowy z wytwórnią Jagjaguwar, UMO ruszyło w trasę po Stanach, koncertując razem z Grizzly Bear i Liars.

"II", oparta na break-beat i uroku 32-letniego multi-instrumentalisty i tekściarza, potwierdza klasę debiutu UMO z 2013 r., i ugruntowuje opinię grupy, jako niezwykle intrygującego i odważnie psychodelicznego zespołu. UMO nie obawia się kopać głębiej niż inne załogi tego nurtu tak, aby wykorzystać swoje narkotyczne rytmy do ożywienia w ten sposób rock'n'drollowych mitów.



"II", skomponowana podczas morderczej trasy koncertowej, kiedy to Nielson obawiał się o swoje zdrowie psychiczne i fizyczne, ilustruje emocjonalne rozchwianie człowieka będącego w trasie. Jednocześnie płyta obrazuje w sposób surrealistyczny, a chwilami wręcz komiksowy, samotność, miłość i rozpacz.



Nielson, przepuszczając Pink Floyd, the Rolling Stones, the Beatles i Soft Machine przez swój wykrzywiony rock'n'drollowy filtr, tworzy niezwykle ekspresyjną psychodelię. Kiedyś Unknown Mortal Orchestra była głównym zmartwieniem Rubana Nielsona, jednak wraz z wydaniem płyty, na której może puścić wodze swoim muzycznym fantazjom i zaprezentować swoje najgłębsze niczym nieograniczone emocje, muzyk nie musi się już bać o przyszłość, ponieważ gra w świadomym siebie zespole, będącym u szczytu swoich możliwości twórczych.


King Khan (Kanada)
facebook.com/kingkhanandtheshrines‎

Wyobraźcie sobie Rocky'ego Eriksona grającego z akompaniamentem Sun Ra Arkestra, Wilsona Picketta i the Velvet Underground, albo ukochane dziecko Anubisa i Kali. King Khan & the Shrines to coś więcej, niż tylko psychodeliczna, soulowa kapela urządzająca świetne spektakle na scenie. Grupa uchodzi za kultowy muzyczny fenomen i jeden z najbardziej zabawnych i rozrywkowych zespołów na świecie od czasów Ike i Tiny Turnerów.

King Khan & the Shrines, zwykle "urzędujący" w Berlinie, koncertowali także w klubach i na festiwalach w Europie, Ameryce Północnej i Australii (SXSW, Coachella, Bestival, Pitchfork Festival, Big Day Out). Po występach zostawiali po sobie jęk zachwytu i kolorowy zawrót głowy.



Ich poprzedni album "What Is!" zebrał świetne recenzje na całym świecie i uplasował się na 33 miejscu wśród najlepszych albumów roku w rankingu opracowanym przez Pitchfork. Muzycy na scenie występowali z członkami Sun Ra Arkestra i Jello Biafrą, a ich piosenki pojawiały się też w filmach takich jak "Chiko" (wyprodukowany przez Fatiha Akina - laureata Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Berlinie), oraz w popularnych amerykańskich serialach ("Eastbound & Down", "Entourage" czy "Chuck").

W 2010 r. King Khan i Mark Sultan (nazywające się the King Khan & BBQ Show) zostali zaproszeni przez Lou Reeda i Laurie Anderson do wspólnych występów w Opera House w Sydney. Ostatnio Khan koncertował wspólnie z Halem Wilnerem podczas "Freedom Rides" odbywających się w londyńskim Royal Festival Hall. Była to swego rodzaju gala, będąca hołdem dla muzyki związanej z obroną praw człowieka, na której pojawili się też Antony Hegarty, Tim Robbins i Billy Bragg.



Po 6 latach od ukazania się ostatniego krążka, King Khan & the Shrines związali się z kultową, amerykańską wytwórnią Merge Records, z którą we wrześniu 2013 r. wydali nowy album pt. "Idle No More".

Narosłe opowieści i legendy, otaczające grupę, są szalone, a czasem komiczne (wygooglujcie na przykład King Khan & Lindsay Lohan) takie jak bywają ich koncerty. Nie przegapcie szansy na zabawę z powstającym właśnie muzycznym gigantem.


The Saturday Tea (Warszawa)
facebook.com/thesaturdaytea

Trzyosobowe combo z Warszawy, z zaciekawieniem obserwujące fale nadciągające zza oceanu. Grają brudno i garażowo, ale najwyżej stawiają melodię, co pokazali m.in. na OFF Festival 2012. W lutym 2014 r, nakładem Bad Indian Reocrdings, ukazała się ich debiutancka płyta LP zatytułowana "Shindig", stworzona przy współpracy z Michałem Kupiczem (Kristen, très.b, Ed Wood, Hokei). Mówią za cicho, kiepsko żartują i tak naprawdę nie piją herbaty.





The Freuders (Warszawa)
facebook.com/pages/The-Freuders/248466835169547

Młody, minimalistyczny kolektyw muzyczny z Warszawy stawiający na solidność sekcji rytmicznej, zalany gitarowym sosem, doprawiony szczyptą charyzmatycznych wokali. Delikatny zapaszek cmentarza, albo emanacja czarnej dziury. Chłodno i bez przebaczenia. Czym dłużej grają, tym trudniej jest określić ich muzykę. The Freuders ma na swoim koncie debiutancką EPkę Hikikomori. Ostatni singiel zespołu - Uroboros - jest wydawnictwem zawierającym tytułowy utwór oraz dodatek w postaci Gamma Waves of Betelgeuse. Obie kompozycje zapowiadają ich pierwszy długogrający album, nad którym zespół aktualnie pracuje.




Bobby The Unicorn (Warszawa)
facebook.com/bobbytheunicorn
Bobby The Unicorn to solowy projekt Darka Dąbrowskiego. Zabiegiem celowym jest używanie sprzętu starego i niedoskonałego. "The Bravery" EP - Utwory zarejestrowane bez metronomu, nagrywane na instrumentach i urządzeniach z lat 50, 60,70 i 80. Na początku 2014 roku ukaże się debiutancka płyta pt."Utopia". Projekt Bobby The Unicorn jest nagrywany w prywatnym, domowym studiu, przez pierwszy rok działalności zagrane kilkadziesiąt koncertów, w tym 2x Open'er Festival, Halfway Festival, 2x targi CoJestGrane. EP "The Bravery" praktycznie bez żadnej promocji znalazła się w czołówce polskich odsłuchań na Bandcampie.

Darek Dąbrowski - git, voc
Maciek Rokita - bass
Przemek Kuczyński - drums




Young Stadium Club (Łódź)
facebook.com/youngstadiumclub‎




Gonzo And The Prezidents (Warszawa)
facebook.com/pages/Gonzo-and-The-Prezidents/122893561070415

GoNzo and The Prezidents - to undergroundowa, kontrkulturowa, warszawska grupa muzyczna tworząca na marginesie moralnej tolerancji, zwłaszcza w kwestii grania na żywo.

To prawdopodobnie najdzikszy live band w Polsce. Swoją nazwę zaczerpnęli od niekonwencjonalnego stylu subiektywnej narracji Huntera S. Thompsona (autora niezapomnianego Fear and Loathing in Las Vegas). GoNzo to przeciwstawianie się konwenansom, przekraczanie granic rzeczywistości i samego siebie, a przede wszystkim uwalnianie nieposkromionego indywidualizmu od zwierciadła społecznych imperatywów i przymusów. Takie też jest szoł i muzyka Gonzo and The Prezidents pełna obłędu, furii i prowokacji, pogardy dla autorytetów, bigoterii oraz fałszywych wartości. Gonzo to nie muzyka to stan umysłu albo - jednostka chorobowa - jak mówią sami prezydenci.

Nic w tym, więc dziwnego, że GonZo mają upodobanie do grania nie tylko w konwencjonalnych miejscach jak kluby, ale również na ulicach Warszawy lub na nielegalnych podziemnych imprezach pod mostami, w praskich bramach czy innych nietypowych inicjatywach. Są tym czego Polska scena po latach 80-tych jeszcze nie zrodziła. Nieokiełznani, dzicy i popaprani. Sami tworzą swoje oryginalne ciuchy i wizerunek. O swojej muzyce mówią - między gatunkowa mikstura, breja i koktajl, wynik transfuzji różnych stylów - Gramy to co nam się podoba i to co chcemy, nie da się tego zdiagnozować jednoznacznie, może to psycho grunge, trip rock albo inne świństwo. Gonzo and The Prezidents uformowali się ok 2 lat temu, ale ich właściwe koncertowanie zaczęło sie mniej więcej rok później. Teraz robią coming out ze świeżą EP-ką "TRIXTER" i klipem do kawałka "TRIX".




Trupa Trupa (Gdańsk)
facebook.com/trupatrupa


Trójmiejski zespół Trupa Trupa tworzy Grzegorz Kwiatkowski, Tomek Pawluczuk, Wojtek Juchniewicz i Rafał Wojczal. Zespół ma na swoim koncie epkę z 2010 roku, longplay wydany w czerwcu 2011 roku oraz drugi longplay wydany 27 kwietnia 2013 roku. W ostatnim czasie zespół gościł na OFF Festivalu (2013), Festiwalu Ars Cameralis (2013) oraz na Heineken Open'er Festival (2012).

Od pewnego czasu Trupa Trupa gości również na antenie TVP Kultura - do tej pory telewizja wyemitowała sześciokrotnie koncert z foyer Teatru im. Gombrowicza, a od maja rozpocznie emisję koncertu z Cafe Fikcja. Zespół jest dwukrotnym laureatem nagrody kulturalnej Gazety Wyborczej SZTORM ROKU za album LP i album ++. Trupa Trupa została również nominowana do Nagrody Aktivista w kategorii Artysta Roku za album ++. Utwór "Take my hand" z pierwszej długogrającej płyty zespołu trafił na wydawnictwo Trzeciego Programu Polskiego Radia Offensywa. Obecnie zespół pracuje nad trzecią płytą, której premiera planowana jest na 2015 rok.




Wild Books (Warszawa)
facebook.com/wildbookswarsaw

Wild Books grają Lo-Fi/Garage (ich kolega mówi, że trash dream pop) i stacjonują w Warszawie. Karol grał wcześniej na bębnach w zespole Teenagers, a Grzegorz grał na gitarze i śpiewał w The Phantoms. Niedawno, nakładem wytwórni Instant Classic wyszła ich pierwsza płyta. Wild Books brzmią jak coś pomiędzy psychedelicznym punkiem, a rozjechanym brzmieniem lat 90′.




The Sunlit Earth (Trójmiasto)
facebook.com/thesunlitearth

The Sunlit Earth obecnie kojarzone jest z trójmiejską sceną muzyczną, ale pochodzi z najzimniejszego miasta w Polsce - Giżycka.

The Sunlit Earth grają alternatywny rock - w ich muzyce słychać drapieżne, nowojorskie brzmienie przywołujące skojarzenia z wczesnym The Strokes, połączone z melodyjnością i młodzieńczą energią charakterystyczną dla niezależnej sceny brytyjskiej.

Mimo, że działa od niedawna, zespół może pochwalić się m.in. wyróżnieniem na Festiwalu Fama, pierwszym miejscem w przeglądzie festiwalu Metropolia Jest Okey 2012 oraz zaproszeniem do zeszłorocznej edycji Męskiego Grania (koncert finałowy w Żywcu, sierpień 2013) i zagrania supportu przed grupą The Raveonettes w Gdańsku w klubie B90 również w 2013 roku.

Na początku 2013 roku wydali pierwszą EPkę There's Something in the Air nakładem trójmiejskiej wytwórni Nasiono Records. Ich debiutancka płyta długogrająca, Between The Lines miała swoją premierę 23 lutego 2014 i była połączona z koncertem w studiu Radia Gdańsk w ramach cyklu Metropolia Jest Okey. Z kolei 21 marca 2014 zespół zagrał Offsesję - koncert w studiu im. Agnieszki Osieckiej w "Trójce" w ramach audycji Offensywa Piotra Stelmacha.




Miss God (Białystok)
facebook.com/missgodmusic

Miss God to wokalistka, kompozytorka i producentka muzyczna. Jej twórczość wymyka się oczywistej klasyfikacji, a kierunek, w którym podąża łączy w sobie elementy etno i nowych brzmień. Artystka jest finalistką konkursu Skody i Programu Trzeciego Polskiego Radia oraz konkursu T-Mobile Music "Zrób głośniej". Jej twórczością zafascynowała się Agnieszka Szydłowska, jedna z jurorek konkursu. Dziennikarka Trójki w wywiadzie dla Skody wyznała: "...znalazłam coś, co mnie rozedrgało, znalazłam w końcu taką muzykę, która sprawiła, że oszalałam...". Muzyka Miss God zrobiła również wrażenie na Piotrze Stelmachu, który zaprosił artystkę do występu na żywo w programie "Offensywa". Co więcej, Miss God wspiera wokalnie grupę VSHOOD. Jako jedyni polscy artyści wystąpili na Electronic Beats Festival 2013 w Poznaniu, grając jako support Modeselektora i Dizzy Rascala.

Artystka wystąpiła na Heineken Opener Festival 2013, filmPolska Festival w Berlinie, ShortWaves w Poznaniu czy Festiwalu Kultury Niezależnej Underground/Independent w Białymstoku. Jej muzykę można również usłyszeć w spektaklach teatralnych i innych projektach tj. Południce/Elektronice. Laureatka plebiscytu "Przystanek Młodzi 2013" Gazety Wyborczej, nazwana przez serwis Interia.pl jednym z najbardziej obiecujących debiutów muzycznych 2013 roku.

14 lutego 2013 roku, dzięki stypendium "Młodzi Twórcy" Prezydenta Miasta Białegostoku ukazała się debiutancka EPka pt. "Widzę cię". Promował ją teledysk "Far away", którego premiera odbyła się na antenie Czwórki - pierwszego polskiego radia z wizją. Obecnie trwają prace nad wydaniem drugiego albumu pt. "Woda" , na który artystka zebrała granty przez serwis PolakPotrafi.pl Znajdą się na nim cztery utwory z polskimi tekstami. Materiał jest realizowany w jednym z najlepszych w Europie studiów nagraniowych - Hertz w Białymstoku. Album będzie zapowiadał teledysk do utworu "Kosmiczna matka" wykonany metodą astrofotografii.




Szezlong (Poznań)
facebook.com/szezlongpl

Szezlong to 4-osobowy zespół z Poznania, który wydał ostatnio debiutancką płytę p.t. "Learned helplessness". Debiut spotkał się z pozytywnym przyjęciem słuchaczy oraz recenzentów i został określony mianem "udanej i samoświadomej odpowiedzi na amerykańskiego indie rocka", zdobywając tytuł płyty roku 2013 na blogu WAFP!

Mimo licznych odniesień do sceny niezależnej lat '90 i fascynacji lo-fi, zespół nie poprzestaje na wpływach, tworząc własny, bardzo charakterystyczny styl, będący mieszanką prawilnego indie rocka z post-punkiem. Jeśli lubisz Sonic Youth, Pixies, Dinosaur Jr., Modest Mouse lub Fugazi, to bardzo możliwe, że polubisz też Szezlong.




Straight Jack Cat (Kraków)
facebook.com/straightjackcat

vStraight Jack Cat grają niehigieniczny rock'n'roll. Robią hałas. Są nieprzewidywalni. Kompulsywnie kolekcjonują surowe analogowe brzmienia sprzed lat. Ich dzikie koncerty pozostają na długo w pamięci, także w postaci szumów usznych nazajutrz...

Istnieją, bo wciąż wierzą, że muzyka to sposób na to, by się uwolnić.




Daniel Spaleniak (Łódź)
facebook.com/danielspaleniakmusic

Daniel Spaleniak to objawienie początku roku 2014 w muzyce alternatywnej. Jest kolejnym muzykiem z Łodzi, który zdobywa popularność i uznanie na ogólnopolskiej scenie. 3 marca ukazał się jego debiutancki album - "Dreamers" - nakładem zasłużonej wytwórni płytowej - Anteny Krzyku (wydawca albumów m.in.: Hey, Lao Che, Mikrokolektyw, Pustki, IndigoTree).

Daniel tworzy od 16 roku życia i do tej pory wydał dwie epki. Choć mówi skromnie o sobie, że jest muzykiem z Łodzi i po prostu gra piosenki, szybko udało mu się zostać dostrzeżonym i zdobyć spory rozgłos w branżowych serwisach internetowych. Ledwie parę dni po premierze pierwszego singla "My name is wind" - serwis Brand New Anthem wywróżył Danielowi pewne miejsce w zestawieniach najlepszych płyt 2014 roku.

Jego muzyka to trzymające w napięciu, nastrojowe i niepokojące kompozycje z pogranicza alternatywnego folku i americany, które idą w parze z głębokim, niskim i szorstkim wokalem Daniela, na długo zostającym w pamięci. Album "Dreamers" promują dwie kompozycje - "Full Package of Cigarettes" (utwór często określany jako muzyka drogi) oraz utrzymany w niepokojącym, melancholijnym klimacie "My name is wind", do której powstał wideoklip autorstwa Weroniki Izdebskiej.

Debiutancka płyta Daniela, już po kliku dniach od premiery zebrał bardzo pozytywne recenzje w najważniejszych internetowych serwisach muzycznych.




Pozostali artyści tegorocznego Soundrive Fest:



Blaenavon
To trio grające muzykę indie rockową. Pochodzą z Wielkiej Brytanii i są na stałe związani z wytwórnią Transgressive. Do tej pory nagrali dwa mini albumy i wylansowali dwa single "Into the Night" i "Denim Patches". Debiutancka płyta ma ukazać się jeszcze w tym roku. Grupę wysoko oceniają brytyjskie media muzyczne takie jak: "New Musical Express", "Abeano", "Line of Best Fit", "Wonderland", "The Fly", czy "Clash".




Fiction
Kapela pochodzi z Wielkiej Brytanii i umiejętnie łączy muzykę indie rockową z elektroniką. Jeszcze w marcu pojawi się ich debiutancki album pt. "The Big Other". Płyta ukaże się nakładem wydawnictwa Moshi Moshi. Fiction mają na koncie koncerty z Warpaint, Metronomy i Everything Everything.




Islet
To walijski kwartet grający muzykę eksperymentalną, który do tej pory wydał dwie płyty: "Illuminated People" i "Released By The Movement". Ten najnowszy album, z jesieni zeszłego roku, nagrano w w Shape Records - studiu należącym do członka grupy, Marka Damana Thomasa.





Planet Of Zeus
Jak sama nazwa może wskazywać pochodząc z Aten. Zespół powstał w 2000 r. i od samego początku dużo koncertował w całej Grecji. Planet of Zeus wydał dwa albumy - w kwietniu 2008 r. "Eleven the hard way" i w maju 2011 r. "Macho Libre" Nakład obu płyt na CD i winylu został dwukrotnie wyprzedany. W listopadzie ubiegłego roku grupa zakończyła prace nad trzecią i jak dotąd najbardziej dojrzałą płytą - "Vigilante".



Yuck
Zespół do tej pory wydał dwie płyty: "Yuck" i "Glow & Behold". Krytycy porównują ich twórczość do Dinosaur Jr, Pavement, My Bloody Valentine i Sonic Youth.


festival.soundrive.pl


Zobacz nasze video relacje z poprzednich edycji festiwalu:



Informacja o biletach

  • Bilet normalny
    30, 50, 90 zł
Karnet trzydniowy - 90 zł
1 dzień (polski) - 30 zł
2 dzień - 50 zł
3 dzień - 50 zł

Więcej informacji o festiwalu
Więcej informacji o biletach

Czytaj także